Przeczytasz w 5-10 minuty
Michał Drewnicki

Zrzucił ponad 20 kilogramów, zmienił fryzurę, ale jego żona ciągle narzeka, że nie jest pedantem. Michał Drewnicki, kandydat PiS na prezydenta Krakowa, tylko nam zdradza swoje najgłębsze sekrety. – Nigdy nie byłem kobieciarzem. Moja obecna żona była moją pierwszą dziewczyną, a poznaliśmy się w partii. Oświadczyłem się jej na Westerplatte – wspomina polityk.

Z jednej strony romantyk, z drugiej – twardy recenzent krakowskiej rzeczywistości, wychowany na nowohuckim osiedlu z wielkiej płyty. Po spektakularnej metamorfozie, gotowy na ostrą walkę, rozpoczyna kampanię w imponującym stylu. Chęci na pewno mu nie zabraknie. Ale co z pieniędzmi? – Nie znam żadnego dewelopera, który chciałby wpłacić na moją kampanię – uśmiecha się w rozmowie z Łukaszem Mordarskim.

***

Kanał Krakowski: Schudł pan.

Michał Drewnicki: Tak. Jestem jak Kwaśniewski – wyczuwam zbliżające się wybory. (śmiech)

źródło: Newsweek

To jakaś specjalna dieta?

Po prostu zacząłem o siebie dbać.

By dobrze wyglądać na plakatach wyborczych?

Nie. Zacząłem jesienią, gdy jeszcze nikt nie mówił ani o wyborach ani nawet o referendum. Po prostu chodziło o zdrowie. Zapisałem się na siłownię, zacząłem dużo chodzić… Przekroczyłem 35 rok życia, a kiedyś to była granica między człowiekiem młodym, a dojrzałym.

To ile pan schudł?

20 kilogramów. I dodatkowe dwa tylko w ostatnim tygodniu.

Stres związany z inauguracją kampanii wyssał z pana te dwa kilogramy?

Raczej spowodowała to duża aktywność i brak czasu nawet na to, by coś zjeść. Sądzę, że podczas kampanii waga nadal będzie spadać.

Zmienił pan też fryzjera.

A to przypadkowo, bo ja nie mam swojego stałego fryzjera. Po prostu idę tam, gdzie mam akurat najbliżej, a trafiła się bardzo miła pani, która mnie ostrzygła i sądzę, że efekt jest udany. Natomiast ja nie przywiązuję wagi ani do fryzjera, ani do wyglądu ani do ubioru. Moja żona często narzeka na to, że nie jestem pedantem.

Michał Drewnicki podczas inauguracji kampanii wyborczej na prezydenta Krakowa

Może powinien pan zmienić nastawienie jako kandydat na prezydenta?

Mam nadzieję, że podczas kampanii decydująca będzie kwestia merytoryczna, ewentualnie kwestia mojego charakteru, a nie wyglądu czy stricte PR-u. Nie chciałbym, żeby kampanię zdominowali kandydaci, którzy stawiają wyłącznie na swój wizerunek, na filmy na TikToku, rolki z dachu czy innego tego typu rzeczy. Nawet jeśli tak będzie, upatruję szansy w tym, że wyróżnię się na tle innych kandydatów, że jestem osobą merytoryczną i znaną z działalności na rzecz mieszkańców. Od 12 lat jestem radnym…

Ale nigdy pan nie rządził. Łatwo być recenzentem będąc w opozycji niż realnie wziąć odpowiedzialność za miasto.

Oczywiście, że ja głównie skupiałem się na kontroli. Choćby w zeszłej kadencji kontrolowałem bzdurne wydatki, gdy prezydent Majchrowski założył spółkę Kraków 5020, a później te pieniądze były przepalane na głupoty, na jakieś telewizje internetowe. Natomiast mam też bardzo duży kontakt z ludźmi, znam problemy miasta i słucham głosów tych mieszkańców, których czy prezydent Majchrowski, czy później prezydent Miszalski, po prostu lekceważyli. Chciałbym być głosem tych wszystkich ludzi, którzy przez ostatnie lata byli spychani na margines.

Podczas inaugurującego kampanię wiecu w Nowej Hucie podkreślał pan, że jest chłopakiem z tutejszego osiedla. Na którym dokładnie osiedlu się pan wychował?

Wyrosłem i wychowałem się na nowohuckim osiedlu Złotego Wieku w Mistrzejowicach. To osiedle z wielkiej płyty, podobne do większości tego typu osiedli w Krakowie. W domu sytuacja często była trudna, bo moi rodzice nigdy nie mieli zanadto pieniędzy. Tata jest muzykiem Filharmonii Krakowskiej, więc te pensje w branży kultury były bardzo niskie. Moja mama pracowała w sieciach handlowych, w biurze, w dziale personalnym, ale nie na jakichś eksponowanych stanowiskach. Pamiętam więc te trudy życia lat 90., gdy w domu nie było pieniędzy, a rodzice zastanawiali się, czy kupić mięso czy jednak coś innego do jedzenia. Kształtowałem więc swój charakter, brałem sprawy w swoje ręce. Do szkoły średniej poszedłem już do centrum, do Liceum Sobieskiego, studia zrobiłem na AGH. Później założyłem rodzinę.

Kształtował pan charakter poprzez osiedlowe bójki?

Ostatni raz biłem się z kolegą w szóstej klasie szkoły podstawowej, więc miałem 13 lat. Później załatwialiśmy sprawy pokojowo. Zresztą u mnie na osiedlu nie było jakichś szczególnych awantur. Zdarzały się sytuacje, że nocami biły się grupy kibiców, natomiast ja w takich rzeczach nie brałem udziału.

Nie chodził pan na ustawki?

Nie, nie chodziłem.

To nie ma pan zadatków na prezydenta.

Wychowałem się na osiedlu, wyrosłem z tego osiedla, wiem, co to trudne życie i tego się nie wypieram. Co więcej, właśnie dlatego chcę wspierać wszystkie osoby i miejsca, które zostały w jakiś sposób wykluczone. Choćby dzisiejsze obrzeża Krakowa, które cierpią z tego powodu, że nie inwestowano wiele lat w te obszary, gdzie nie ma często szkół – tak jak na Klinach czy w Łęgu – gdzie brakuje kanalizacji, gdzie nie ma chodników i rodzice boją się puszczać własne dzieci do szkoły. Bardzo bym chciał być rzecznikiem takich osób, które dzisiaj w Krakowie, w XXI wieku, mają trudno. Ale równie trudno mają mieszkańcy centrum Krakowa, którzy wręcz są wypędzani i nie mają choćby jak zaparkować, bo turyści rozjeżdżają ulice, gdzie są ostatnimi mieszkańcami w kamienicy, bo resztę mieszkań przejęły jakieś fundusze inwestycyjne albo zostały zamienione w Airbnb. Chciałbym zadbać o ludzi, o których władza zapomniała.

Czyli pozycjonuje się pan jako kandydat peryferii i wykluczonych, a nie kandydat Krakówka i elit?

Nie chcę być prezydentem różnego rodzaju lobby. Chciałbym, żeby wreszcie te lobby i koterie, które były powiązane z władzą, wreszcie zauważyły, że w Krakowie rządzą mieszkańcy i przede wszystkim o mieszkańców chciałbym zadbać.

Michał Drewnicki podczas debaty z Aleksander Miszalskim w 2023 roku

Wróćmy do pana życia prywatnego. Wychował się pan na osiedlu z wielkiej płyty, a gdzie teraz pan mieszka?

Teraz mieszkam jakieś 600 metrów od mojego bloku rodzinnego.

Też na osiedlu z wielkiej płyty, czy to jakieś nowoczesne osiedle?

Też na osiedlu. To jest osiedle z lat 90. Kupiliśmy to mieszkanie z żoną jakiś rok temu.

Za gotówkę czy na kredyt?

Częściowo mieliśmy oszczędności, częściowo na kredyt. Przez pożar archiwum mieliśmy teraz pewne problemy związane z przekształceniem prawa własnościowego tego mieszkania. Natomiast dalej jestem wśród ludzi, nie separuję się, nie kupiłem żadnego domu w Baranówce. To nie jest osiedle za szlabanem, za płotem, tylko przy drodze.

Gdzie pan poznał żonę?

Żonę poznałem w strukturach Prawa i Sprawiedliwości.

To jak wyglądały wasze początki?

Zostaliśmy razem radnymi w 2014 roku. Ona została wybrana z centrum miasta, ja zostałem wybrany z Mistrzejowic, z Nowej Huty i poznaliśmy się de facto w Radzie Miasta Krakowa.

To była miłość od pierwszego wejrzenia?

Najpierw zaczęliśmy się spotykać i… spotykaliśmy się coraz częściej. Finalnie, w 2020 roku, wzięliśmy ślub.

A pamięta pan zaręczyny?

Pewnie, że pamiętam! Odbyły się na Westerplatte.

?!?!?!

No to takie symboliczne miejsce. A ja z żoną jesteśmy nastawieni bardzo patriotycznie no i… akurat tak wyszło.

Jak pan w ogóle wpadł na taki pomysł?

Z jednej strony jestem człowiekiem spontanicznym, natomiast z drugiej - sentymentalnym. A miejsce jest szczególne i ważne z punktu widzenia historii Polski, gdzie ten nasz heroizm był szczególnie zaznaczony.

Ten gest też wymagał od pana heroizmu czy to była formalność?

Sądziłem, że się zgodzi. I się zgodziła.

Wcześniej był pan kobieciarzem?

Nigdy w życiu! Moja żona była moją pierwszą dziewczyną.

Macie dzieci?

Mamy dwie córki: czteroletnią i dwuletnią. Razem z moją żoną i moją mamą są dla mnie najważniejszymi osobami w życiu. Więc w sumie można powiedzieć, że kobiety są dla mnie najważniejsze!

Żona będzie brała czynny udział w kampanii?

Moja żona jest osobą prywatną, pracuje w prywatnej firmie.

Ale był taki czas, że nie była osobą prywatną.

Najpierw pracowała prywatnie w banku inwestycyjnym, później w instytucjach rozwojowych, publicznych. Ale to było zanim została moją żoną, a nawet zanim została moja dziewczyną! Moja żona jest bardzo dobra w tym, czym się zajmuje, jest wybitną specjalistką jeśli chodzi o księgowość zarządczą. Zresztą ma międzynarodowe certyfikaty i między innymi dzięki temu pracowała w różnych instytucjach publicznych, ale po narodzinach naszych dzieci odeszła do prywatnej firmy.

Michał Drewnicki w 2017 roku

Imponująco rozpoczął pan kampanię w Alei Róż. Cała pańska kampania będzie z taką pompą?

Chcieliśmy zacząć porządnie, pokazać, że na serio traktujemy te wybory, a nie tak, jak inni kandydaci. Niektórzy próbują robić ze swojego startu jakiś show, freak fight, inni są ogłaszani w Warszawie. Natomiast ja chciałbym, żeby ta kampania skupiła się na ludziach. Stąd też przedstawiłem te sześć filarów, które są najważniejsze i na których się skupię.

Na jaki wynik pan liczy?

Przede wszystkim chcę pokazać, że mam plan na miasto, że zależy mi na tym mieście. I że prawica to nie tylko mniejsze miejscowości i wsie, ale także w Krakowie jest dużo ludzi o takiej wrażliwości. Chcę też pokazać, że potrafię rozmawiać z innymi kandydatami i mieszkańcami o odmiennych poglądach. Wynik jest sprawą drugorzędną, choć walczę o jak najwyższe poparcie. To, czy wejdę do drugiej tury, zależeć będzie od mieszkańców. Ja się skupię, by pokazać im moją ofertę i pomysł na Kraków.

Z kim pan powalczy w tej drugiej turze?

Ze względu na dobro Krakowa najlepszą opcją byłoby to, gdyby w drugiej turze zmierzyli się kandydaci, którzy nie są i nie byli przez te lata powiązani z tym obsiadłym, zmurszałym układem władzy w mieście.

I mówi to kandydat tak partyjny, że bardziej się nie da.

Ale ja nigdy nie byłem związany ani z prezydentem Majchrowskim, ani z prezydentem Miszalskim.

Ale jest pan związany z jedną z dwóch największych partii w Polsce.

Tak, natomiast Prawo i Sprawiedliwość w Krakowie nigdy nie rządziło, więc my nie mamy tutaj jakichś zobowiązań. Ja jestem osobą, która nie ma żadnych zobowiązań względem wielkiego biznesu, względem jakichś koterii, układzików towarzyskich. Więc jedyny dług wdzięczności, który mogę mieć, jest względem mieszkańców Krakowa.

Michał Drewnicki na początku swojej politycznej przygody. Rok 2014. Obok Witold Gadowski

Dostanie pan jakieś pieniądze na tę kampanię z PiS-u, który ma problemy finansowe?

No tak, tutaj rząd nielegalnie zabrał Prawu i Sprawiedliwości finanse, więc to jest rzecz, na którą nie mam wpływu. Będę skupiał się na pewno na tym, by dobrze działać i przedstawić krakowianom moją ofertę, choć jestem świadomy, że bez pieniędzy będzie to trudniejsze. Dlatego tym bardziej proszę wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkie te osoby, które mi kibicują, o to, by wspierać kampanię merytorycznie, pomysłami i aktywnością. Bo ta kampania rzeczywiście nie będzie równa. Będzie to kampania ludzi władzy – czyli mówię tutaj między innymi o pani Piątkowskiej, która jest z największej partii rządzącej – i kampania lokalna, czyli moja, człowieka, który kandyduje z poparciem partii, której nielegalnie odebrano pieniądze.

Gdyby jakiś deweloper chciał wpłacić na pana kampanię, to przygarnie pan te pieniądze?

Nie mam wpływu na to, czy deweloper wpłaci, czy nie.

No ale właśnie z tego czyniliście zarzut w poprzednich wyborach innym kandydatom, że deweloperzy wpłacali na ich kampanię.

Nie znam żadnego dewelopera, który chciałby wpłacić na moją kampanię. Zresztą ja przez całe 12 lat bycia radnym miasta Krakowa raczej walczyłem z różnego rodzaju złymi pomysłami deweloperów, więc nie podejrzewam, żeby któryś chciał wpłacać na moją.

Gdyby jednak się znalazł, to pan powie: „Nie, nie przyjmuję tych pieniędzy, bo to od dewelopera”?

Mogę z pewnością powiedzieć jedno: ktokolwiek by nie wpłacał na moją kampanię, nie będzie to miało wpływu na żadną decyzję, którą będę podejmował. Nie dopuszczę do tego, by ktoś miał wobec mnie jakiekolwiek prywatne oczekiwania tylko dlatego, że wsparł moją kampanię.

Michał Drewnicki podczas inauguracji kampanii w Nowej Hucie

Gdybym miał luźny tysiąc złotych, to jakby mnie pan przekonał, żebym przekazał panu te pieniądze?

Powiedziałbym tyle, że jeżeli moje wartości i idee są panu bliskie i uważa pan, że nadaję się do pełnienia funkcji prezydenta, to może pan wpłacić na mój komitet wyborczy.

I jak mi się pan odwdzięczy?

Dam z siebie wszystko przy zarządzaniu miastem. Sprawię, że Kraków będzie się rozwijał, a ludziom będzie się tutaj dobrze żyło. Natomiast na pewno nie będę traktował pańskiej pomocy jako długu, który muszę spłacić, załatwiając jakieś prywatne sprawy.

ZOBACZ TAKŻE: Kmita: „Miszalski wróci jako wiceprezydent” [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także