– Nie dam sobie wmówić, że knebluję ludziom usta – odpowiada twardo Monika Piątkowska, pytana o blokowanie użytkowników w sieci.
W rozmowie z Łukaszem Mordarskim senatorka i kandydatka na prezydenta Krakowa odpowiada na pytania o Donalda Tuska, Jacka Majchrowskiego i Aleksandra Miszalskiego. Mówi także, gdzie naprawdę mieszka, jaka będzie jej pierwsza decyzja jako prezydenta, ilu urzędników zwolni w pierwsze sto dni i co wyprowadza ją z równowagi.
***
Kanał Krakowski: Dziś (10 września) Łukasz Gibała obchodzi swoje 49. urodziny. Czego mu Pani życzy?
Monika Piątkowska: Życzę Łukaszowi Gibale, żeby najpierw popracował w biznesie, bo Kraków jest mocno zadłużony i w budżecie miasta nie ma pieniędzy na to, by przyuczać go teraz do zarządzania finansami i ludźmi. A na tym polu – co dobitnie pokazują zaciągane przez niego pożyczki od ojca – po prostu nie ma żadnego doświadczenia.
Dlaczego blokuje Pani ludzi na swoich profilach w social mediach?
Z szacunku do siebie i z szacunku do tych, którzy oglądają moje profile, którzy chcą się czegoś dowiedzieć i chcą coś skomentować, nawet negatywnie. Nie toleruję natomiast, i nigdy nie tolerowałam, agresji, obrażania i poniżania - blokuję więc osoby, które w ten sposób dają upust swoim emocjom.
Czyli knebluje im Pani usta.
Nie dam sobie tego wmówić. Tak mówią głównie ci, którzy są blokowani, ale nie ma to nic wspólnego z kneblowaniem ust.
Ale jak to się ma do wolności słowa?
Wolność słowa dotyczy wszystkich, mnie również. Nie blokuję – nawet, gdybym była w stanie to zrobić – profili innych osób czy profili jakichś grup. Blokuję pewne osoby wyłącznie na swoich profilach. Nie życzę sobie, żeby na moim profilu obrażano mnie, mojego męża czy moją rodzinę. Jeżeli ktoś chce to robić na swoim profilu to niech robi. Na moim nie będzie. Umiem stawiać granice i nie toleruję języka agresji.
Ostatnio zbulwersowałam się niby niewinną akcją „Zapoluj na kandydata”, gdzie namawia się do polowania na kandydatów i kontroli, jakimi pojazdami jeżdżą, z kim jeżdżą i dokąd jeżdżą oraz przesyłania takich zdjęć. Uważam, że to jest wstęp do zachowań, które mogą być agresywne, bo jeden zapoluje aparatem czy telefonem komórkowym, a drugi może zapolować pięścią albo nożem. Na ludzi się nie poluje!
Na ulicy Solnej powinny być progi zwalniające?
To jest taka szybka reakcja ad hoc, bo są emocje. Wydarzyło się nieszczęście, więc teraz będziemy się prześcigać, kto ma lepszy pomysł. Tymczasem w ogóle nie tędy droga.
Przed tą tragedią przestrzegali mieszkańcy miasta. Były wielokrotne sygnały. To, co się powinno wydarzyć przede wszystkim, to posypanie głowy popiołem przez urzędników w krakowskim magistracie – to oni nie wsłuchali się w głos mieszkańców. I to, co teraz trzeba zrobić, to przeprowadzić kompleksowy audyt i reagować na zgłoszenia Krakowian. Bo to mieszkańcy najlepiej wiedzą, które skrzyżowanie może być niebezpieczne, gdzie jest ryzyko wypadku. Trzeba przygotować kompleksowy program, a nie prześcigać się w doraźnych rozwiązaniach.
Bo to było tak, że jeden z kontrkandydatów najpierw cieszył się z deinstalacji progów zwalniających w innym miejscu, a teraz na łeb na szyję chce te progi montować. Rozumiem, że polityk powinien zwracać uwagę na emocje ludzi, natomiast wolałabym na tych emocjach nie grać, tylko przygotowywać merytoryczne rozwiązania, które w sposób realny zwiększą bezpieczeństwo.
Zadaniem polityków, zadaniem samorządowców, zadaniem gospodarza miasta jest uspokajać emocje, zwiększać bezpieczeństwo mieszkańców, budować zaufanie do władz miasta i pokazywać, że władze miasta są odpowiedzialne i słuchają mieszkańców.
Stanisław Kracik mówił, że do tragedii na Solnej doszło za sprawą kierowcy, a nie przez brak reakcji urzędników. Nie miał racji?
Powiedziałam już o tym, że jestem zbulwersowana zachowaniem osoby pełniącej funkcję prezydenta w tym przypadku, bo emocje ludzi, emocje rodziny, trzeba uszanować. O tym, czyja to jest wina, będą rozstrzygały odpowiednie służby. Zadaniem urzędnika nie jest na dzień dobry stwierdzać, kto zawinił, a kto nie zawinił.
Kracikowi zabrakło wyczucia?
Absolutnie zabrakło wyczucia i zabrakło takiej odwagi, żeby również spojrzeć na siebie, na urzędników. Osoby publiczne muszą mieć w sobie gotowość brania odpowiedzialności. Funkcja publiczna jest przede wszystkim służbą i odpowiedzialnością.
Najpierw trzeba spojrzeć na pracę własnych urzędników, administracji: czy zrobiliśmy wszystko, co powinniśmy zrobić, czy zareagowaliśmy na wszystkie sygnały ze strony mieszkańców. A ocenę konkretnego zdarzenia należy pozostawić właściwym służbom.
To nie pierwszy raz, kiedy krytykuje Pani Kracika. Nie sprawdza się na stanowisku?
Moim zadaniem nie jest ocenianie Stanisława Kracika. Natomiast nie ma on mandatu demokratycznego, nie został wybrany w wyborach, dlatego powinien skupiać się przede wszystkim na bieżącym funkcjonowaniu miasta, a nie prognozować rozwóju Krakowa w dłuższej perspektywie.
Pani będzie lepszym prezydentem niż obecnie pełniący tę funkcje?
Jak zostanę prezydentem Krakowa – a zostanę nim tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mieszkańcy powierzą mi tę funkcję – to na pewno będę prezydentem odpowiedzialnym, na pewno będę prezydentem słuchającym mieszkańców, na pewno będę prezydentem odważnym, potrafiącym patrzeć w perspektywie co najmniej dekady na rozwój miasta. I na pewno będę prezydentem - bo taką też jestem osobą na co dzień - z dużą empatią, wrażliwością i wyczuciem ludzkich emocji.
Uważam, że zarządzanie miastem to nie są tylko cyfry, ale ludzie i ich emocje. Trzeba do nich podchodzić z dużą odpowiedzialnością i szacunkiem. Zadaniem polityka nie jest grać na ludzkich emocjach, tylko wsłuchiwać się w nastroje ludzi, ich obawy i tak zarządzać miastem, aby wprowadzać stabilność i bezpieczeństwo. Wzmacnianie bezpieczeństwa Krakowian, zwłaszcza w dzisiejszych bardzo zmiennych czasach, jest ważnym zadaniem władz miasta – zarówno prezydenta, jak i rady miasta. Musimy tak prowadzić miasto, aby zapewniać mieszkańcom wysoki komfort życia. Na to składa się nie tylko infrastruktura, ale również wewnętrzne poczucie, że żyjemy w mieście stabilnym i bezpiecznym, a jego władze są przygotowane na sytuacje kryzysowe i słuchają głosu mieszkańców.
Monika Piątkowska będzie lepszym prezydentem niż Aleksander Miszalski?
Monika Piątkowska będzie innym prezydentem niż Aleksander Miszalski.
W czym będzie lepsza?
Nie chcę tego w ten sposób wartościować. Są mieszkańcy, którzy nie byli zadowoleni ze sprawowania władzy przez Aleksandra Miszalskiego, ale są też i tacy, którzy Aleksandra Miszalskiego popierali. Każdy model zarządzania ma swoich zwolenników i przeciwników, dlatego uważam, że nie jest dobrą praktyką ocenianie poprzedników.
Uważam, że zarządzanie miastem to nie jest tylko Excel. Miasto jest rzeczywiście w bardzo trudnej sytuacji finansowej i uważam, że błędem Aleksandra Miszalskiego było to, że chcąc naprawić finanse miasta – i to była dobra i właściwa intencja – zbyt często sięgał do kieszeni mieszkańców Krakowa.
To jak to zrobić inaczej?
Trzeba szukać innych źródeł finansowania, restrukturyzacji zadłużenia, efektywniejszych metod finansowania i kredytowania miasta. Trzeba też bardzo intensywnie rozmawiać z rządem i szukać wsparcia w finansach centralnych. Ja to robię.
Prezydent Miszalski przez dwa lata mamił Krakowian zapewnieniami o współpracy z rządem, ale jakoś żaden wagon z pieniędzmi do Krakowa nie przyjechał. Dlaczego mieszkańcy teraz mieliby uwierzyć Pani?
Polityk musi być przede wszystkim skuteczny, a tego w kilku obszarach prezydentowi Miszalskiemu zabrakło. Ja jestem znacznie skuteczniejsza od Aleksandra Miszalskiego. Zresztą o mojej skuteczności mówili też kilkukrotnie premier i wicepremier, którzy mnie poparli.
Skoro o premierze mowa, ponoć wchodzi Pani do Donalda Tuska jak do siebie. To prawda?
To jest nieprawda. Nie wchodzę do premiera jak do siebie. Nie uważam, żebym była w jakikolwiek sposób wyróżniona w tym aspekcie.
Ale ma Pani dobre relacja z Tuskiem?
Uważam, że mam dobre relacje z panem premierem, bardzo go szanuję, doceniam wsparcie, którego mi udziela i bardzo się z tego wsparcia cieszę.
Ściągnęła go Pani do Krakowa, ale czy w jego przemówieniu nie zbrakło konkretów?
To nie była ostatnia wizyta pana premiera, co zresztą sam zapowiedział. Poza tym to, co powiedział i w kontekście metra, i w kontekście opłaty turystycznej, było dość konkretnym zapewnieniem o skutecznym wsparciu. Teraz na Forum w Karpaczu Minister Infrastruktury przedstawi więcej szczegółów dotyczących finansowania tego typu inwestycji w mieście.
Jeśli chodzi o metro, to odnoszę takie wrażenie, że pewne środowiska próbują budować taką falę uśmiercającą tę inwestycję. Sformułowania, że jest to mrzonka, że jest to inwestycja niepotrzebna, że miasto musi wybierać pomiędzy metrem, a innymi inwestycjami komunikacyjnymi… To jest fałszywa alternatywa. Uważam, że nasze miasto potrzebuje i jednego, i drugiego. Metro jest na pewno inwestycją bardzo ambitną, długofalową, miastotwórczą. I jeśli mówimy o sensowności budowy metra, to musimy oceniać metro w kontekście rozwoju miasta za 20-30 lat. Trzeba natomiast mieć odwagę patrzeć tak daleko.
Tylko z badań wychodzi nie tyle, że Krakowianie nie chcą metra – bo pewnie go chcą, czemu dali wyraz choćby w referendum – ale już w samą budowę tego metra nie wierzą. Czym chce Pani przywrócić tę wiarę w metro?
Padła wyraźna deklaracja, że finansowanie jest przygotowywane. Widzimy konkretne kroki, które zbliżają nas do budowy tej inwestycji. Natomiast jeszcze raz chcę powiedzieć, że nie wyklucza to budowy linii tramwajowych. Jedno i drugie powinno być realizowane. Amortyzacja tramwaju to jest około 20 lat, więc tak akurat...
Jak miasto ma sobie poradzić z budową metra, skoro nie radzi sobie z inwestycjami znacznie mniejszymi?
Tutaj wchodzi kwestia zarządzania inwestycjami i ona pozostawia wiele do życzenia. Trzeba stawiać wyższe wymagania wykonawcom, a praca powinna być nawet na trzy zmiany. Uważam, że na tym etapie są popełniane błędy. Opóźnienia w inwestycjach się zdarzają, to prawda, natomiast musimy egzekwować dość twardą ręką umowę z wykonawcą.
Dam przykład, aby pokazać mój sposób rozmawiania i powiem coś na temat deweloperów. W ogóle nie podzielam tej narracji, że deweloper jest kimś złym. To nieprawda. Gdyby nie deweloperzy, nasze miasto by się nie rozwijało. Potrzebujemy mieszkań i te mieszkania budują deweloperzy i chcę, żeby je budowali. Tylko to nie deweloperzy mają dyktować nam warunki, w jaki sposób te inwestycje realizują, ale to my mamy dyktować warunki deweloperom: gdzie i w jaki sposób mają te mieszkania budować.
Mamy różne kontrowersje przy ZPI, ostatnio była dyskusja na ten temat, pomysł mój jest taki, żebyśmy w bardzo precyzyjny i transparentny sposób określili, jakie wymogi ma spełnić deweloper, żeby mógł wybudować inwestycję w mieście. Jako prezydent, na pewno będę chciała postawić konkretne wymagania na przykład w kontekście zarządzania wodą. Mówimy o tym, że w całym kraju mamy problem z zagospodarowaniem wody. Bardzo dużo tej wody tracimy, spadają nam poziomy, nie umiemy wodą zarządzać. A tego powinniśmy się nauczyć: zatrzymywać wodę opadową dokładnie tam, gdzie ona spada.
Każdy z nas, również inwestorów, powinien tak realizować inwestycje, żeby ta inwestycja była przyjazna i pomagała zatrzymywać wodę opadową. Czyli nie betonujemy wszystkiego i wszędzie. Jak robimy parkingi, które są potrzebne, to zróbmy parkingi ażurowe, bo to ułatwi nam zagospodarowanie i zatrzymanie wody. I wszystkie inwestycje w naszym mieście powinny być realizowane w sposób transparentny i przyjazny dla środowiska.
Jaką jest Pani szefową?
Empatyczną, ale wymagającą. Wymagam dużo od siebie i wymagam również dużo od ludzi. Do tego niekontrolującą i lubiącą ludzi kreatywnych. Sama jestem kreatywna, samodzielna w myśleniu, zdeterminowana i szukająca rozwiązań. I takich ludzi lubię.
Moja kampania jest też o tym, że nie opowiadam, co w mieście nie działa, jak w tym mieście jest źle. Nie szukam problemów, tylko rozwiązań. Taką jestem osobą i taką jestem szefową.
Myśli Pani, że ci urzędnicy, którzy jeszcze pamiętają Panią z czasów urzędu, tęsknią za tym, by wróciła Pani do magistratu?
Nie wiem. Być może jedni tęsknią, a drudzy zupełnie odwrotnie. Natomiast słyszałam od jednego z kontrkandydatów, że swoje urzędowanie rozpocznie od redukcji etatów w urzędzie o 20%. Ja tego nie zrobię. Uważam, że przez lata Kraków i krakowskie spółki "dopracowały" się fantastycznej kadry fachowców. To nas kosztowało konkretne pieniądze.
Sama prawie dekadę pracowałam w krakowskim magistracie i dziś – mając już swój wiek i swoje doświadczenia zawodowe – mówię to naprawdę z pełną odpowiedzialnością, że to była najbardziej wymagająca praca. Pamiętam wiele osób z tamtego czasu i one też pracowały tak jak ja – z bardzo dużym zaangażowaniem i poświęceniem.
A szefową z pewnością byłam wymagającą, ale dbającą o swoich ludzi. Tak jest do tej pory.
Czyli urzędnicy mają problem, bo jeden kandydat mówi, że ich pozwalnia, a druga kandydatka mówi, że jest wymagająca.
Wymagająca, ale empatyczna!
Czyli się rozczuli, jak przyjdzie jakiś zapłakany urzędnik.
Uważam, że miasto jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej i pogrążone jest w chaosie. To, czego dzisiaj potrzebuje zarówno miasto, jak i krakowski magistrat, to spokój oraz poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia.
To konkretne pytanie: ilu urzędników wyrzuci Pani w pierwszych stu dniach?
W ogóle nie idę z takim założeniem. To jest w ogóle zły pomysł na naprawę finansów publicznych. To w ogóle nie o to chodzi. My musimy oczywiście redukować wydatki bieżące, ale też musimy szukać efektywniejszych sposobów finansowania, zwiększać efektywność pracy. Natomiast dodatkowe podatki czy szybka redukcja to jest coś, co nie przyniesie oczekiwanych efektów tylko wprowadzi dodatkowe niepokoje.
To może chociaż kolesie wylecą z urzędu?
Chcę pracować z ludźmi, którzy znają miasto, fachowcami, ekspertami. Ludźmi odważnymi i kreatywnymi. Jak można powiedzieć, że ludzie, którzy pracują od lat w krakowskim magistracie, mają wiedzę, mają konkretne efekty, mają się spakować? Ja w ogóle nie kupuję tego określenia. Natomiast na pewno nie będę zatrudniała po legitymacji partyjnej.
Może rzuci Pani chociaż ze trzy nazwiska osób, które zwolni?
Nie, nie mam takich osób, które z góry chcę zwolnić. Mam natomiast osoby, które przez lata pracowały w krakowskim magistracie, z którymi chcę usiąść i zapytać je, jak patrzą na obecną sytuację w urzędzie, jak mogą mi dzisiaj pomóc zbudować zespół, który pomoże nam w krótkim czasie uspokoić sytuację w magistracie i zwiększyć efektywność pracy. Mam taką listę osób, z którymi chcę współpracować. Ale pozwoli pan redaktor, że zachowam tę listę osób dla siebie.
Jakby się Pani określiła trzema słowami?
Profesjonalna, skuteczna i pracowita.
Nie ma wśród tych przymiotników: wyniosła?
Po raz pierwszy w tej kampanii słyszę to określenie w moim kierunku.
Nie sprawia Pani wrażenia miłej dziewczynki z sąsiedztwa.
Bo nie jestem miłą dziewczynką z sąsiedztwa! Słyszałam określenia: skuteczna, wymagająca, pracowita, niezawodna oraz – co nawet ostatnio powiedział pan premier –w pozytywnym rozumieniu uparta i zacięta. Natomiast naprawdę nie słyszałam, że jestem osobą wyniosłą i nie wierzę w to, żeby ludzie, którzy mnie znają tak naprawdę, tak uważali. Sama także na pewno nie uważam się za wyniosłą.
Łatwo Panią wyprowadzić z równowagi?
Uważam, że nie. Natomiast jestem uczulona na głupotę i jeżeli ona się pojawia, to wtedy już tak. Czysta głupota irytuje mnie na maksa!
Bartosz Bocheńczak wyprowadził Panią z równowagi w 15 sekund w „Tematach dnia” w TVP Kraków.
W debacie Super Expressu też się nie popisał. Odpowiedziałam panu redaktorowi, co jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi.
Głupota Bocheńczaka?
Ostatecznie nie został zarejestrowany, nie będzie kandydował, więc zostawmy zatem ten temat. Jestem natomiast pozytywnie zaskoczona szybką reakcją Sławomira Mentzena.
Popiera Panią były szef - Jacek Majchrowski. Ile procent daje jego poparcie?
Nie mam zielonego pojęcia. Nie mierzyłam tego. Natomiast cieszę się z tego poparcia. To jest osoba, która mnie sporo nauczyła.
A jego prezydentura w jakimś stopniu Panią inspiruje?
To, czego mnie Jacek Majchrowski nauczył, to umiejętności współpracy z różnymi środowiskami, nawet z tymi, z którymi nie jest mi po drodze, jeśli chodzi o mój światopogląd.
Jestem osobą zadaniową. Mając konkretny cel do zrealizowania, staram się współpracować z każdym środowiskiem, które pomaga mi zrealizować to zadanie. Granica, którą stawiam, są oczywiście środowiska, które nie działają zgodnie z polską racją stanu, i tego typu skrajności, które łamią prawo lub narażają nasze państwo na niebezpieczeństwo. To jest granica.
Na potwierdzenie Pani słów wspomnę tylko, że była Pani związana z czterema partiami: SLD, PSL, Polska 2050 i teraz KO.
To świadczy o tym, że potrafię rozmawiać z każdym ugrupowaniem. Przez lata współpracy choćby z Polskim Stronnictwem Ludowym, i nawet dziś - będąc dzisiaj członkinią Koalicji Obywatelskiej – nasza współpraca jest życzliwa. Współpracowałam przez lata z Lewicą, będąc tutaj i pracując w magistracie, i ta Lewica przecież mocno mnie popierała również w Senacie. Dzisiaj Lewica ma swoją kandydatkę, ale nie zauważyłam, żeby ktokolwiek z Lewicy mnie w jakikolwiek sposób brutalnie zaatakował.
Jeśli chodzi o Polskę 2050, sytuacja jest trudniejsza. Z bardzo wieloma osobami z Polski 2050 mam do dzisiaj bardzo dobry kontakt. Oficjalnego wsparcia jednak nie ma i nie sądzę, żeby było, bo nie udzieli mi go pani minister Pełczyńska-Nałęcz. Mam zupełnie inne spojrzenie na prowadzenie polityki. Uważam, że w sytuacji, gdy na szali jest wyższe dobro, jakim jest nasz kraj i polskie bezpieczeństwo, chęć budowania swojej partii politycznej i wyróżnienia się na tle innych ugrupowań, nie może być stawiane ponad to. Tu się poróżniliśmy zarówno z Szymonem Hołownią, jak i z Pełczyńską-Nałęcz, i się rozstaliśmy.
Czyli nie będzie zwrotu akcji w tych relacjach?
W żaden sposób nie zabiegam dzisiaj o to poparcie i jestem przekonana, że go nie otrzymam.
Czy utworzenie własnego komitetu wyborczego jest zapowiedzią Pani odejścia z Koalicji?
Absolutnie nie, mówiłam o tym kilkukrotnie. Jestem i będę członkinią Koalicji Obywatelskiej, mówię to otwarcie.
Nawet gdy zostanie Pani prezydentem?
Nawet, gdy będę prezydentem. I w tym przypadku mamy różnicę zdań z profesorem Jackiem Majchrowskim. On jest dojrzałym politykiem i ja jestem już dojrzałą polityczką, idę własną drogą!
Pije Pani do tego, że on zrezygnował z członkostwa z SLD zaraz po tym, gdy został wybrany na prezydenta.
Też. Ale nie tylko. Prezydent Jacek Majchrowski nie do końca był przekonany do metra – ja uważam, że metro powinno być. Prezydent Jacek Majchrowski uważał, że gospodarz powinien być apolityczny, a ja uważam, że ma to znaczenie drugorzędne. Gospodarz musi umieć budować relacje ze wszystkimi, również z politykami z drugiej strony sceny politycznej.
Ale łatwiej się buduje relacje bez partyjnego znaczka.
W mojej ocenie to nie ma znaczenia. Każdy z nas ma prawo przynależeć do partii politycznej, chyba że przepisy związane z wykonywaniem jakiegoś zawodu to eliminują. Na pewno nie eliminuje tego bycie prezydentem miasta.
Natomiast jako prezydent i członek jakiegokolwiek ugrupowania nie mogę kierować się w swoich decyzjach narracją polityczną. Start z komitetu samodzielnego, ponad podziałami, był moim warunkiem. Chodziło mi o to, żeby pokazać od samego początku, że moim pracodawcą i jedynym szefem, gdybym była prezydentem, są mieszkańcy Krakowa. Moje decyzje nie będą pokłosiem wskazówek lidera partii politycznej, tylko pokłosiem tego, czego potrzebują Krakowianie.
Urodzona w Zakopanem, pracująca w Warszawie – czuje się Pani bardziej góralką czy bardziej warszawianką?
Urodzona w Zakopanem – to prawda. Wychowana w Nowym Targu, tam skończyłam liceum. Poszłam na studia do Krakowa, ukończyłam Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na tym wydziale poznałam mojego obecnego męża, w Krakowie urodziłam dziecko. Znaczna część mojego życia zawodowego była i jest związana z Krakowem. Ogromna część mojego życia prywatnego była i jest związana z Krakowem. Mam rodzinę, która tu mieszka i żyje. A od wielu lat rzeczywiście moje życie zawodowe dzieliłam między Krakowem a Warszawą, a w pewnym momencie nawet i Katowicami.
Gdzie przez ostatnie lata było Pani centrum życiowe?
I w Krakowie, i pod Warszawą. Obecnie świat się zmienił i myślę, że wszyscy o tym wiemy, ale na potrzeby kampanii wyborczej można budować inną retorykę i taką retorykę wobec mnie się buduje. Przez lata pracowałam dla sektora prywatnego i w sektorze prywatnym. Zarządzałam izbą gospodarczą. Przedsiębiorcy, ludzie, którzy zarządzają takimi podmiotami, muszą być mobilni.
Ale jest jakieś miejsce, które nazywała Pani przez ostatni czas swoim domem. Jakie to miejsce?
Moim domem jest i pozostanie Kraków. To tutaj jestem zameldowana i tutaj płacę podatki. Natomiast mam taką pracę, że od wielu lat – jako szefowa izby gospodarczej, a także jako senatorka – pracuję trochę w Krakowie, trochę w Warszawie.
Nie można mieszkać w dwóch miejscach jednocześnie, więc proszę o wskazanie tego, co nazywa Pani swoim domem.
Mam dom pod Warszawą, na trasie między Warszawą a Krakowem, ale mam również mieszkanie w Krakowie. I proszę mi wierzyć, można żyć na tzw. dwa domy, wiele osób tak funkcjonuje.
W którym spędza Pani więcej czasu?
Najwięcej czasu spędzam w samochodzie. A obecnie z Krakowianami na osiedlach czy placach.
Jaka będzie pierwsza decyzja, którą podejmie Pani jako prezydent?
Powołam wiceprezydentów.
Wiadomo już kogo?
Nie dzielę skóry na niedźwiedziu.
A nie byłoby uczciwiej przedstawić współpracowników, żeby się potem nie okazało, że to są kolesie?
Mieszkańcy wybierają prezydenta miasta – taki jest system w naszym kraju. Nie wybierają prezydenta i jego czterech zastępców, ale wskazują jedną, konkretną osobę.
Mogę natomiast powiedzieć, że będą to ludzie zawodowo przygotowani do tego, żeby pomóc mi współzarządzać miastem. Nie podjęłam jeszcze ostatecznych decyzji, kto to będzie. Rozmawiam z niektórymi osobami w taki sposób, że właściwie nawet nie wiedzą, że pod tym kątem te rozmowy prowadzę. Nie chcę handlować stanowiskami.
A jaka będzie pierwsza populistyczna decyzja?
Nie podejmę żadnej populistycznej decyzji.
Nie wierzę. Michał Drewnicki zapowiedział likwidację miejskiej gazety. Aleksander Miszalski – gdy został prezydentem – sprzedał poselskiego Lexusa. Co będzie symbolem Pani prezydentury?
Będę chciała podejmować po prostu dobre i właściwe decyzje.
Dlaczego miałbym zagłosować na Panią, a nie na Gibałę?
Bo będę lepszym i skuteczniejszym prezydentem. Uważam, że moje kontakty w rządzie, dobre wsparcie i umiejętność współpracy, dają mi dużą siłę. Umiejętność budowania relacji ze wszystkimi środowiskami jest moją przewagą, bo bycie politycznym outsiderem w obecnej sytuacji Krakowa wcale nie jest zaletą.




![Majchrowski szczerze o Piątkowskiej: „Moim zdaniem robi błąd” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_587.jpg?b2df1c1759abca1f279333bd081fee1f)

![Kandydatka UCIEKA przed dziennikarzem! W Lewicy znowu wrze. „Akt zdrady” [WIDEO]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_589.jpg?b2df1c1759abca1f279333bd081fee1f)





![Pancerny Marian w ostrym wywiadzie! „Nie jestem celebrytą” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_579.jpg?b2df1c1759abca1f279333bd081fee1f)








![„Dwór kruszył jego zaufanie do mnie”. Kulig o kulisach relacji z Majchrowskim [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_544.jpg?65efe2048599731ae7f752c9c3fccce6)
