Złota zasada imprezowego podrywu mówi jasno: jeśli chcesz wywrzeć powalające wrażenie w knajpie, nigdy nie idziesz sam. Zabierasz ze sobą „skrzydłowego” – kumpla nieco mniej urokliwego, ciut wolniej kojarzącego fakty i bez grosza przy duszy. Przy nim automatycznie stajesz się amantem roku, choćbyś przyszedł w wyciągniętym swetrze i tłustych włosach.

I dokładnie ten manewr zaserwował nam Łukasz Gibała – tylko w wersji politycznej i zabierając do tańca aż dwie „skrzydłowe” naraz. To polityczna zagrywka rodem z wiejskiego klubu po trzeciej nad ranem, przemyślana tak, by jeden człowiek zawsze błyszczał najjaśniejszym blaskiem.

Pamiętacie jeszcze te piękne czasy, gdy Daria Gosek-Popiołek, Aleksandra Owca i Łukasz Gibała szli ramię w ramię? Pozowali razem w jednym spocie wyborczym, radośni, uśmiechnięci i wpatrzeni w siebie jak w obrazek.

Dziś cała trójka udaje zażartych rywali i startuje przeciwko sobie. Ale umówmy się – to żaden podział. To wygląda jak misterny plan Gibały, który celowo wystawił obie panie do boju tylko po to, żeby na ich tle wyjść na tego mądrego.

Doskonale było to widać podczas środowej debaty w „Super Expressie”. Obie panie wyglądały tam co najmniej tak, jakby były już dawno po słówku z Gibałą, a ich start w wyborach został od A do Z wyreżyserowany przez samego radnego. Każde ich wystąpienie sprawiało wrażenie idealnie skrojonego podsuwania mu piłki do pustej bramki.

Po jednej stronie mieliśmy Owcę – reprezentantkę polityki spod znaku infantylnego focha i rozwydrzenia, gdzie każdy argument przyjmuje postać obrażonej miny pięciolatki, której ktoś zabrał grabki w piaskownicy.

Po drugiej stronie stała Gosek-Popiołek – do bólu wyreżyserowana, pozująca na przemiłą, ciepłą panią z sąsiedztwa, która z łagodnym uśmiechem wytłumaczy Ci, dlaczego powinieneś oddać połowę pensji na miejskie projekty, a w wolnej chwili zabroni wjazdu Twojemu samochodowi do centrum.

Efekt? Genialny. Gdy postawi się je obok siebie, to nagle przeciętnie rozgarnięty bachor, który opanował sztukę obierania banana, urasta do rangi tytana intelektu i murowanego kandydata do Nagrody Nobla.

Więc Gibała stoi z boku i stwarza pozory „tego dorosłego na tej imprezie”. Na tle swoich dawnych koleżanek ze spotu nagle nie musi nic robić. Nie musi zgłaszać genialnych programów ani błyszczeć w debatach. One robią całą robotę za niego.

Chapeau bas, Łukaszu. Wystawić własne polityczne wychowanki jako „skrzydłowych” na polityczny podryw – tego nie wymyśliłby nawet Machiavelli.

ZOBACZ TAKŻE: Wydatki na referendum pod lupą. Finansowa kpina inicjatorów odwołania prezydenta

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także

Nic tu jeszcze nie ma :)