Darmowa komunikacja miejska dla podatników opłacona z kieszeni turystów i twarda walka o setki milionów złotych z budżetu państwa. Sławomir Pietrzyk przedstawia plan na finanse Krakowa i zdradza, jak zaoszczędzić 100 zł miesięcznie w portfelu każdego mieszkańca. Czy Kraków stanie się pionierem bezpłatnego transportu?
***
Kanał Krakowski: Jaki jest najważniejszy przekaz, z którym Pan idzie po prezydenturę?
Sławomir Pietrzyk: Bezwzględnie najważniejsi są dla mnie seniorzy – to oni stanowią jedną trzecią mieszkańców Krakowa! Całe życie pracowali dla dobra naszego miasta i kraju, dlatego dziś oczekują określonych rozwiązań, które dadzą im satysfakcję i godne życie.
Jakich konkretnie rozwiązań?
W mieście funkcjonują na przykład Centra Aktywności Seniorów, ale jest ich zdecydowanie za mało.
Pierwotnie CAS miał być w każdej dzielnicy, teraz jest ich około 60 w całym Krakowie. Do jakiej liczby chciałby Pan dojść?
Do takiej, żeby pokryć wszystkie potrzeby. Dzisiaj tworzą się tam kolejki i niestety centra nie przyjmują wszystkich chętnych. Jest za mało miejsca. Byliśmy pionierami tej idei w skali kraju za czasów prezydenta Jacka Majchrowskiego i będę to rozwijał.
Seniorzy lubią tam chodzić i uczestniczyć w zajęciach. Dzięki temu mogą być w dobrej formie fizycznej i psychicznej, tworzyć wspólnoty, nawiązywać znajomości i nadążać za pędzącym światem. W Centrach Aktywności Seniora prowadzona jest nauka informatyki czy obsługi smartfonów. To pożyteczne inicjatywy, które uczą seniorów m.in. jak chronić się przed oszustwami czy fałszywymi wiadomościami. Dziś, w dobie sztucznej inteligencji, trudno jest odróżnić prawdę od fejk newsów, a oni się tego uczą. Uczą się także, jak wykorzystać sztuczną inteligencję do pożytecznych rzeczy.
Choćby moje piosenki wyborcze powstały za pomocą AI. Mam znajomych, którzy korzystają ze sztucznej inteligencji. Kiedyś kandydaci zamawiali muzykę u kompozytorów, ale nas nie stać na opłacenie zespołu. Sztuczna inteligencja jest w stanie wyprodukować coś całkiem fajnego bez wielkich nakładów.
CAS-y to jednak propozycja dla aktywnych seniorów.
Dlatego miasto powinno działać szerzej. Dlaczego w miejskich placówkach – w teatrach czy muzeach – nie daje się seniorom możliwości darmowego wstępu albo bonifikaty? Dzisiaj bilet do teatru kosztuje bardzo dużo i ludzi po prostu na niego nie stać. A proszę zwrócić uwagę, że akurat seniorzy mają czas i chcieliby skorzystać z takiej rozrywki.
Kolejna sprawa to usługi opiekuńcze. Dzisiaj one co prawda funkcjonują, ale ciągle brakuje na nie pieniędzy. Jest program asystenta osoby niepełnosprawnej, jest program „Złota Rączka”, ale co z tego, skoro w marcu kończą się fundusze? Kiedy ludzie dowiedzą się już, że jest możliwość skorzystania z takiej pomocy, to nagle jej nie otrzymują, bo brakuje środków.
Jest też kwestia samotności i braku wolontariatu. Wielu starszych ludzi nie ma rodziny, a rozmowa z drugim człowiekiem jest dla nich rozrywką. Nie ma prowadzonej mądrej polityki zachęty do wolontariatu przez organizacje pozarządowe współpracujące z samorządem. Kiedy byłem w Krakowskiej Radzie Seniorów, dostawałem telefony: „Chciałbym, żeby ktoś poszedł ze mną do teatru, bo sam nie daję rady. Zapłacę za ten bilet, chcę tylko towarzystwa”. I tego typu potrzeb jest naprawdę wiele.
Tyle że na tego typu programy społeczne zawsze brakuje pieniędzy. Skąd je wziąć?
Trzeba zacząć od uzdrowienia finansów miasta. Jako prezydent na pewno upomnę się o pieniądze, które dawno powinniśmy dostać z budżetu państwa. Aleksander Miszalski wystąpił o 300 milionów zwrotu z budżetu centralnego i wygrał tę sprawę. Jest szereg usług zleconych przez rząd, do samej edukacji dopłacamy miliard złotych z naszych podatków, mimo że to konstytucyjny obowiązek państwa. Niewytłumaczalnym trafem tych pieniędzy nie otrzymujemy i potem brakuje na opiekę czy pomoc społeczną. To jest podstawowe źródło – odzyskać te fundusze.
Druga sprawa związana jest z inwestycjami. Dlaczego robimy je głównie za własne pieniądze, zamiast sięgać po środki zewnętrzne? Unia Europejska, Ministerstwo Sportu czy Ministerstwo Edukacji mają olbrzymie fundusze. Dlaczego linię na Złocień czy Azory musimy budować za własne miliardy, których nie mamy? Pieniądze miejskie powinny iść na równe chodniki, naprawione drogi i usługi społeczne, a nie na wielkie inwestycje, które można sfinansować z zewnątrz lub w partnerstwie publiczno-prywatnym.
A z czego chce Pan sfinansować swoją sztandarową obietnicę, czyli bezpłatny bilet na komunikację miejską w Krakowie?
Z opłaty turystycznej! Byłem jednym z inicjatorów rezolucji w tej sprawie jeszcze jako radny miasta Krakowa w poprzedniej kadencji. Dziś słyszę, że opłata ta ma dwie matki, więc może znajdzie się też miejsce dla jednego ojca? (śmiech)
Jestem zwolennikiem opłaty w wysokości co najmniej 2 euro, czyli około 10 złotych dziennie. Mnożąc to przez 18 milionów przyjeżdżających turystów i średnio 3 dni pobytu, daje to kwotę około 600 milionów złotych. Te pieniądze z nawiązką pokryją koszty darmowych biletów dla mieszkańców, a reszta zostanie na inne cele.
Na czym miałby polegać ten darmowy bilet?
Dzisiaj większość mieszkańców dojeżdżających do pracy kupuje bilet miesięczny za około 100 złotych. Jeśli wprowadzimy darmowy bilet dla osób, które płacą podatki w Krakowie, to te osoby – zamiast płacić za bilet miesięczny – dostaną go za darmo. Dziś to jest wydatek.
Taki darmowy bilet dla mieszkańców pomoże też rozładować korki. Uważam, że przy naszej dobrej komunikacji miejskiej jesteśmy w stanie przyjąć kolejnych pasażerów. Przesiadka z samochodu do autobusów czy tramwajów jest bardzo korzystna dla miasta.
Kto konkretnie miałby korzystać z tego biletu?
Wszystkie osoby, które płacą podatki w Krakowie – stąd pomysł wykorzystania Karty Mieszkańca. Mieszkańcy, którzy odprowadzają tu podatki, powinni mieć prawo do darmowego przejazdu komunikacją miejską. Zaoszczędzone 100 złotych przeznaczą na zakupy w mieście, więc te pieniądze i tak zostaną w Krakowie.
Nie chcemy wprowadzać darmowej komunikacji dla wszystkich. Nie będziemy likwidować biletów jednorazowych. Turyści, czy osoby, które przyjeżdżają do Krakowa, nie są mieszkańcami i nie płacą tu podatków, a korzystają z naszej infrastruktury i komunikacji, powinny się do tego dokładać, między innymi poprzez płacenie za bilety.
Czyli opiera Pan swój program na dwóch filarach: seniorzy i darmowy bilet.
Na trzech, bo moim kolejnym punktem jest mieszkalnictwo. To jest mój bardzo ważny punkt programu, adresowany do młodych ludzi: budowa mieszkań lokatorskich przez spółdzielnie mieszkaniowe. Chodzi o niskooprocentowane kredyty i współpracę z samorządem, który przekazuje teren. Spółdzielnia z założenia jest bezwynikowa (nie nastawia się na zysk jak deweloper), dzięki czemu te mieszkania są tanie. Młody człowiek nie musi kupować mieszkania za ogromne pieniądze – wpłaca kaucję lub wkład częściowy, a resztę spłaca w czynszu przez lata, mając możliwość późniejszego wykupu na własność. Tak to funkcjonowało w przeszłości. Co ważne, spółdzielnia buduje solidnie, bo sama później tym budynkiem zarządza.
Ale mój program mieszkaniowy dotyczy także seniorów. Chciałbym wrócić do idei Domów Pogodnej Jesieni. Kiedyś senior wynajmował tam tanie mieszkanie lokatorskie, mając na miejscu gabinet pielęgniarski czy stołówkę. Dziś utrzymanie seniora w DPS-ie kosztuje około 10 tysięcy złotych miesięcznie, z czego większość dopłaca miasto z podatków. W Domu Pogodnej Jesieni senior mieszka u siebie, płaci nieduży czynsz, ma opiekę i towarzystwo innych ludzi, a po jego śmierci mieszkanie wraca do zasobu i służy kolejnej osobie. To znacznie lepsza i tańsza alternatywa dla DPS-ów.




