Przeczytasz w 1-2 minuty
Obejrzałem posty Gibały z ostatnich dni. Przerażające, co odkryłem

Wiecie, co łączy Łukasza Gibałę z rasowym influencerem? Obaj żyją z pokazywania problemów, ale żaden z nich nie ma zamiaru ich rozwiązywać. Różnica jest jedna: influencerzy naciągają Was na zakup swoich bezużytecznych kursów, a Gibała naciąga Was na to, byście oddali na niego swój głos w wyborach.

Przeanalizowaliśmy social media trzykrotnego kandydata na prezydenta Krakowa i przecieramy oczy ze zdumienia. Ten człowiek nie ma ŻADNEGO pomysłu na to miasto. Zobaczcie, jak radny od lat karmi nas czystą iluzją i robieniem zadymy za nasze pieniądze.

Marketingowa bańka radnego

Kiedy wejdziesz na profile społecznościowe lidera stowarzyszenia „Kraków dla Mieszkańców”, na pierwszy rzut oka wszystko wygląda profesjonalnie. Ładne grafiki, rzucające się w oczy nagłówki, setki komentarzy i jeszcze więcej polubień. Ale wystarczy poświęcić dosłownie pięć minut na uważną lekturę, by ten starannie budowany marketingowy domek z kart runął z hukiem.

Profil Gibały

Gibała opanował do perfekcji rolę miejskiego krzykacza – kogoś, kto stoi z boku z telefonem w ręku, kręci głową z dezaprobatą i mówi: „patrzcie państwo, jak tu strasznie”. Problem w tym, że od człowieka, który po raz kolejny chce rządzić milionową metropolią, oczekuje się konkretnego planu działania, a nie darmowej relacji live z rozkopanej ulicy.

Diagnoza bez recepty to nie medycyna. To marudzenie.

Krakowianie nie są ślepi. Każdy z nas wie, gdzie w tym mieście leżą problemy. Rola radnego – a tym bardziej człowieka, który widzi siebie w fotelu prezydenta – nie polega jednak na byciu miejskim sygnalizatorem.

Od lidera wymaga się recepty. Tymczasem u Gibały panuje kompletna bezradność programowa. Zobaczcie na "randomowy" wpis naszego wiecznego kandydata. Schemat zawsze jest taki sam:

  1. Zasygnalizować problem
  2. Pokazać, że obecne władze robią to źle
  3. Nie dać żądnego rozwiązania

Łapcie 9 wpisów tylko z tego miesiąca:

1
2
3
4
5
6
7
8
9

W kuluarach krakowskiej polityki od lat krąży żart, że Gibała najbardziej lubi te sesje Rady Miasta, na których nie musi podejmować trudnych decyzji. Stąd też wzięła się jego słynna łatka Łukasz „wstrzymuję się od głosu” Gibała.

Teraz widać, że ta sama taktyka ucieczki przed odpowiedzialnością przeniosła się do internetu. Łatwo jest stać z boku, wytykać palcem i mówić: „to jest źle”. Trudniej zaproponować coś, pod czym trzeba się podpisać własnym nazwiskiem i ponieść tego konsekwencje.

ZOBACZ TAKŻE: 20 lat minęło. Nasz lokalny romantyk świętuje ważny jubileusz!

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także