Reklama
Szokujące słowa o finansach Krakowa i „powyborczym łupie”. Dr Banduła ujawnia kulisy
Reklama

– Ostatnia smutna refleksja na temat funkcjonowania naszego miasta w powyborczych realiach jest sytuacja w miejskich spółkach. Odzwierciedla ona ogólnokrajowy trend, gdzie podmioty kontrolowane przez polityków stają się ich powyborczym łupem – pisze dla Kanału Krakowskiego analityk finansowy dr Bartosz Banduła*.

***

31 października 1517 roku augustiański mnich i profesor teologii Marcin Luter przybił do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze spis 95 tez dotyczących reformy Kościoła Katolickiego. Data ta jest niejako symboliczna, a w moim odczuciu powinna skłaniać nas do podobnej dyskusji na temat praw ekonomii, w tym w kontekście debaty nad krakowskim budżetem i finansowymi problemami naszego miasta.

Debata wyborcza vs. rzeczywistość

Analizując historyczną już debatę wyborczą nasuwa się jedna smutna refleksja: startujący w wyścigu o urząd prezydenta Krakowa nie mieli pojęcia o strukturalnych problemach budżetowych Krakowa, a dodatkowo serwowali nam festiwal obietnic, których spełnienie doprowadziłoby do jeszcze większej zapaści finansów miasta. Tymczasem rzeczywistość i reali praw ekonomii powinny ukierunkować potencjalnych i obecnych decydentów na cztery tezy, które powinny być dla Krakowa jak powiew reformacji.

Po pierwsze, w debacie na temat budżetu musimy jasno komunikować źródła pochodzenia dochodów gminy. Stawiam tę tezę jako pierwszą, bo w bieżącym dyskursie na temat strategii wyjścia z budżetowego marazmu zapominamy, iż wyraźna poprawa sytuacji finansowej miasta nastąpi dopiero wtedy, gdy cała klasa polityczna zdecyduje się na urealnienie subwencji na zadania zlecone (warunek pierwszy) oraz stabilizację dyskusji na temat zmian w ordynacji podatkowej – zwłaszcza w kontekście podatku PIT. W zasadzie nikt podczas minionej już debaty wyborczej nie poruszał tej tematyki. Tymczasem analiza budżetu wskazuje na dwa problemy – subwencje nie pokrywają wydatków związanych z powierzonymi zadaniami, a każda zmiana obniżająca podatek PIT bez analizy skutków finansowych i stosownej rekompensaty wpływa na zmniejszenie dochodów własnych gminy.

Prezydent Krakowa i jego zastępcy / fot. UMK

Po drugie, smutne jest to, że żaden z polityków uczestniczących w debacie na temat deficytu budżetowego i długu miasta nie poruszał i nie porusza problematyki rzetelnego podejścia do wieloletniej prognozy finansowej miasta. Jest to dokument, którego zakres został uregulowany w ustawie o finansach publicznych i reguluje najważniejsze kwestie dotyczące prospektywnego myślenia o finansach gminy, tj. horyzoncie czasowy dotyczącym zaciągania zobowiązań, planowania wieloletnich inwestycji (w tym ze środków UE) oraz limity wydatków. Jeżeli na poważnie chcemy rozmawiać o wyjściu z impasu budżetowego, to de facto każda obietnica wyborcza powinna być konfrontowana z obowiązującą WPF. Tylko taka analiza odpowie na pytanie, czy faktycznie dana obietnica może być zrealizowana, czy zwyczajnie nie wpisuje się w ograniczenia narzucone (sic!) przez samych polityków kształtujących budżet miasta.

Po trzecie, dość często zapominamy, iż w realnym życiu nie ma darmowych obiadów, a święty Mikołaj nie zasila ani budżetu centralnego, ani samorządowego w nieograniczony strumień środków pieniężnych. Zatem każda obietnica (czy to inwestycyjna, czy związana z redystrybucją środków budżetowych na cele transportowe, edukacyjne, socjalne, etc.) wymaga wskazania konkretnego źródła finansowania. Klasycznym przykładem niezrozumienia tego zjawiska jest dyskusja na temat komunikacji miejskiej w Krakowie. Wpływy z biletów pokrywają niespełna 50% kosztów jej funkcjonowania, zatem resztę miasto dopłaca z budżetu, czyli z pieniędzy wszystkich nas – podatników.

W wywiadzie, który udzieliłem Krakowskiemu Kanałowi z końcem października komunikowałem, że cena biletu mieszkańca może w skrajnym przypadku wynieść 180 zł, co stanowiłoby urealnienie jego wartości rynkowej. Podanie tej kwoty miało jeden cel – ukazanie, że dyskusja na temat taryfy biletowej nie może odbywać się w oderwaniu od poszanowania podstawowych praw ekonomii, w tym rzetelnej kalkulacji kosztów. Tymczasem mam wrażenie, że zarówno prezydent Miszalski, jak też prezydent Gibała nie do końca rozumieją tego typu relacje.

ZOBACZ TAKŻE: „Bilet MPK może kosztować 180 zł.” Ekspert ujawnia brutalną prawdę o finansach Krakowa [ROZMOWA]

I po czwarte, debata na temat długoletnich inwestycji infrastrukturalnych musi być związana z jasnym komunikatem o konieczności finansowania pewnej ich części z długu. Sztandarowym przykładem, który ponownie jest źle komunikowany, jest przedstawienie planów budowy tramwaju na Azory. Jest to inwestycja ważna i wyczekiwana przez mieszkańców, nie neguję jej konieczności tym bardziej, że miasto pozyskało na ten cel środki z budżetu UE. Dotacja ta nie mniej nie wystarczy na pokrycie całości kosztów inwestycji. Oznacza to konieczność pozyskania tych środków z budżetu gminy, a o tym nikt w debacie publicznej nie mówi…

Słowo na temat miejskich spółek

Ostatnia smutna refleksja na temat funkcjonowania naszego miasta w powyborczych realiach jest sytuacja w miejskich spółkach. Odzwierciedla ona ogólnokrajowy trend, gdzie podmioty kontrolowane przez polityków stają się ich powyborczym łupem.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała łamie obietnice! Miały być konkursy, a rozdaje stołki bez nich

Tymczasem im mniej polityki w spółkach, tym lepiej. Nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla funkcjonowania podmiotów, które co 4-5 lat stają się przedmiotem spektaklu. Nie twierdzę przy tym, iż wszystkie tego typu podmioty powinny być sprywatyzowane. Nie mniej rozczarowuje brak realizacji obietnic związanych z konkursowym podejściem do obsadzania rad nadzorczych i zarządów podmiotów publicznych.

Szansa na zmianę?

Całokształt polityki ekonomicznej miasta nie wygląda ciekawie, a szansą na zmianę byłaby, po pierwsze, rzetelna debata i obiektywna polityka informacyjna magistratu – nie tylko w kontekście planów, ale także sytuacji budżetowej, ale bez politycznych emocji, za to z dużą dozą faktów.

Po drugie, jak kania dżdżu potrzebujemy okrągłego stołu dotyczącego reformy samorządu terytorialnego, zwłaszcza w kontekście źródeł finansowania oraz wyzwań dużych ośrodków metropolitalnych.

***

* dr Bartosz Banduła – dyrektor finansowy w Offroad-Express oraz współpracownik Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości – Akademii Nauk Stosowanych w Krakowie

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: „Należy pochylić głowę i, posypując ją popiołem, skulić się w kącie...”

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także