Reklama polityczna
„Wiem, ale nie powiem”. Kabaret kandydata na prezydenta przed posiedzeniem sądu
Reklama polityczna

„Wiem, ale nie powiem” – w takim stylu kandydat na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała tłumaczył dziennikarzom, że nie ujawni nazwisk sześciu radnych, z którymi rozmawiał w sprawie współpracy po wyborach. 

Przed drugą turą przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa atmosfera na lokalnej scenie politycznej sięga zera bezwzględnego. Sztab Moniki Piątkowskiej oraz radni Koalicji Obywatelskiej wytoczyli ciężkie działa i pozwali Łukasza Gibałę w trybie wyborczym. Powód? Rewelacje kandydata rzucone na antenie RMF FM, jakoby „sześcioro radnych KO” zgłosiło się do niego z deklaracją otwarcia na współpracę, gdyby to on przejął pałeczkę po Aleksandrze Miszalskim.

Gdy przyszło co do czego i sprawa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Krakowie, polityczny blef rozpłynął się w oparach absurdu.

Tajemnicza „szóstka”

Gibały na sali sądowej nie ma, ale jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia kandydat zabrał głos. I doszło do sytuacji godnej scenariusza komediowego. Zapytany o konkretne nazwiska samorządowców, z którymi miał prowadzić polityczne pertraktacje za plecami ich własnego ugrupowania, kandydat zastosował taktykę: „wiem, ale nie powiem”.

Zamiast przedstawić dowody, Gibała zasłonił się dyskrecją i nie chciał ujawnić, z kim rzekomo rozmawiał. Problem w tym, że w tym samym czasie wszystkich 19 radnych Koalicji Obywatelskiej w Krakowie podpisało oświadczenia, w których oficjalnie i na piśmie zaprzeczyli, jakoby którykolwiek z nich kiedykolwiek składał Gibale jakiekolwiek oferty czy prowadził z nim rozmowy o przechodzeniu na stronę jego klubu.

Skłócić klub i zamydlić oczy mieszkańcom?

Radni KO nie kryją oburzenia. Wskazują, że wrzutka Gibały w mediach miała wyłącznie na celu wprowadzenie chaosu, skłócenie klubu w Radzie Miasta oraz wykreowanie iluzji, że pretendent ma zapewnioną większość potrzebną do sprawnego rządzenia Krakowem.

Nie może być tak, że polityk w ramach kampanii stawia tezy nieprawdziwe i szkaluje dobre imię radnych, pokazując nas jako osoby koniunkturalne 

– podsumowują samorządowcy.

Gdy w trybie wyborczym liczą się twarde fakty, a nie kampanijne opowieści, zasłanianie się tajemnicą w stylu „nie zdradzę nazwisk” brzmi raczej jak rozpaczliwa próba wycofania się rakiem z nieprzemyślanej wypowiedzi.

To gwałt na logice

– komentuje były radny Łukasz Wantuch.

Decyzja sądu wisi na włosku, a mieszkańcy Krakowa dostali wyraźny sygnał: zanim uwierzą w polityczne bajki o cichych koalicjach, warto zapytać o konkretne dowody.

ZOBACZ TAKŻE: Kraków utonął w tandecie Gibały! Ultimatum Kracika i wielka hipokryzja aktywistów

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także