Przeczytasz w 2-4 minuty
Daria Gosek-Popiołek i zapadliska

Domy pękają, mieszkańcy drżą o swoje bezpieczeństwo, a ziemia dosłownie się osuwa. W obliczu tej katastrofy Daria Gosek-Popiołek wybrała strategię, która poraża: całkowite ignorowanie apeli o pomoc. Nie pomogły pisma, nie pomogła ranga nadawcy – byłego posła. Czy to jest właśnie „nowa jakość” w polityce Nowej Lewicy, gdzie prośby o ratunek lądują prosto w niszczarce?

W polityce często mówi się o „kontakcie z wyborcami”, jednak rzeczywistość bywa brutalna. Daria Gosek-Popiołek, posłanka na Sejm RP i kandydatka na prezydenta Krakowa, zdaje się wyznawać zasadę, że niektóre problemy mieszkańców z jej okręgu wyborczego można po prostu przemilczeć. Lista spraw, które ignoruje parlamentarzystka, staje się coraz dłuższa, a cierpliwość mieszkańców coraz mniejsza.

Ignorowanie faktów i ludzi

Najlepszym dowodem na to, jak traktowane są prośby o interwencję, jest historia pism wysyłanych przez byłego posła Jana Orkisza, Przewodniczącego Rady Okręgowej Unii Pracy i radnego powiatu olkuskiego. Wcześniej był także wiceburmistrzem Olkusza i wicestarostą olkuskim.

Człowiek z ogromnym doświadczeniem, który w ostatnich wyborach do Sejmu startował z tej samej listy co Gosek-Popiołek (Nowa Lewica), od DWÓCH LAT(!) bezskutecznie dobija się do drzwi jej biura poselskiego w sprawach dotyczących zapadlisk w powiecie olkuskim.

Zapadlisko w powiecie olkuskim

Pierwsze pismo trafiło do adresatki w czerwcu 2024 roku – w czasie, gdy Gosek-Popiołek była jeszcze w partii Razem. Nie odpowiedziała na propozycję spotkania zaproponowanego przez Orkisza. Następne pismo, przypominające sprawę, wysłano po niespełna pół roku(!), już po tym, jak pani poseł zmieniła barwy partyjne na Nową Lewicę.

Ostatnie pismo datowane jest na marzec 2025 roku. Każde z nich dotyczyło tego samego, palącego problemu: katastrofalnej sytuacji geologicznej w powiecie olkuskim.

Słowa, które trafiają w próżnię

W pismach Orkisza czytamy słowa pełne troski i uzasadnionego niepokoju:

Z niepokojem obserwuję, że sytuacja w regionie ulega dalszemu pogorszeniu. W ostatnich tygodniach pojawiły się kolejne zapadliska, które nie tylko zagrażają infrastrukturze, ale przede wszystkim bezpieczeństwu ludzi. Wiele osób żyje w ciągłym strachu, obawiając się, że ich domy, drogi czy inne obiekty użyteczności publicznej mogą w każdej chwili zostać zniszczone.

Były poseł i mieszkaniec okręgu wyborczego, z któego do Sejmu dostała się Gosek-Popiołek apelował o pilne zwołanie posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w miejscu zdarzeń, aby móc wysłuchać głosów lokalnej społeczności i ekspertów. Mimo dramatycznego wydźwięku tych apeli, odpowiedź nie nadeszła.

Kogo tak naprawdę reprezentuje poseł?

Skoro obecna kandydatka na prezydenta Krakowa pozwala sobie na ignorowanie byłego posła, który zna specyfikę regionu i realia pracy w parlamencie, to jak ma traktować zwykłego mieszkańca, który nie ma „przebicia” w mediach czy strukturach partyjnych?

Zresztą to tylko jeden z wielu przykładów, gdy Gosek-Popiołek nabiera wody w usta. Inny opisywaliśmy już na naszej stronie. Pani poseł od miesięcy interesuje się inwestycją Miastoprojekt przy Błoniach i ostro ją torpeduje. Gdy przedstawiciele inwestora zaprosili ją na rozmowę, ta całkowicie zignorowała ich prośbę.

Więcej o sprawie pisaliśmy tutaj: Czyje interesy tak naprawdę reprezentuje posłanka Gosek-Popiołek?

Po naszym wczorajszym tekście na temat Gosek-Popiołek zarzuciliście nam w komentarzach, że powinniśmy dać się jej wypowiedzieć i odnieść do zarzutów. Sęk w tym, że nasze prośby o rozmowę także także są ignorowane. I takich przykładów w zanadrzu mamy więcej.

Zresztą i w opisywanej powyżej sprawie pism wysyłanych przez Orkisza, poprosiliśmy Gosek-Popiołek o odniesienie się do tej sytuacji. Jeśli nam odpowie, na pewno zamieścimy jej stanowisko.

Lans zamiast służby

To polityczne milczenie to nie jest zwykłe niedopatrzenie czy brak czasu – to wyrachowany mechanizm unikania odpowiedzialności za własne zaniechania.

Daria Gosek-Popiołek

Gosek-Popiołek stała się ekspertką od "polityki lansu": pojawia się głównie tam, gdzie może nakręcić efektowną rolkę na media społecznościowe lub zapozować do zdjęcia na Facebooka, które zbuduje jej wizerunek troskliwej aktywistki. Gdy jednak kończy się show, a zaczyna prawdziwa, żmudna praca u podstaw – wymagająca zajęcia się trudnymi, nieefektownymi problemami – 41-letnia kandydatka na prezydenta Krakowa po prostu znika.

Wtedy ignoruje, lekceważy i pokazuje wyborcom, że ma ich sprawy zwyczajnie w głębokim poważaniu.

Jeśli poseł boi się konfrontacji z realnymi problemami i ucieka przed dialogiem, gdy nie ma w pobliżu kamery, to stawia się w pozycji osoby, która nie służy mieszkańcom, a jedynie własnemu wizerunkowemu komfortowi.

Czas na reakcję pani poseł już dawno minął. Mieszkańcy wciąż czekają, choć coraz częściej z gorzkim pytaniem: czy jest jeszcze jakikolwiek sens pukać do tych drzwi, jeśli za nimi nie stoi szansa na „lajki”, tylko praca dla dobra regionu?

ZOBACZ TAKŻE: „Mistrzyni durnych wpadek” w wyścigu o fotel prezydenta!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także