Przeczytasz w 4-7 minuty
Miszalski jako obciążenie w kampanii? Padły zaskakujące słowa

– Myślałem, że Olek po tej naprawdę trudnej, wyczerpującej i zakończonej porażką kampanii referendalnej poświęci trochę czasu na odpoczynek, a nie na szukanie nowych projektów politycznych – mówi nam polityczny weteran, członek Koalicji Obywatelskiej, Grzegorz Lipiec*.

Czy Aleksander Miszalski pomoże Monice Piątkowskiej wygrać wybory czy raczej pogrąży ją na dobre? Czy partia powinna odciąć się od byłego prezydenta, czy może jego wiedza to ostatnia deska ratunku dla nowej kandydatki? Nasz rozmówca zdradza, jak wygląda zakulisowa walka o przyszłość małopolskiej Koalicji.

***

Kanał Krakowski: Odetchnął pan z ulgą?

Grzegorz Lipiec: Nie, bo Koalicja w regionie bardzo osłabła. Teraz jest czas, żeby ją przebudować, odbudować i ustrukturyzować. Musimy scalić region, połączyć siły i pokazać, że możemy osiągać znacznie lepsze wyniki niż dotychczas. To jest zadanie postawione przez naszego szefa Donalda Tuska.

Ponoć wykonawcami tego zadania będzie pan wespół z Markiem Sową.

Nic mi o tym nie wiadomo, a komisarzem w małopolskiej Koalicji jest Dorota Niedziela.

Grzegorz Lipiec

Czyli to tylko plotki?

Jestem wymieniany w gronie ludzi, którzy znają region. Jestem, przypomnę, cztery razy wybrany radnym sejmiku województwa małopolskiego. Mam też doświadczenie jako jeden z członków zarządu województwa, jako były parlamentarzysta, więc oczywiście jeżeli ktoś będzie chciał wykorzystać moje umiejętności, możliwości, to jestem do dyspozycji.

A doszło do nieformalnego sojuszu między panem a Markiem Sową?

Z Markiem Sową, tak jak z innymi parlamentarzystami, rozmawiam i rozmawia nam się dobrze. Szukamy rozwiązań tej sytuacji, która nastąpiła po referendum w Krakowie. Ale Marek nie jest jedyną osobą, z którą rozmawiam. Myślę, że osobą która ma bardzo dobre kontakty w całym regionie, jest Grzegorz Małodobry, przewodniczący naszego klubu w sejmiku.

On byłby najlepszym szefem małopolskiej KO?

Tego nie powiedziałem. Szefem jest Dorota Niedziela i może być tak, że to ona będzie nowym szefem struktur. O tym jednak musimy zdecydować w gronie parlamentarzystów, przy współudziale radnych wojewódzkich i miejskich. Będziemy szukać najlepszych rozwiązań.

Niedziela wydaje się być bardziej zainteresowana polityką krajową niż lokalną.

To nie jest nic złego. Jest znakomitym marszałkiem, jestem dużym fanem jej umiejętności prowadzenia obrad oraz tego, co robi jako parlamentarzystka. Czy będzie chciała się zaangażować w dłuższej perspektywie w partyjne sprawy regionu? Tego nie wiem.

A jakie scenariusze są możliwe?

Pierwszoplanowa sprawa na najbliższe miesiące to oczywiście wybory prezydenckie w Krakowie. Na nich trzeba się skoncentrować. Musimy poszukać możliwości pozyskania wyborców, odzyskania zaufania i poszukać takich rozwiązań, które dadzą zwycięstwo naszej kandydatce.

Równolegle trzeba też popracować nad naszym zaufaniem w regionie, przebudować struktury i być może poszukać ludzi, którzy do tej pory byli w cieniu.

Aleksander Miszalski był dobrym szefem struktur?

Był odpowiedzialnym szefem struktur. Choć po tym, gdy został prezydentem, miał znacznie mniej czasu, a jego uwaga koncentrowała się głównie na sprawach Krakowa.

Może więc, skoro przestał być prezydentem, powinien nadal być szefem małopolskiej KO?

Jednym ze scenariuszy, który był pewnie przez niego rozważany, była jego dobrowolna rezygnacja z funkcji szefa struktury. Wtedy władze regionalne prawdopodobnie nadal by trwały bez komisarza. Ale stało się inaczej. Zarząd krajowy rozwiązał strukturę.

Myślałem, że Olek po tej naprawdę trudnej i wyczerpującej kampanii referendalnej i – jakby na to nie patrzeć – zakończonej porażką – poświęci trochę czasu na odpoczynek, a nie na szukanie nowych projektów politycznych.

Czyli zrobił błąd, że już kilka dni po referendum zadeklarował gotowość do tego, że zaangażuje się w kampanię?

Uważam, że nie powinien udzielać zbyt licznych wywiadów. Zresztą on to chyba dość szybko zrozumiał i też uznał, że to nie służy ani niemu, ani organizacji.

Czyli powinien, mówiąc kolokwialnie, się schować?

Nie tyle schować, co odpocząć i wrócić po pewnym czasie. Bo przecież on nie zrobił niczego złego.

Krakowianie uznali inaczej.

Chodzi mi o to, że nie zrobił niczego niezgodnego z prawem. Popełnił kilka błędów, do których sam się zresztą przyznaje, ale nie są one takiego kalibru, by miały go pogrążyć na wieki.

Na przykład?

Nie jest żadną tajemnicą, że przez część środowiska był namawiany do tego, żeby Strefa Czystego Transportu była bardzo mocno ograniczonym projektem. SCT ma mnóstwo zwolenników, ale w referendum akurat potrzebni nie są zwolennicy, tylko potrzebne jest zneutralizowanie ludzi, którzy krytycznie byli do tego nastawieni. A on ich nie neutralizował, więc poszli do referendum.

Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik

Miszalski był lepszym prezydentem czy szefem partii?

Tu i tu się starał, ale nie powinien łączyć tych funkcji. Dodatkowo, nie powinien szczególnie słuchać niektórych doradców.

A powinien się teraz zaangażować w kampanię Moniki Piątkowskiej?

Na pewno jego podpowiedzi dotyczące funkcjonowania miasta mogą być cenne, natomiast pewnie nie powinien być teraz frontmanem.

Jest obciążeniem dla kandydatki?

Jest nadal sporo zwolenników prezydentury Miszalskiego, więc wykorzystanie wiedzy Olka w kampanii może być przydatne. Na pewno należy wykorzystać jego wiedzę o mieście. Myślę, że wie też, gdzie popełnił błędy i może podpowiedzieć, czego unikać. Więc na pewno wykorzystanie Olka w kampanii jest ze wszech miar wskazane. Natomiast pytanie, czy powinien się pokazywać za plecami Moniki Piątkowskiej.

Powinna się odciąć od Miszalskiego?

Nie, nie powinna się odcinać. Powinna pokazywać to, co było dobre i co Krakowianie doceniali w tej kadencji, a jednocześnie unikać błędów, które Aleksander sam uważa, że popełnił.

Zarówno w kampanii, jak i podczas prezydentury Miszalski kładł nacisk na współpracę z rządem. Opowiadał, że dzięki temu będą pieniądze na inwestycje, a ostatecznie niewiele z tego wyszło. O współpracy z rządem mówiła też Piątkowska podczas swojej pierwszej konferencji w Krakowie. Dlaczego wyborcy mieliby jej uwierzyć?

Monika jest na dziś w parlamencie, ma bardzo dobre relacje z liderami Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Olek nie był na miejscu, w Warszawie, więc musiał się tam pojawiać trochę w roli petenta i prosić o pewne działania rządu dla Krakowa. I część rzeczy mu się udało zrobić. Natomiast kilka pozostało nierozwiązanych, jak choćby ustawa metropolitarna, pieniądze na metro czy opłata turystyczna. To wszystko jest do nadrobienia i myślę, że Monika jest w stanie przekonać do tego odpowiednie osoby w obecnym układzie rządzącym.

Monika Piątkowska

Piątkowska to wasza najlepsza kandydatka?

Jest naszą kandydatką wybraną przez władze krajowe i będziemy robić wszystko, żeby jej wynik był jak najlepszy, czyli żeby została prezydentką. Ma duże doświadczenie w sprawach miejskich, więc jeśli otoczy się ludźmi, którzy pomogą jej w tej kampanii, to ma szansę na wygraną. Wszystko jednak w rękach mieszkańców, dlatego podchodzę do tego z dużą pokorą.

Zapytałem, czy jest najlepszą kandydatką, czy wskazałby pan lepszą kandydaturę.

Nie wskazałbym. Uważam, że Monika jest najlepszą kandydatką, która zdecydowała się na start w wyborach. Oczywiście możemy sobie opowiadać o mitycznych profesorach czy byłych rektorach, ale ostatecznie kandydatem musi być osoba zdeterminowana i z pomysłem na kampanię i miasto.

Jaka jest najmocniejsza strona Piątkowskiej?

Determinacja! Ona ma – jak to się mówi w sporcie – ciąg na bramkę. Po prostu chce to wygrać.

A najsłabsza?

Najsłabsza strona obecnie to… wynik referendum, który jest obciążeniem dla naszej organizacji. Musimy to zbadać, przeanalizować i zastanowić się, jak pozyskać także tych wyborców, którzy głosowali w referendum. Wśród tych osób są przecież wyborcy Koalicji Obywatelskiej i musimy poszukać rozwiązań, by odzyskać ich zaufanie.

Piątkowska ma „większy ciąg na bramkę” niż Łukasz Gibała?

Gibała też jest na pewno zawzięty i ma doświadczenie startu w różnych wyborach, bo przypomnę, że startował do Sejmu, do Senatu, do Sejmiku… Czasem wygrywał, ale ostatnio częściej przegrywał. Myślę jednak, że osoba, która nie jest faworytem – a Monika nie jest – jest bardziej zdeterminowana niż Łukasz. Według sondaży to Gibała ma największe szanse, by zostać prezydentem.

Gdyby wierzyć sondażom, pewnie teraz Gibała byłby w trakcie drugiej kadencji.

No właśnie, badania badaniami, ale w rzeczywistości to się różnie układało. Ostatecznie decydują wyborcy, dlatego – jak wspominałem – potrzeba dużo pokory.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

To jaka jest najmocniejsza i najsłabsza strona Gibały?

Znam Łukasza jeszcze z czasów Platformy, ale także z jego późniejszych aktywności, i zawsze imponował mi umiejętnością analitycznej matematyki. Myślę, że to jest jego najmocniejsza strona. A jako najsłabszą wskazałbym to, że niezbyt dobrze się czuje na wiecach, przemawiając do dużych grup. Porywanie tłumów to nie jest jego naturalne środowisko.

Brakuje mu charyzmy?

Tego nie powiedziałem. Jedynie, że nie jest politykiem wiecowym.

Gdyby miał pan w kieszeni luźny tysiąc złotych, to na kogo by pan postawił?

Obstawiłbym tam, gdzie można wygrać więcej. Myślę, że dziś na Monikę Piątkowską byłby wyższy kurs niż na Łukasza Gibałę, bo to on jest faworytem.

Czyli większa wygrana, ale i większe ryzyko przegranej.

Wierzę jednak, że Monika wygra te wybory.

***

Grzegorz Lipiec

*Grzegorz Lipiec - wieloletni radny województwa małopolskiego, były członek zarządu województwa małopolskiego, były poseł na Sejm oraz były szef Platformy Obywatelskiej w Małopolsce.

ZOBACZ TAKŻE: Sensacyjny powrót Majchrowskiego? „Gibała dostałby swoje paliwo wyborcze” [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także