Przeczytasz w 2-4 minuty
Polityczny pasożyt znowu w akcji! Jak Gibała „załatwia” sprawy, które załatwiają już inni

Łukasz Gibała znów przyłapany na bezwstydnym lansie i podkradaniu cudzych zasług. Gdy inny radny bez medialnego szumu ratował zamkniętą kładkę w Bronowicach, Gibała natychmiast zwęszył okazję do darmowej reklamy. Zamiast zakasać rękawy, wyciągnął smartfona i zaczął pouczać świat w swojej nowej rolce. To już nie jest zwykłe parcie na szkło – to bezczelne pasożytnictwo na pracy ludzi, którzy w przeciwieństwie do lidera „Krakowa dla Mieszkańców” nie mają czasu na pajacowanie przed kamerą.

Mieszkańcy Bronowic od dłuższego czasu zmagają się z uciążliwym problemem – zamkniętą kładką na Rudawie, która odcinała ich od kluczowych tras spacerowych i codziennych szlaków. Kiedy sprawą zajął się radny Maciej Michałowski z PiS, machina ruszyła.

Spotkanie radnych Macieja Michałowskiego i Michała Drewnickiego z mieszkańcami ws. kładki

Samorządowiec nie biegał z telefonem na kiju, nie szukał poklasku. Zamiast tego zrobił to, co do radnego należy. Najpierw zorganizował spotkanie z mieszkańcami, wysłuchał ich, a następnie usiadł do rozmów ze Stanisławem Kracikiem. Efekt? Konkretne ustalenia, plan działania i problem, który w końcu doczeka się realnego rozwiązania.

– Mieszkańcy prosili mnie o interwencję w sprawie zamkniętej kładki na Rudawie. Kiedy wspólnie z Michałem Drewnickim zorganizowaliśmy spotkanie 29 czerwca zaskoczyło nas to ilu mieszkańców ten temat dotyczy. Przyszło prawie 50 osób. Umówiliśmy się z mieszkańcami, że będę rozmawiał z pełniącym funkcję prezydenta Stanisławem Kracikiem w celu wypracowania konkretnych rozwiązań. Spotkałem się w tym tygodniu już dwukrotnie w tej sprawie. Prezydent zlecił już konkretne działania i czekam na analizy – opowiada Michałowski.

Kładka

Wszystko jest na dobrej drodze. Michałowski o swoich działaniach nie trąbi na prawo i lewo, opinii publicznej nie zalała fala postów, tylko suche komunikaty, które docierają do zainteresowanych.

Cały na biało wchodzi on: gwiazda internetu

I w tym momencie na scenę, cały na biało, wkracza Gibała.

Kiedy najcięższa praca została wykonana przez kogoś innego, Gibała odpala media społecznościowe, wyciąga smartfona i nagrywa „rolkę”. Z przejętą miną opowiada do kamery o dramacie zamkniętej kładki i grzmi, że „coś z tym trzeba zrobić”. Ani słowa o tym, że sprawa jest już poukładana. Ani słowa o realnej robocie wykonanej za jego plecami.

Trzeba coś z tym zrobić.

 I tyle. I już. I po sprawie. Rolka nakręcona, „problem” można odhaczyć. Klasyczny Gibała.

Kolejna "bardzo ważna" rolka wiecznego kandydata

– Nie chciałem robić z tego szopki politycznej, od początku do końca zależy mi na rozwiązaniu tego problemu. Zapraszam każdego do współpracy w tematach dotyczących mieszkańców Krakowa, w tym również Łukasza Gibałę. Tak czy inaczej uważam, że spotkania z mieszkańcami i urzędnikami, którzy podejmują konkretne decyzje i działania przynoszą więcej pożytku niż rolki, lajki itp. Oczywiście są tematy, które trzeba nagłaśniać, ale w tym przypadku ten temat trzeba rozwiązać, znaleźć finansowanie i model remontu kładki, który będzie odpowiadał mieszkańcom Krakowa.  I to się już dzieje! – mówi radny Michałowski.

Stałe modus operandi

Ta sytuacja to nie przypadek, ale idealna ilustracja mechanizmu, który w krakowskim samorządzie stał się już wręcz legendarny. Radni oraz urzędnicy miejscy od dawna, choć dotychczas głównie w kuluarach, bezlitośnie punktują bezczelne zachowanie Gibały. Diagnoza jest jedna i powtarza się przy kolejnych miejskich sprawach: – Gibała nie ma czasu na realną pracę, bo cały swój czas i energię poświęca na autopromocję – oburzają się radni i urzędnicy.

My tu tyramy, toniemy w dokumentach, szukamy kompromisów i użeramy się z procedurami, żeby cokolwiek w tym mieście zmienić. Nie mamy czasu na reżyserowanie filmików i montowanie rolek. A potem przychodzi pan Łukasz, nagrywa trzydziestosekundowy klip, w którym mówi to, co my wiemy od miesięcy, i udaje jedynego sprawiedliwego.

Strategia polityczna Gibały sprowadza się do prostego, wręcz prymitywnego schematu:

  1. Znaleźć istniejący problem (albo poczekać, aż inni zaczną go rozwiązywać).
  2. Nagrać efektowne wideo z chwytliwym, populistycznym hasłem.
  3. Przedstawić się jako jedyny obrońca uciśnionych mieszkańców.
  4. Zgarnąć lajki i wyświetlenia, po czym zniknąć do czasu kolejnej medialnej „afery”.

Polityczny pasożyt i wieczny lans

Kraków potrzebuje radnych i urzędników, którzy potrafią usiąść do stołu, negocjować, rozmawiać z mieszkańcami i skutecznie załatwiać sprawy dla miasta. Tak, jak w tym przypadku zrobił to Michałowski. Miasto nie zyska nic na kolejnych pasożytach, których jedyną aktywnością jest generowanie internetowego szumu.

Kładka w Bronowicach zostanie otwarta dzięki ciężkiej, zakulisowej pracy, a nie dzięki facebookowym wyświetleniom Gibały. Pytanie tylko, jak długo mieszkańcy Krakowa dadzą się nabierać na ten tani, internetowy teatr, w którym realne problemy są jedynie tłem dla politycznego lansu jednego aktora.

ZOBACZ TAKŻE: UWAGA! W Krakowie pojawił się fałszywy uzdrowiciel. Po tym go poznacie

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także