Przeczytasz w 3-6 minuty
Czy posłanka Daria Gosek-Popiołek bierze łapówki?! / fot. wikimedia

Czy posłanka Daria Gosek-Popiołek bierze łapówki?! Tak, zadajemy to pytanie publicznie. I od razu odpowiadamy: to prokuratura powinna wyjaśnić tę sprawę! I nie, nie mamy absolutnie żadnych dowodów na to, że ktokolwiek wręczał pani poseł koperty pod stołem. Posługujemy się tą bezczelną figurą retoryczną tylko dlatego, że sama pani poseł uprawia na co dzień dokładnie takie samo sku*wysyństwo. Bo czym to, co przed chwilą napisaliśmy, różni się od „metod śledczych” pani parlamentarzystki?

Gosek-Popiołek w swoich dramatycznych wypowiedziach medialnych i wpisach na Facebooku sugeruje, że m.in. były prezydent Jacek Majchrowski oraz aktor Marek Kondrat „mają DOSTAĆ” lokale w inwestycji Miastoprojektu.

źródło: FB

Dopytywana przytomnie przez internautkę, czy „dostaną je za darmo, czy po prostu legalnie kupili”, pani poseł odpisała rozbrajająco:

Tego nie wiemy. Liczę, że ta sprawa zostanie wyjaśniona przez prokuraturę.

źródło: FB

No więc pytamy w tym samym tonie: czy Gosek-Popiołek brała w łapę od przedsiębiorców? Tego nie wiemy. Ale głęboko liczymy, że tę sprawę również wyjaśni prokuratura!

Brzmi czysto i uczciwie? No nie, to jest po prostu czyste sku*wysyństwo.

Osiedlowy populizm

Gosek-Popiołek nie jest przecież anonimową, osiedlową patoaktywistką, która próbuje wybić się na wielkich nazwiskach, żeby dorwać się do rady miasta dla 3000 złotych diety. To poseł na Sejm RP. Reprezentuje mieszkańców, ma określone przywileje, ale i obowiązki, chroni ją immunitet. Od kogoś takiego wymaga się powagi, a nie rzucania błotem w mediach czy internecie na zasadzie „coś tam chlapnę, a wy się tłumaczcie”.

Wizytówka Gosek-Popiołek na stronie Sejmu RP

Zresztą, pani poseł od miesięcy kręci swoją polityczną kampanię na Miastoprojekcie, brylując w świetle reflektorów w towarzystwie kilku nikomu nieznanych, skrajnie lewicujących patoaktywistów. Tylko że w tych jej rozpaczliwych akcjach zupełnie nie chodzi o dobro miasta, o merytoryczne załatwienie sprawy czy pomoc komukolwiek. Jej chodzi wyłącznie o to, żeby robić dym. O to, żeby było głośno. Wyczuła w tym czysty polityczny interes. I tego akurat prokuratura wyjaśniać nie musi. To wiemy sami.

Krakowska szkoła robienia zadymy

Skąd ta pewność? Ano stąd, że – jak ustaliliśmy – Gosek-Popiołek dostała oficjalne zaproszenie od Miastoprojektu. Prezesi spółki chcieli usiąść do stołu, porozmawiać, odpowiedzieć na nurtujące panią poseł pytania. Czy udałoby się im wyjaśnić wszelkie sporne i kontrowersyjne kwestie? Tego nie wiemy. Ale nie wie tego również sama pani poseł.

Bo jak Gosek-Popiołek zareagowała na zaproszenie do rozmowy? Otóż… całkowicie je zignorowała. Lewicująca parlamentarzystka ma głęboko gdzieś, co druga strona ma do powiedzenia. Fakty i argumenty mogłyby przecież zepsuć całą narrację o „złym deweloperze”.

Budynek Miastoprojektu | Widok od ul. Kraszewskiego / Zdjęcie archiwalne

Ona nie jest zainteresowana dialogiem, ona jest zainteresowana wyłącznie zadymą. Najlepszym dowodem jest to, że na zaproszenie na spotkanie miała odpowiedzieć, że na żadne rozmowy nie przyjdzie, ale za to chętnie wpadnie przed siedzibę spółki – oczywiście z grupą swoich patoaktywistów – żeby zrobić kolejny głośny protest pod publiczkę.

Bo po co rozmawiać i rozwiązywać problemy, skoro można rzucać oskarżeniami, robić zasięgi na Facebooku i udawać obrońcę uciśnionych? Paranoja.

Zresztą, po co szukać daleko – sami próbowaliśmy porozmawiać z panią poseł. Chcieliśmy, żeby po prostu wyjaśniła nam, o co dokładnie chodzi w tej całej awanturze i jakie ma dowody na swoje rewelacje. Efekt? Podobny, jak w przypadku innych: brak odpowiedzi.

Jeśli więc pani poseł naprawdę zamierza iść w zaparte i zamiast merytorycznej rozmowy z przedsiębiorcami woli urządzić uliczny cyrk, to kolejny raz się potwierdza, że nie reprezentuje mieszkańców, ale szkołę krakowskiego patoaktywizmu: zero faktów, zero chęci dialogu, za to maksimum krzyku, manipulacji i ordynarnego dymu. Czekamy więc na protest.

Randkowy komunizm na Kazimierzu

Zamiłowanie pani poseł do ulicznych inscenizacji doskonale widać przy okazji awantury wokół Erszewerii na Kazimierzu. To kolejny punkt na mapie Krakowa, gdzie Gosek-Popiołek zwęszyła szansę na parę punktów w sondażach, stając na czele komitetu obrony gastronomii. Narracja jest prosta: wielki dramat, eksmisja, niszczenie tradycji!

Głównym „merytorycznym” argumentem obrońców lokalu stał się fakt, że obecni właściciele prowadzą knajpę od 18 lat, ta zdążyła się już wpisać w klimat Krakowa, a zakochani krakowianie chodzą tam na randki. Szkoda tylko, że w tym całym rewolucyjnym i romantycznym zgiełku pani parlamentarzystka zapomniała wspomnieć o jednym drobnym szczególe – realiach finansowych. Jak donoszą media, knajpa przez lata funkcjonowała w realiach, o których zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć, płacąc za najem kwoty absolutnie śmieszne.

Argument o randkach i osiemnastu latach tradycji jest doprawdy rozczulający, ale w brutalnym świecie ekonomii ma wagę zeszłorocznego śniegu. Kiedyś ludzkość pisała na papirusie, turyści spali w hotelu Cracovia, a pod Wawelem ryczał smok. Czasy się jednak zmieniają, a  sentymentami nie opłaci się rachunków za prąd.

Eszeweria na Kazimierzu

To fascynujący fikołek logiczny w wykonaniu parlamentarzystki, która na sztandarach niesie walkę z wyzyskiem i wielkim kapitałem. Okazuje się, że wolny rynek i uczciwe zasady są dobre tylko wtedy, gdy można nimi okładać politycznych przeciwników. Kiedy jednak trzeba bronić biznesu (czyt. "popularnej knajpy", na której można zbić polityczny kapitał), socjalistyczne ideały natychmiast ustępują miejsca obronie prawa do żerowania na cudzej własności. No ale skąd pani poseł ma wiedzieć, jak działają realia rynkowe i koszty prowadzenia działalności? Jej własna, polityczna kariera jest od lat dotowana ze środków wypracowanych przez prawdziwych przedsiębiorców i ciężko pracujących ludzi. Sama Gosek-Popiołek wielkiego biznesu nigdy w życiu nie zrobiła i – jak widać po jej „gospodarczych” postulatach – do zarabiania pieniędzy i rozumienia praw rynku po prostu nie ma daru.

Oszczędności Gosek-Popiołek w 2020 roku, zanim została posłem

Czas na wyciągi z kont posłanki

A na koniec kilka pytań w stylu "metod śledczych" krakowskiej parlamentarzystki.

  • Od kogo Gosek-Popiołek kupiła mieszkanie?
  • A może je dostała? 
  • Kto wspierał jej kampanię wyborczą do Sejmu? 
  • Ile wpłacili na nią deweloperzy, a ile przedstawiciele branży alkoholowej?

Skoro pani poseł uważa, że rzucanie niepodpartych dowodami podejrzeń i zasłanianie się formułką „liczę na wyjaśnienie sprawy” to standard godny parlamentarzysty, pójdźmy tą drogą do końca. Czas rzucić snop światła na finansowanie kampanii (tej do Sejmu i tej teraz, na prezydenta Krakowa) pani poseł.

  • Kto tak naprawdę stoi za plecami pani poseł, gdy ta krzyczy przez megafon na ulicznych protestach? 
  • Czyje interesy są zabezpieczane, gdy uwaga opinii publicznej zostaje celowo odwrócona od innych, kluczowych dla Krakowa inwestycji?

Warto głośno zapytać o powiązania towarzysko-biznesowe, które rodzą się na styku skrajnie lewicowej posłanki, miejskich aktywistów i niektócyh przedsiębiorców.

  • Skąd pochodzą fundacje i granty finansujące organizacje, z którymi Gosek-Popiołek ramię w ramię blokuje rozwój krakowskiej przedsiębiorczości?

Tego przecież też „nie wiemy”. Ale skoro brak wiedzy jest dla pani poseł wystarczającym powodem do medialnego linczu, to opinia publiczna ma pełne prawo domagać się prześwietlenia każdego zakamarka jej działalności politycznej. Czekamy na pełną jawność, faktury, wyciągi z kont, wyłożenia na stół reklamówek z pieniędzmi i rejestry wpłat.

Skoro prokuratura ma badać legalne transakcje zakupu lokali przez znane postacie, to niech przy okazji sprawdzi, czy bezkompromisowość pani poseł nie jest jedynie opłaconym, politycznym teatrem na zamówienie.

ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także