– Miałem taką sytuację, że ktoś poskarżył mi się na Monikę w czasach, gdy był dyrektorką wydziału strategii – ujawnia Jacek Majchrowski. Były prezydent Krakowa odnosi się do legend krążących po urzędowych korytarzach na temat popieranej przez niego kandydatki na prezydenta.
Czy faworytka Majchrowskiego ulegnie naciskom i zacznie zatrudniać „kolesi”? Wieloletni prezydent zdradza nam kulisy rozmów z kandydatką. Mówi także o Łukaszu Gibale. – To już samo w sobie jest kryminogenne – ocenia jego zachowanie.
***
Kanał Krakowski: Dlaczego, będąc niemal 22 lata prezydentem Krakowa, nie skrócił Pan kolejek do lekarzy specjalistów?
Jacek Majchrowski: A jak to miałem zrobić, skoro to nie leży w kompetencjach miasta?! Do lekarza można iść albo na NFZ albo prywatnie. Miasto nic do tego nie ma.
Dziwne, bo Łukasz Gibała obiecuje, że jak zostanie prezydentem, to kolejki do lekarzy będą krótsze.
Nie jest jedynym kandydatem, który mówi, że zrealizuje rzeczy niebędące w kompetencjach prezydenta miasta. I to jest albo brak wiedzy i świadomości w tej kwestii albo kandydaci mówią to celowo, pod publiczkę. W sumie nie wiem, co jest gorsze.
Mogę przypuszczać, że Gibała głosi populistyczne hasła, żeby nabrać na nie mieszkańców. Natomiast taka Gosek-Popiołek, opowiadająca o tym, że zrobi porządek w Operze Krakowskiej, która nawet nie należy do miasta, ale do urzędu marszałkowskiego, to już chyba czysta niewiedza.
Zresztą, skoro radna miejska Aleksandra Owca nie wie, jaki jest budżet miasta, nad którym przecież głosuje, to świadczy jak najgorzej o klasie kandydatki.
I o całej klasie politycznej czy o wyborcach, którzy się na to nabierają?
Wyborca ma prawo nie wiedzieć, kto za co odpowiada i co leży w czyich kompetencjach. Ale od kandydatów na prezydenta oczekiwałbym tego, żeby wykazywali się podstawową znajomością miasta. I jestem przekonany, że jedyną osobą spośród wszystkich kandydatów, która ma pojęcie o zarządzaniu miastem, jest Monika Piątkowska. Do niedawna uważałem jeszcze, że drugą taką osobą jest Marian Banaś, ale on nie przeszedł weryfikacji podpisów.
Skoro nie zdobył 3 tysięcy ważnych podpisów, to może się nie nadaje do zarządzania miastem?
Nie, to o tym nie świadczy. To świadczy albo o słabych jego strukturach, albo o jakichś innych trudnościach w zbieraniu podpisów. Ale skoro odpadł, to jedyną sensowną osobą pozostała Monika Piątkowska.
Ona na pewno ma świadomość tego, że urząd miasta i w ogóle praca magistratu opiera się na urzędnikach. To są ludzie, którzy mają wiedzę i są merytorycznie przygotowani. Danie im wotum zaufania powoduje, że miasto funkcjonuje.
Po urzędowych korytarzach krążą legendy na temat Piątkowskiej z czasów, gdy była dyrektorką wydziału strategii.
Wiem o tym i trochę się temu dziwię, bo bardzo niewielu urzędników w ogóle pamiętam tamte czasy. To było 15 lat temu. Natomiast wie pan, jak to jest z legendami – one narastają i z jednej plotki powstają kolejne. To są takie legendy, które ktoś tam kiedyś sformułował, a ludzie mają tę tendencję, że sobie pewne rzeczy powtarzają. Czasami bezmyślnie. I urasta to do rangi nie wiadomo czego, zupełnie bezpodstawnie.
Kiedyś to sobie sprawdziłem i wiem, że pracownicy wydziału, którym kierowała Monika, mieli jedne z najwyższych pensji w całym urzędzie. To pokazuje, że zabiegała o swoich urzędników. Teraz będzie zabiegać o cały urząd i o to, by funkcjonował dobrze.
Nigdy nie spotkał się Pan z sytuacją, że jakiś urzędnik skarżył się na ówczesną dyrektor Piątkowską?
Miałem tylko jedną taką sytuację. Ktoś poskarżył mi się, że Monika nie odpowiada na „dzień dobry”. Zwróciłem jej na to uwagę. Ona mi wtedy powiedziała: „Panie prezydencie, sytuacja jest taka, że ja po prostu źle widzę. Nie zauważam, że ktoś mi się kłania”. W tej chwili, z tego, co wiem, przeszła korektę wzroku i nie ma już z tym problemu.
To jak Pan zapamiętał Piątkowską z czasów, gdy była dyrektorką?
Jako bardzo prężną, pracowitą osobę, która dbała o swoich pracowników. Uważam, że była dobrą szefową.
Na pewno miała jakieś wady.
No tak, bo chyba tylko ja ich nie mam. (śmiech) Ale ja nie potrafię wskazać wad Moniki.
Być może ją Pan zachwala tylko dlatego, że właściwie tylko ją Pan zna.
Ale pozostałych wystarczy posłuchać! Proszę zwrócić uwagę na to, co mówią i już można wyrobić sobie zdanie. Oni nie mają ani wiedzy ani doświadczenia w zarządzaniu ani – bardzo często – takiego doświadczenia życiowego.
Gibała nie ma takiego doświadczenia?
A ma? Z tego, co wiem, to obecnie nigdzie nie pracuje. Wcześniej kierował firmą, która funkcjonowała głównie dzięki pożyczkom od ojca. I on zapowiada, że będzie zwalniał ludzi z urzędu. Na jakiej podstawie? Według jakiego kryterium?
Nie twierdzę oczywiście, że wszyscy się nadają. Na pewno trzeba to zweryfikować, szczególnie tych zatrudnionych w ostatnich dwóch latach. Proszę zwrócić uwagę, że ja miałem swobodę w zatrudnianiu współpracowników, wszyscy wiceprezydenci byli z merytorycznego doboru, a nie z ramienia partii politycznej czy nadania. To samo prezesi spółek, którzy są naprawdę najlepszymi w Polsce w swojej dziedzinie. To są ludzie, którzy pracują i są wzorcem dla innych.
Ale Pan, dzień po tym, gdy został prezydentem, zrezygnował z członkostwa w partii. Piątkowska tego zrobić nie chce.
No i moim zdaniem robi błąd. Powinna to zrobić. Przynajmniej zawiesić członkostwo, bo może jej to przeszkadzać na stanowisku prezydenta. Będą do niej przychodzić i mówić: „Jest tutaj taki kolega, który potrzebuje zatrudnienia”.
Czy będzie zatrudniać kolesi?
Będą jej polecać kolesi. Ale ona jest na tyle odpowiedzialna i samodzielna, że nie będzie ich zatrudniać. Rozmawiałem z nią na ten temat. Wie, że nie może tego robić, bo to się będzie na niej odbijać. Wyciąga wnioski choćby z prezydentury Aleksandra Miszalskiego.
Ja zawsze zatrudniałem ludzi wyłącznie z wyższym wykształceniem. I awansowałem na kierownicze stanowiska osoby, który pracowały już w urzędzie, przeszły różne szczeble.
Co nie zmienia faktu, że obecnie szeregowi urzędnicy są między młotem a kowadłem. Nie chcą głosować na Gibałę, bo boją się zwolnień, ale nie chcą też głosować na Piątkowską, bo krążą o niej legendy.
To ja im chciałem przypomnieć te spoty, które robił Gibała 10 lat temu i jak w nich pokazywał urzędników. Przedstawiał ich jako osoby, które tylko siedzą, piją kawę i malują sobie paznokcie u nóg.
A nie jest tak?
Nie! Oni naprawdę zapieprzają. To na ich barkach trzyma się ten urząd i całe miasto.
Gibała tego nie wie?
On nigdy niczym nie zarządzał, tylko powtarza te swoje populistyczne hasełka. Poza tym on myśli, że wszystko można sobie kupić. Media donosiły, że on kupuje nawet interpelacje, które składa. Zatrudnia ludzi, by mu te interpelacje pisali. Jestem ciekaw, czy on w ogóle wie, co jest w tych pismach.
Zresztą odwołanie Miszalskiego też sobie kupił. Widział pan sprawozdanie z akcji referendalnej, z którego wynika, że wydał na kampanię prawie dwa miliony złotych? To jest w ogóle ciekawe, bo ze sprawozdania wynika, że zapłaciło stowarzyszanie Kraków dla Mieszkańców, a sam Gibała przyznał w Lovekraków.pl, że pieniądze pochodziły z firmy jego ojca.
A pamięta pan, jak przed wyborami w 2018 roku Gibała dostał od ojca 50 milionów złotych? Tłumaczył się wtedy, że odda mu te pieniądze, jak zostanie prezydentem Krakowa. To już samo w sobie jest kryminogenne. I taki człowiek ma być prezydentem?




![Kandydatka UCIEKA przed dziennikarzem! W Lewicy znowu wrze. „Akt zdrady” [WIDEO]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_589.jpg?48114b574cb052371f1a133c4479967b)

![To szczyt pogardy! O tych nagraniach Gibała chciałby zapomnieć [WIDEO]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_586.jpg?48114b574cb052371f1a133c4479967b)




![Pancerny Marian w ostrym wywiadzie! „Nie jestem celebrytą” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_579.jpg?48114b574cb052371f1a133c4479967b)










![„Dwór kruszył jego zaufanie do mnie”. Kulig o kulisach relacji z Majchrowskim [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_544.jpg?65efe2048599731ae7f752c9c3fccce6)
