Jeden koń pracuje tu tylko raz w tygodniu, a opowieści o rzeźni i wycieńczeniu to populistyczna nagonka – twierdzą krakowscy dorożkarze. Podczas gdy aktywiści i politycy żądają zastąpienia zaprzęgów elektrycznymi pojazdami, środowisko powołuje się na twarde badania weterynaryjne i uchyla kulisy pracy na Rynku Głównym.
Jak naprawdę wygląda dobrostan 350 koni i dlaczego walka o dorożki to dla wielu rodzin kwestia przetrwania? Rozmawiamy z Dorota Litwicką, prezes Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich.
***
Kanał Krakowski: Dorożki od lat wpisują się w krajobraz Rynku Głównego. Jaką rolę odgrywają one w budowaniu wizerunku Krakowa?
Dorota Litwicka: Krakowskie dorożki są jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta, a ich zdjęcia z Rynku Głównego są nieustannie wysyłane w świat. Podobnie jak wiedeńskie fiakry w Austrii, zaprzęgi stanowią żywą część historii miasta oraz świadectwo wielowiekowej symbiozy człowieka ze zwierzęciem. Pomysły zastąpienia ich pojazdami elektrycznymi są absurdalne — oznaczałoby to wprowadzenie kolejnych meleksów, podczas gdy mieszkańcy i turyści wyraźnie oczekują tradycyjnych dorożek konnych.
Przeciwnicy dorożek często twierdzą, że konie są przeciążone. Jak w rzeczywistości wygląda harmonogram ich pracy?
Przewóz osób na krakowskim Rynku prowadzą łącznie 23 ekipy dorożkarskie, które pracują w ściśle regulowanym systemie zmianowym — 13 ekip w dni parzyste i 13 w dni nieparzyste. Co kluczowe, nasi dorożkarze dysponują łącznie aż 350 końmi. Oznacza to, że za każdym razem w zaprzęgach jeżdżą inne zwierzęta, a w efekcie jeden koń pracuje na Rynku Głównym zaledwie raz w tygodniu.
Co dzieje się z końmi w pozostałe dni tygodnia, gdy nie widzą ich Państwo na postoju?
W dni wolne konie nie stoją zamknięte, lecz wesoło biegają po zielonych pastwiskach i wybiegach poza miastem. Przebywają w obszernych stajniach i na otwartym terenie, mając zagwarantowaną swobodę poruszania się. Dni wolne są dla nich stałym, rutynowym elementem grafiku. Stan zdrowia i warunki bytowe zwierząt są regularnie kontrolowane zarówno w stajniach, jak i na postoju.
Patrząc z punktu widzenia biologii i anatomii, dlaczego regularny ruch jest tak ważny dla konia?
Koń jest zwierzęciem naturalnie stworzonym do stałego ruchu, które w naturze pokonuje wiele kilometrów dziennie. Układ mięśniowo-szkieletowy konia jest przystosowany do stałego, umiarkowanego wysiłku, a aktywność wzmacnia mięśnie, ścięgna i więzadła. Każdy krok działa jak naturalna pompa, wspomagając krążenie krwi w kopytach i zapobiegając obrzękom. Co kluczowe dla układu pokarmowego, ruch stymuluje perystaltykę jelit, zapobiegając groźnym dla życia kolkom i skrętom jelit. Brak aktywności prowadzi do sztywności, zwyrodnień stawów, bolesnych zakwasów i zaburzeń trawienia.
Czy istnieją obiektywne dowody weterynaryjne potwierdzające, że praca w zaprzęgu nie wywołuje u koni cierpienia?
Urząd Miasta Krakowa regularnie publikuje oficjalne wyniki kompleksowych badań wysiłkowych koni dorożkarskich. Z raportów niezależnych lekarzy weterynarii oraz ekspertyz wybitnych specjalistów, takich jak prof. Marek Tischner z Uniwersytetu Rolniczego, jednoznacznie wynika, że konie są w świetnej formie. Wskaźniki fizjologiczne — takie jak tętno, oddech czy poziom kwasu mlekowego — mieszczą się w normach dla koni pracujących i wracają do stanu wyjściowego w przewidzianym czasie.
W jaki sposób dorożkarze chronią konie przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, np. upałami?
Obowiązują nas rygorystyczne przepisy umów z miastem, według których konie wychodzą do pracy wyłącznie wtedy, gdy temperatura powietrza wynosi poniżej 28 stopni Celsjusza. Gdy nadchodzą fale gorąca, postój dorożek na Rynku jest bezwzględnie zamykany w godzinach najwyższych temperatur. Ochrona przed upałami to od lat stała procedura opieki, a nie jednorazowe działanie.
Jak odniesie się Pani do pojawiających się w mediach doniesień o wyeksploatowaniu czy sprzedaży koni na rzeź?
To bezczelne fake newsy i populistyczna nagonka formułowana przez osoby, które często nigdy nie stały obok konia. Nasze konie nie padają w zatrważających ilościach, nie są przeciążone ani sprzedawane na mięso. Jako stowarzyszenie stajemy na stanowisku, że dobrostan zwierząt musi być podstawowym warunkiem funkcjonowania dorożkarstwa, a nie wybiórczym argumentem w debacie.
Jak wygląda „emerytura” krakowskich koni dorożkarskich, gdy kończą swoją służbę na Rynku?
Nasze konie dożywają pięknych, długich lat. Ponieważ są zwierzętami wybitnie zadbanymi, cennymi i doskonale ułożonymi, po zakończeniu pracy w zaprzęgu trafiają do szkół jeździeckich, uczestniczą w nauce jazdy najmłodszych lub biorą udział w warsztatach hipoterapii.
Dorożkarstwo to nie tylko przewóz turystów. Czym ta praca jest dla samych dorożkarzy?
To przede wszystkim wielopokoleniowa tradycja rodzinna i pasja wykonywana od pokoleń. Dorożkarstwo wiąże się z ogromnym szacunkiem i dbałością o zwierzęta. Pomysły całkowitej likwidacji dorożek oznaczałyby natychmiastową utratę środków do życia dla wielu krakowskich rodzin.
Czego Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich oczekuje od polityków i władz miasta w kontekście dyskusji o przyszłości zaprzęgów?
Apelujemy do polityków i kandydatów na urzędy, aby nie wykorzystywali koni jako narzędzia w kampaniach wyborczych. Dobrostan zwierząt jest zbyt poważną sprawą na krótkotrwałe kalkulacje. Oczekujemy otwartej debaty opartej na dowodach naukowych, opiniach weterynarzy i faktach, a nie arbitralnych decyzji administracyjnych podejmowanych z pominięciem naszego środowiska.



