Przeczytasz w 3-5 minuty
Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Referendalne trzęsienie ziemi w Krakowie miało jednego reżysera, ale finał okazał się dla niego politycznym dramatem. Choć Aleksander Miszalski stracił fotel, to Łukasz Gibała utopił miliony w biznesplanie, który właśnie spalił na panewce. Czy krakowski milioner zwinie żagle, schowa się za plecami politycznych figurantów i przeczeka dwa lata, byle tylko nie firnować twarzą nadchodzącego chaosu? Gra o Kraków wchodzi w fazę bezwzględnych kalkulacji i kuluarowych „zakupów”.

Nie Aleksander Miszalski jest największym przegranym referendum. Najgorzej na tym interesie wypadł bowiem na razie Łukasz Gibała, który znów zainwestował pieniądze w niepewny wynik, i znów nie udało mu się zrealizować założonego biznesplanu. Stawiam więc tezę, że nie wystartuje on w tych wyborach.

Ale kasa znów popłynie szerokim strumieniem, przemysł pogardy będzie działał dalej, a Gibała powróci w następnych wyborach.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Nie bez przyczyny w ostatnim wywiadzie Łukasz Gibała zapowiedział, że uważnie przygląda się kandydatom na urząd prezydenta miasta Krakowa, i że rozważy poparcie któregoś kandydata obywatelskiego zamiast własnego startu w wyborach. Nie bez przyczyny również zgłosił chęć kandydowania Jan Hoffman, inicjator akcji referendalnej. To wszystko z powodu przegranej Gibały w referendum.

Misterny plan, który spalił na panewce

Plan był prosty – odwołać prezydenta Miszalskiego, ale i – uwaga! – Radę Miasta Krakowa.

Rękami „obywatelskiego” i „oddolnego” ruchu społecznego doprowadzamy do referendum i odwołujemy obydwa organy. Czemu? Bo wtedy w przyspieszonych wyborach prezydenckich startuje (i wygrywa) Gibała, zaś w wyborach do rady miasta z ław znika większość radnych rządzącej w tej chwili koalicji KO-Lewica, zaś w ich miejsce zasiada więcej radnych od Gibały i… reprezentacja Konfederacji (na co wskazywały sondaże).

Wtedy układ sił zmienia się diametralnie, Gibała jako prezydent ma szansę rozgrywać swoje interesy w radzie – czy to w formalnej koalicji (swoich radnych z PiS-em i Konfederacją), czy to w doraźnych sojuszach. To nie jest tak nierealne, jakby mogło wydawać się na pierwszy rzut oka…

Klęska propagandy

Tymczasem plan nie wypalił. O ile udało się zohydzić ludziom Miszalskiego, i gnani głównie emocjami zagłosowali oni przeciw niemu, o tyle do odwołania Rady Miasta Krakowa zabrakło głosów.

Nacisk propaganda Gibały kładła głównie na Miszalskiego, licząc, że to niejako oczywiste, że odium zawiedzionych nadziei spadnie też na radnych. No i zdarzył się klops.

Rada Miasta Krakowa / fot. Łukasz Michalik

Rządzenie z taką radą, w tym kształcie, tak naprawdę będzie możliwe tylko dla prezydenta z KO lub Lewicy, albo prezydenta prawie całkowicie bezwolnego wobec radnych mających większość. W żadnym z tych układów, ze względów oczywistych, nie ma Gibały. Po prostu łatwo byłoby mu powiedzieć na koniec tej skróconej kadencji: "Jesteś nieudacznikiem, nic nie zrealizowałeś, po co mamy cię wybierać dalej?"

Przeczekać kryzys

Jaką zatem korzyść będzie miał Gibała nie startując? Albo wygra ktoś, kto będzie rządził z opozycyjną radą miasta – czyli de facto będą to pozorne rządy, bo rada będzie stawać okoniem, i nie pozwoli na realizację programu wyborczego takiego prezydenta. Wtedy propaganda opłacana z milionów Gibały spowoduje, że mieszkańcy znów będą przekonani, że nie warto stawiać na takiego konia. I w następnych wyborach już na pewno zagłosują na Gibałę.

Jeśli we wrześniu wygra Monika Piątkowska (lub – w co nie wierzę – Daria Gosek-Popiołek), a więc prezydentem zostanie kandydatka z poparciem KO – narracja tub propagandowych Gibały niewiele się zmieni: nic nie zrobiła przez dwa lata, nie zdążyła zrealizować swojego programu, jest nieudolna, a na dodatek jest koleżanką, tfu!, Miszalskiego, i spadkiem po Majchrowskim. Wtedy czas głosować na Gibałę.

Monika Piątkowska

Czy wygra popierany przez Gibałę Jan Hoffman? Nie, choć według niego będzie najlepszym kandydatem, ale złowrogie siły nie pozwolą na to zwycięstwo. I w ten sposób, spektakl Gibały potrwa jeszcze dwa lata. Jeszcze dwa lata z Krowoderską, Jaśką i pomniejszymi akolitami krakowskiego milionera z długami. Wreszcie do zwycięstwa.

Ryzykowna gra o zaufanie mieszkańców

W całym tym moim pomyśle jest tylko jeden słaby punkt, który musi Gibała rozważyć.

Jest ryzyko, że jednak przez dwa lata mieszkańcy docenią pomysły, energię i podejście do spraw miasta nowego włodarza i będą chcieli na nią lub na niego, zagłosować ponownie. 

Ale, z drugiej strony… kto się spodziewał, że mając duże pieniądze można doprowadzić do odwołania urzędującego prezydenta Krakowa? Jak do tej pory tylko na Jacku Majchrowskim Łukasz Gibała łamał po wielokroć zęby.

Jacek Majchowski i Aleksander Miszalski . fot UMK

Czas wielkich zakupów?

A może całkowicie się mylę i Gibała już buduje koalicję? Może właśnie to krygowanie się: „nie wiem czy wystartuję, dajcie mi kilka tygodni na podjęcie decyzji”, to tak naprawdę czas „zakupów” Łukasza Gibały?

Może właśnie toczy rozmowy z radnymi i sprawdza, kto opuści swój klub i w zamian za obiecane profity pozwoli Gibale rządzić niepodzielnie przez najbliższe lata. Wtedy zrozumiałe byłoby zwlekanie z ogłaszaniem decyzji.

I cała nadzieja w tym, że radni Krakowa mają mocne kręgosłupy, niezbyt głębokie kieszenie i lustra w łazienkach. Wtedy będą to pierwsze wybory bez Gibały od lat.

ZOBACZ TAKŻE: Schudł ponad 20 kg, ale żona i tak nie ma z nim lekko. Kandydat PiS zdradza swoje sekrety [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także