Przeczytasz w 2-3 minuty
Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Halo, pan Gibała? Tak, słucham. Nie, nie śpię, jest dopiero wpół do trzeciej rano, a poza tym i tak nie miałem nic lepszego do roboty, niż zastanawiać się nad przyszłością krakowskiego samorządu.

Wyobraźcie sobie tę scenę. Siedzicie w tramwaju linii numer 52 i nagle dzwoni telefon. Nieznany numer. Odbieracie, spodziewając się natrętnego bota od fotowoltaiki albo zaproszenia na pokaz garnków medycznych, a tu niespodzianka. W słuchawce aksamitny, zatroskany głos pyta:

Dzień dobry, tu Łukasz Gibała. Chciałem tylko zapytać, czy Państwa zdaniem... powinienem wystartować w nadchodzących wyborach na prezydenta Krakowa?

No i w tym momencie człowiekowi aż serce mięknie. Oczami wyobraźni widzę Łukasza, który w swoim sztabie, otoczony stertami segregatorów z planami zagospodarowania przestrzennego i mapami ścieżek rowerowych, obgryza nerwowo paznokcie. Siedzi przy telefonie niczym nastolatka czekająca na znak od szkolnej miłości. „Wystartować? Nie wystartować? Kocha? Nie kocha? Policzę głosy na Facebooku... o nie, algorytm uciął zasięgi, muszę dzwonić osobiście!”

Łukaszu, drogi nasz wieczny kandydacie, zbawco niespełniony, krakowski Don Kichocie walczący z wiatrakami deweloperki!

Przestań dzwonić. Ty nie musisz pytać. Ty MUSISZ startować.

Portal kr24.pl donosi, że ludzi Gibały dzwonią do Krakowian i pytają, czy ich szef powinien wystartować w wyborach

Zobacz: Gibała szykuje się do startu w wyborach. Dzwoni po krakowianach

Dlaczego Kraków potrzebuje Łukasza na liście?

Spójrzmy prawdzie w oczy. Wybory prezydenckie w Krakowie bez Łukasza Gibały byłyby jak wyjście na Rynek bez spotkania gołębia próbującego ukraść Ci obwarzanka. Byłoby po prostu... nudno. Pusto. Nienaturalnie.

Kto inny z taką pasją opowie nam o tym, że każde drzewo w tym mieście ma swój unikalny numer PESEL, a każda nowa betonowa plomba to osobisty spisek Jacka Majchrowskiego (który, choć już nie rządzi, to przecież duchem wciąż unosi się nad magistratem)? Kto z taką gracją połączy wizerunek „człowieka z ludu” z zapleczem finansowym, którego pozazdrościłby niejeden mały kraj bałtycki?

Jeśli Łukasz nie wystartuje, to o czym my będziemy pisać? O nudnych debatach o budżecie? O nudnych remontach torowisk? Przecież to Gibała jest gwarantem politycznego rock'and'rolla pod Wawelem!

Łukaszu, odłóż telefon!

Wyobraźcie sobie te miliony złotych wydane na kampanię, które nagle nie trafiłyby na rynek reklamowy. Co z lokalnymi drukarniami banerów? Co z grafikami, którzy muszą co wybory profesjonalnie wygładzać zmarszczki troski na gibałowej twarzy? Co z fryzjerami czekającymi w progu z farbą do włosów? Co z krawcami szyjącymi bardzo drogie garnitury na miarę? Przecież rezygnacja z tego startu to potężny cios w lokalne PKB!

Farbowany lis Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Dlatego apeluję z tego miejsca, jako skromny głos krakowskiego ludu: Łukaszu, odłóż ten telefon. Szkoda impulsów. Nie marnuj baterii w smartfonie. My już znamy odpowiedź.

Nawet jeśli 99% mieszkańców powie Ci w tych ankietach: „Panie Łukaszu, może czas na nowe hobby? Może wędkarstwo? Albo uprawa storczyków?” – Ty i tak musisz to zrobić. To Twoje przeznaczenie. Twój syzyfowy kamień, który z takim wdziękiem toczysz pod górę na krakowski magistrat od tylu lat.

ZOBACZ TAKŻE: Odlot kandydatki Lewicy! Ujawniamy anatomię gigantycznej ściemy tej kampanii

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także