Aleksandra Kot: „Kraków to nie spółka, którą można przejąć za pieniądze” [ROZMOWA]

– Gdy do kampanii używa się środków finansowych swojego stowarzyszenia łatwo tworzyć pozory masowego poparcia. Ale Kraków to nie spółka, którą można przejąć za pieniądze – mówi nam posłanka Aleksandra Kot.

W rozmowie z nami odpowiada także na pytanie, czy czystka w zarządzie krakowskiej Koalicji Obywatelskiej to kara za błędy czy chłodna kalkulacja przed wyborami. Nasza rozmówczyni komentuje pozycję Szczęsnego Filipiaka, powody odwołania Aleksandra Miszalskiego oraz ocenia szanse Moniki Piątkowskiej w starciu z wiecznie antyestablishmentowym Łukaszem Gibałą.

***

Kanał Krakowski: Czy to był dobry moment, by rozwiązać zarząd krakowskiej Koalicji Obywatelskiej?

Aleksandra Kot: Myślę, że moment był właściwy. Jesteśmy przed wyborami, chodzi o nowe otwarcie i skupienie się na najbliższym wyzwaniu, jakim są wybory uzupełniające.

Niektórzy działacze mówią, że zgodziliby się z tą decyzją, gdyby nastąpiła od razu po referendum. Teraz nie bardzo widzą jej sens.

Wydaje mi się, że nie ma to większego znaczenia, czy byłoby to kilka tygodni temu czy teraz. Ta decyzja jest spowodowana koniecznością koncentracji sił na kampanii. Komisarzem został szef sztabu kampanii pani Moniki Piątkowskiej, więc to też o tym świadczy.

Aleksandra Kot

To była bardziej decyzja wizerunkowa czy polityczna?

Jedno i drugie. Przede wszystkim chodziło o uporządkowanie tej struktury i dopełnienie tego, co zaczęło się wraz z rozwiązaniem zarządu regionu, czyli doprowadzenie do nowego otwarcia.

Pani także była w zarządzie krakowskiej KO. Co to dla Pani zmienia?

To jest dla mnie sygnał, że teraz powinniśmy wszyscy skupić się przede wszystkim na kampanii, na decyzjach sztabu i to w zasadzie wszystko. Te stanowiska wewnętrzne są dla mnie drugorzędne. 

Czy Szczęsny Filipiak, jako szef krakowskich struktur, był obciążeniem dla Moniki Piątkowskiej?

To pytanie do Moniki Piątkowskiej.

A jak Pani uważa?

Myślę, że był zaangażowanym członkiem Koalicji Obywatelskiej i to nie była decyzja wycelowana bezpośrednio w niego, lecz podyktowana dobrem trwającej kampanii. 

Lepiej gdyby nie "kręcił się" wokół Piątkowskiej?

To znowu decyzja sztabu: na ile oceniają go jako obciążenie, a na ile nie. Jest radnym sejmiku, więc trudno, żeby zupełnie nie angażował się w kampanię. Nie było natomiast żadnej decyzji, która zmuszałaby go do usunięcia się w cień. Sam wiedział, jakie funkcjonują wokół niego doniesienia medialne, więc myślę, że sam podjął decyzję, żeby się odsunąć.

Monika Piątkowska, Aleksandra Kot i Katarzyna Matusik-Lipiec

A może powinien sam zrezygnować z funkcji szefa krakowskiej KO?

To nie była decyzja karząca nikogo za cokolwiek. To miał być po prostu sygnał dla struktury, że musimy coś poprawić i zmienić. Odwołanie prezydenta Miszalskiego nie było zdarzeniem pozytywnym dla struktury. Osoba, która przewodniczy strukturze, zawsze bierze odpowiedzialność za jej kształt. Nie zawsze wynika to z bezpośrednich czynów tej osoby. Po prostu tak to już jest. Tak samo, jak premier bierze odpowiedzialność za rząd.

Czy z perspektywy czasu uważa Pani, że Filipiak był obciążeniem dla Miszalskiego?

Na to odwołanie złożyło się wiele różnych rzeczy. Sam pan prezydent przyznał się do niektórych błędów. Nie da się też ukryć, że za kampanią referendalną stały ogromne pieniądze. To były składowe faktu, że doszło do odwołania. Aleksander Miszalski od pierwszego dnia po referendum mówił otwarcie o swoich błędach. Patrzymy do przodu – trzeba myśleć raczej o tym, co możemy zaoferować Krakowianom, co oferuje Monika Piątkowska, jakie zmiany trzeba przeprowadzić i jakie wnioski wyciągnięto z tych błędów.

Wspomniała Pani o wielkich pieniądzach. Myśli Pani, że Gibała kupuje sobie Kraków?

Trudno to nazwać inaczej. Pieniądze na pewno pomogły mu w kampanii referendalnej. To nie jest żadna tajemnica. Gdy do kampanii używa się środków finansowych swojego stowarzyszenia łatwo tworzyć pozory masowego poparcia. Ale Kraków to nie spółka, którą można przejąć za pieniądze.

Oficjalnie na odwołanie Miszalskiego wydał prawie dwa miliony, tyle wynika ze sprawozdania.

To jest bardzo dużo - W innych miastach widać, że próby rozkręcenia kampanii referendalnych są bardzo trudne bez podmiotu, który wyłoży tak duże pieniądze.

Może w innych miastach po prostu nie ma takiego słabego prezydenta?

Bez pieniędzy na billboardy, gazetki i kampanię w internecie trudno jest prowadzić jakąkolwiek kampanię, a tym bardziej referendalną. Niezadowolenie często bywa rozproszone i to przesądza o tym, że kampanie referendalne nawet w mniejszych miastach nie kończą się powodzeniem – brakuje kogoś, kto pociągnąłby temat.

A jak Pani ocenia kampanię wyborczą Gibały?

Mówiąc szczerze, nie zwróciłam na nią wielkiej uwagi, bo na razie nie jest spektakularna. Nie wiem, czy pan Łukasz Gibała dopiero się rozkręca i niedługo zobaczymy wydarzenia z nim związane. Widziałam tylko kilka plakatów bez jego wizerunku, jedynie z nazwą jego klubu. Może to specjalny zabieg, żeby pozostawać na uboczu, a może nie ma konkretów, z którymi mógłby się pokazać w tych wyborach. Ostatnio Łukasz Gibała proponował zmniejszenie kolejek do lekarzy. Chociaż z takimi pomysłami, zachęcam go do zgłoszenia się do Ministerstwa Zdrowia.

Aleksandra Kot i Monika Piątkowska

Co Pani pomyślała, kiedy usłyszała, że to Piątkowska będzie kandydatką Koalicji?

Pomyślałam, że to dobry wybór. Już w kampanii uzupełniającej do Senatu widziałam, że Monika jest bardzo zdeterminowana i gotowa na wyzwania. Mimo krótkiego czasu włożyła w to ogromnie dużo wysiłku. Zaskoczyło mnie to pozytywnie, bo wcześniej funkcjonowała raczej na styku biznesu i zarządzania, była menedżerką, a nie polityczką. Natomiast jej kampania do Senatu była bardzo profesjonalna.

Tylko że wtedy lokalni działacze Koalicji nie do końca byli zadowoleni z tej kandydatury. Co się zmieniło przez ten czas?

Kojarzę jeden lub dwa publiczne głosy sprzeciwu, ale te osoby potem zmieniły zdanie i publicznie to przyznały. Nie pamiętam większego oporu. Jeśli taki był, to pani senator zdążyła przekonać do siebie działaczy. Wtedy krótko funkcjonowała w ramach Koalicji Obywatelskiej, a teraz dała się poznać jako osoba zdeterminowana. Będąc w Senacie nie zapomniała o bezpośrednim kontakcie z wyborcami. Organizowała „Piątki z Piątkowską” w różnych dzielnicach. Współpracowała wtedy z radnymi dzielnicowymi oraz miejskimi i udowodniła strukturze, że jest kompetentna i pracowita.

Ciągle można się jednak spotkać ze stwierdzeniem, że Kraków nie jest gotowy na kobietę-prezydenta.

Nie wiem, z czego wynikają poglądy takich osób. Nie uważam, żeby płeć była tutaj decydująca. Liczy się program, doświadczenie i wizja Krakowa. Kobiety w samorządzie krakowskim – radne czy wiceprezydentki – nie są oceniane przez pryzmat tego, czy miasto jest na nie gotowe. W magistracie pracuje też bardzo dużo kobiet. Nie sądzę, aby płeć była istotnym czynnikiem dla osób idących do urn. Mamy już prezydentki w dużych miastach, jak choćby w Łodzi czy Gdańsku i sprawdzają się dobrze. Fakt, że nie mieliśmy do tej pory prezydentki w Krakowie, wynikał z tego, że żaden z komitetów mających największe szanse, nie postawił dotąd na kobietę. Kobiety nie wchodziły do drugiej tury nie dlatego, że były kobietami, ale z powodu komitetów, z których startowały. Samo bycie kobietą nie zniechęca Krakowian. Wydaje mi się, że przecenia się konserwatywność Krakowa. Ważne jest to, co dany kandydat prezentuje i co ma do zaoferowania.

Aleksandra Kot

W czym Piątkowska jest lepsza od Gibały?

Oprócz doświadczenia zawodowego i politycznego – w docieraniu do innych wyborców. Łukasz Gibała ma swoich zwolenników, ale ma też duży elektorat negatywny. Monika jest postacią świeższą w polityce i ma większą zdolność docierania do osób spoza własnego środowiska.

Z czego, Pani zdaniem, wynika ten duży elektorat negatywny Gibały?

Każdy, kto funkcjonuje długo w polityce, dorabia się negatywnego elektoratu. Łukaszowi Gibale nie sprzyja to, że zawsze jest nastawiony antyestablishmentowo. Dla niektórych wyborców bycie ciągle w roli oceniającego, a nie kogoś, kto chce wziąć odpowiedzialność i zarządzać, może być już nieco męczące.

ZOBACZ TAKŻE: „Czysta głupota irytuje mnie na maksa!” Brutalnie szczera rozmowa z Piątkowską [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także