Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Luźne fale

"Idź, ucałuj Agatę". Oto kulisy prezydentury Andrzeja Dudy

"Idź, ucałuj Agatę". Oto kulisy prezydentury Andrzeja Dudy

06 września 2025 | 11:27

— W piątek 22 maja, na zakończenie kampanii, zorganizowaliśmy spotkanie z ludźmi na Rynku Głównym w Krakowie. Patrzyłem ze sceny na masę ludzi, którzy wylewali się z każdej bocznej uliczki. Przypomniałem sobie, jak stałem w tym samym miejscu prawie 28 lat wcześniej (...) Stanąłem na wysokości kościoła Świętego Wojciecha. Za plecami mieliśmy opanowany przez gołębie pomnik Adama Mickiewicza. Przed sobą — wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. To był ostatni z czterech dni wizyty George’a H.W. Busha w Polsce. Przed Wierzynek zajechała kolumna kilku samochodów. Z mniejszych wysiedli agenci Secret Service... — wspomina Andrzej Duda. Były prezydent RP wrócił już do Krakowa, gdzie osiedli się na stałe. — W dniu pierwszej tury wyborów, po oddaniu głosów w Krakowie, przyjechaliśmy z żoną i córką do Warszawy. Podczas wieczoru wyborczego, gdy zobaczyłem wyniki, byłem tak zszokowany, że stałem przez chwilę osłupiały. Ze stuporu wyrwała mnie Beata Szydło: — Idź ucałuj Agatę! Tłum wiwatował, a mnie się wydawało, że oglądam wszystko przez szybę. Pobiegłem przerażony na górę do gabinetu Jarosława.— Boże święty! Źle się stało. Przecież oni rzucą teraz wszystkie siły, żeby mnie pokonać.— Chyba żartujesz! — zaśmiał się Jarosław. — To sukces większy, niż mogliśmy zakładać. Wybory przechylają się na naszą stronę. Podczas wieczoru wyborczego, gdy zobaczyłem wyniki, byłem tak zszokowany, że stałem przez chwilę osłupiały.Czułem wdzięczność wobec sztabu, w dużej mierze złożonego z młodych ludzi. Przypominał mi się rok 1989, gdy Polska przygotowywała się do pierwszych częściowo wolnych wyborów. Ogromny entuzjazm udzielił się również nam, licealistom — nie mogliśmy jeszcze głosować, ale chcieliśmy pomagać w kampanii wyborczej Solidarności. Razem z przyjaciółmi, Joanną, Szymonem i Michałem, poszliśmy do komitetu obywatelskiego przy ul. Siennej w Krakowie, gdzie mieścił się też Klub Inteligencji Katolickiej. Kampanijna machina z gadżetami z logo Solidarności działała pełną parą. Zabraliśmy trochę plakatów, by rozwiesić je w szkole, i poszliśmy do gabinetu dyrektora powiadomić go o naszych planach. Było dla nas jasne, że dyrektor jest z nadania komunistów, ale rozmawiał z nami grzecznie i delikatnie. Poprosił, byśmy zostawili plakaty i wrócili do niego za kilka godzin. Po lekcjach zjawiliśmy się w gabinecie, ale zastaliśmy rozmówcę w zupełnie innym nastroju. Zrugał nas, że chcemy mu upolitycznić szkołę. Nie życzy sobie żadnych plakatów, bo szkoła nie bierze udziału w agitacji. Wyrzucił nas z gabinetu. „Stary komuch!” — wzruszyliśmy ramionami i pobiegliśmy do komitetu obywatelskiego. Niezrażeni roznosiliśmy plakaty i ulotki po mieście. Wierzyliśmy w zwycięstwo. Biegałem przez Kraków w koszulce Solidarności z hasłem „Głosuj na Jana Rokitę”. Rokita został wybrany wówczas posłem, a potem przez lata był prominentnym parlamentarzystą. Poznałem go znacznie później, gdy sam już uczestniczyłem w polityce. Teraz patrzyłem na chłopaków i dziewczyny w koszulkach z napisem „Andrzej Duda 2015” i ten widok dodawał mi energii. Anna Komorowska, Bronisław Komorowski, Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda w gmachu Sejmu po zakończeniu obrad Zgromadzenia Narodowego zwołanego w celu odebrania przysięgi od nowo wybranego prezydenta / fot. Kancelaria Senatu RP (wikimedia) Po pierwszej turze Bronisław Komorowski zgodził się w końcu na debatę telewizyjną. Wcześniej prosiłem go o to przez cztery miesiące. Pierwszy pojedynek, w TVP, przegrałem. Byłem podobno zbyt grzeczny, zwracałem się do kontrkandydata „panie prezydencie”, co nie zostało dobrze odebrane. Niektórzy mówili, że wygrałem kulturą i spokojem, ale pewnie chcieli mnie po prostu pocieszyć. Na drugą debatę, tym razem w TVN, przyjęliśmy inną taktykę. Spotkałem się z Beatą, Marcinem Mastalerkiem i z jednym z najlepszych ekspertów od wystąpień publicznych. — Nie może pan zachowywać się w uniżony sposób. Proszę nie tytułować Bronisława Komorowskiego „panem prezydentem”.— Tak zostałem wychowany. Jak można inaczej mówić do prezydenta?— Wystarczy „proszę pana”. Też jest grzecznie, a jesteście równorzędnymi rywalami.Miałem wątpliwości, jednak Beata i Marcin popierali taką zmianę.— Musimy uzyskać przewagę psychologiczną. Andrzej, posłuchaj rady.Nie pozostało mi nic innego, jak się przełamać — choć rywal był w wieku mojego ojca i uważałem, że należy mu się szacunek. Po namowach sztabowców wszedłem do studia z chorągiewką Platformy Obywatelskiej i wręczyłem ją konkurentowi, co wyraźnie zdenerwowało Bronisława Komorowskiego. Taktyka „na mniej grzecznego” sprawdziła się. Wygrałem to starcie.Dzień wcześniej niektórzy uznali, że mało grzeczna, tym razem wobec Jarosława, okazała się Agata, która wystąpiła podczas konwencji w Warszawie.— Wszyscy się zastanawiają, kto stoi za Andrzejem Dudą. Z całym szacunkiem, panie prezesie, ja się pana nie boję — wypaliła. — Jedno jest pewne: niezależnie od wyniku wyborów za Andrzejem stoimy ja i moja córka, nic tego nie zmieni. Jarosław lekko się uśmiechnął, najważniejsi działacze PiS również, ale za kulisami dawali do zrozumienia, że odebrali słowa mojej żony jako buńczuczne. Choć sens wypowiedzi był inny — chodziło o wykpienie przeciwników rysujących szefa PIS w czarnych barwach — dla niektórych taka deklaracja, wypowiedziana w formie żartu, była czymś niewyobrażalnym. W piątek 22 maja, na zakończenie kampanii, zorganizowaliśmy spotkanie z ludźmi na Rynku Głównym w Krakowie. Patrzyłem ze sceny na masę ludzi, którzy wylewali się z każdej bocznej uliczki. Przypomniałem sobie, jak stałem w tym samym miejscu prawie 28 lat wcześniej. Wtorek, 29 września 1987 roku, był pochmurny, mżyło, ale gromadzący się tłum zdawał się tego nie zauważać. Ludzie byli podekscytowani, bo czekali na niezwykłego gościa. Urwaliśmy się ze szkoły z Marcinem Kędryną, kolegą z klasy, który dowiedział się od kogoś, że warto tu przyjść. Stanąłem na wysokości kościoła Świętego Wojciecha. Za plecami mieliśmy opanowany przez gołębie pomnik Adama Mickiewicza. Przed sobą — wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. To był ostatni z czterech dni wizyty George’a H.W. Busha w Polsce. Przed Wierzynek zajechała kolumna kilku samochodów. Z mniejszych wysiedli agenci Secret Service, z największego (naprawdę ogromnego!) wyłonił się wiceprezydent. Doskonale rozumiał, że dla ludzi, którzy przyszli go zobaczyć, to wielki moment — stanął na stopniu limuzyny i pomachał do nas. Ktoś podał mu do ręki mikrofon, powiedział parę słów. Wysoki, szczupły, uśmiechnięty, w dobrym garniturze — nie przypominał ponurych oficjeli komunistycznej Polski. Pomyślałem, że tak wygląda człowiek wolności. Na osobistą wolność cieszyłem się po finale kampanii. Byliśmy szczęśliwi z żoną i córką, że już po wszystkim — opadnie kurz, nastanie cisza i nikt już nie będzie w nas uderzał. W końcu odpoczniemy. W wyborczą niedzielę odwiedziliśmy znajomych pod Krakowem, zjedliśmy ciasto, porozmawialiśmy. Mam do dzisiaj w telefonie zdjęcie z tamtego dnia, z ich córeczką na rękach. Parę godzin później byliśmy w samochodzie do Warszawy. W aucie dostawałem sygnały, że sytuacja jest dobra i mogę wygrać. Wieczorem, gdy ogłoszono, że głosowanie zostaje przedłużone i nie można ujawnić na razie sondażowych wyników, pojawiła się nerwowość. — Próbują skręcić wybory! — mówili niektórzy. Nie wierzyłem w to. Czekałem. Gdy wszystko było już jasne, siedziałem w piwnicy Reduty Banku Polskiego. Na górze ustawiono scenę, na którą miałem wyjść po ogłoszeniu wyników. Są! Popatrzyliśmy na siebie z Kingą i Agatą z niedowierzaniem. Wiedzieliśmy, że za chwilę nasze życie się zmieni. Wygrałem, a jednocześnie czułem się, jakby ktoś mnie znokautował potwornie silnym ciosem w głowę. Szedłem na górę jak na autopilocie, w ogóle nie docierały do mnie bodźce z zewnątrz; ktoś mnie trącał, ktoś coś krzyczał, wielki hałas, szaleństwo. Ocknąłem się na scenie, bo musiałem przemówić. --- * Powyższy tekst jest fragmentem książki "To ja - Andrzej Duda", dostępnej pod tym linkiem.

Więcej…

Długonogie blondynki z wielkim biustem będą dostarczać urzędowe pisma

Długonogie blondynki z wielkim biustem będą dostarczać urzędowe pisma

04 września 2025 | 19:37

Na razie będzie to pilotażowy program, ale jak się przyjmie, wówczas każdy mieszkaniec będzie mógł sobie wybrać z katalogu, czy z urzędowym pismem ma do niego przyjść blondynka, brunetka czy rudowłosa. Krakowianki z kolei będą mogły wybierać spośród mniej lub bardziej umięśnionych panów, oczywiście każdy z nich będzie miał minimum 180 cm wzrostu. Wygląda bowiem na to, że to jedyny sposób, aby mieszkańcy przestali narzekać, że znowu o czymś nie wiedzą. Urząd chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom i zadowolić wszystkich, oferując osobiste zawiadomienia podane w atrakcyjnej formie. To pokłosie narzekań krakowian, że ci nie wiedzą o inicjatywach podejmowanych przez magistrat. Weźmy takie organizowane od roku Ławeczki Dialogu, których terminy znane są ze sporym wyprzedzeniem. Mimo to zawsze trafi się ktoś, kto napisze: „Ojoj, ojoj, szkoda, że nie dali znać wcześniej”. Przed chwilą zajrzeliśmy na przykład na profil KRKnews.pl, który wrzucił na FB filmik z rozprawy administracyjnej dotyczącej budowy metra w Krakowie. – Na sali jest mniej niż 30 osób, z czego część to urzędnicy, radni i dziennikarze – czytamy. A przypomnijmy, że to ważny etap postępowania administracyjnego, bo KAŻDY mógł zabrać głos i wpłynąć na inwestycję. Ale, jak to zwykle bywa i co widać po frekwencji choćby na konsultacjach społecznych w sprawach wszelkich, co do zasady mieszkańcy mają to gdzieś. A jeśli nie mają, to utyskują. I zawsze to utyskiwanie związane jest z tym samym: – Jak zwykle na czas się wszyscy dowiadują, a i godzina jest świetna – pisze pan Michał. – Celowe działania... Urzędnicy mają nas w tyle, im jesteśmy potrzebni TYLKO do płacenia podatków i do głosowania co kilka lat, do niczego więcej – wtóruje mu pani Iwona. źródło: FB KRKnews.pl To jedynie przykład. Takie komentarze pojawiają się bowiem od lat. Urząd wreszcie postanowił coś z tym zrobić. Teraz zawiadomienia o działaniach na terenie miasta będą przychodziły bezpośrednio do domów i mieszkań i to nie w formie nudnych pism, które większość i tak wyrzuca do kosza lub ignoruje. Mają być „atrakcyjnie podane”, a więc z udziałem wspomnianych hostess i hostów. Śpiewają, tańczą, recytują... Co więcej, trwają rozmowy o dodatkowych opcjach. Mieszkańcy mogliby np. zaznaczać, czy chcą, aby urzędowe pismo zostało im odczytane na głos w domu, czy może wręcz przeciwnie – dostarczone w dyskretny sposób, np. wsunięte do skrzynki, ale opatrzone zapachem perfum. – Trzeba wyjść poza schemat, skoro klasyczne sposoby zawiadamiania nie działają – tłumaczy w nieoficjalnej rozmowie z Kanałem Krakowskim jeden z urzędników, pragnący zachować anonimowość. – Chodzi o to, aby mieszkaniec czuł się wyjątkowo i aby miał pewność, że nic mu nie umknęło. Pojawiły się też propozycje, by obok wyboru wyglądu doręczycieli, mieszkańcy mogli wskazać formę wręczenia zawiadomienia: od klasycznego podania do ręki, przez krótki występ artystyczny, aż po dostawę w rytmie samby albo walca. Hostessy ku chwale miasta Pilotaż ma ruszyć już jesienią i obejmie kilka dzielnic Krakowa. Jeśli się sprawdzi, urzędnicy zapowiadają rozszerzenie programu na całe miasto. Jak dowiedział się Kanał Krakowski, wszystkie hostessy i hości mają pracować za darmo, ku chwale Krakowa. – Oczywiście, że nie wezmę za to żadnych pieniędzy, by nie narazić się na zarzut, że robię sobie sztuczny biust czy powiększam usta na koszt podatników - mówi nam Dżesika (24 l.), jedna z przyszłych, urzędowych hostess. Same władze miasta na razie nie odpowiedziały na nasze pytania dotyczące szczegółów pilotażu. Bazujemy więc wyłącznie na niepotwierdzonych informacjach. I nocnych fantazjach autora tego tekstu. -- * Powyższy tekst ma charakter ironiczny, a niektóre "fakty" powstały wyłącznie w wyobraźni autora. Tych, którzy poczuli się urażeni, nie przepraszamy.

Więcej…

Zero Talentu. Krakowski kabareciarz obraża Andrzeja Dudę!

Zero Talentu. Krakowski kabareciarz obraża Andrzeja Dudę!

04 września 2025 | 09:50

Były prezydent RP Andrzej Duda dostał własny program w Kanale Zero. Wiadomość wywołała falę komentarzy internautów, ale jeden szczególnie próbował zabłysnąć. Michał Leja, kabareciarz z Krakowa, wyskoczył na socialach z żartem. Mam pomysł na nazwę: ZERO DECYZYJNE. - napisał Leja na Facebooku. No cóż, jak na artystę sceny komediowej to trochę tak, jakby student pierwszego roku politologii napisał mema po nieprzespanej nocy. Oryginalność? Zero. Śmiech publiczności? Raczej też zero. Wielu internautów zaczęło się zastanawiać, czy Leja faktycznie żartuje z Dudy, czy raczej z samego siebie. Bo jeśli najlepszym pomysłem na ciętą ripostę jest kalka z twitterowych wpisów sprzed dekady, to mamy do czynienia z komediowym „Zero Talentu”. Eksperci od satyry już przewidują, że Leja może nawet dostać swój program. Tytuł? „Zero Śmiechu”. Format? Godzina niezręcznej ciszy przerywanej próbami dowcipów, które zna już Twoja ciotka z Facebooka. Jak widać, bycie kabareciarzem w Krakowie to czasem trudniejsza rola niż bycie prezydentem w Warszawie. Bo tu nie wystarczy podpisywać – tu trzeba rozbawić. A to, jak pokazuje Michał Leja, jest zadaniem o wiele trudniejszym niż granie na długopisie. I tu pojawia się też problem większy niż sam nieudany żart. Bo próba budowania popularności na plecach byłego prezydenta, – to jeszcze wybitnego krakowianina – jest po prostu żałosna. Andrzej Duda swoje miejsce w historii ma już zapisane. Michał Leja? On najwyraźniej wciąż desperacko próbuje dopisać się choćby przypisem, korzystając z najtańszego chwytu: fali hejtu zakamuflowanej żałosnym żartem. Obleśne. Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych! To pomaga nam zarabiać. Jesteśmy tutaj: Facebook / Instagram / X / YouTube / TikTok

Więcej…

Gwiazda porno w Krakowie. Czy doszła (do Jezusa)?

Gwiazda porno w Krakowie. Czy doszła (do Jezusa)?

04 września 2025 | 00:21

Na to pytanie z pewnością może odpowiedzieć internetowa gwiazda raczej nocnego nieba - Sasha Grey, która przyjechała na wycieczkę po stolicy Małopolski, żeby na końcu obrazić Polaków i naszczekać na turystów.  Kraków widział już wiele: królewskie koronacje, najazdy, smogowe dramaty i tłumy turystów z całego świata. Ale tak specjalnej gościni chyba nikt się nie spodziewał. Sasha Grey - była gwiazda filmów dla dorosłych, obecnie DJ-ka i internetowa celebrytka - pojawiła się w Krakowie z kamerą i elektrycznym rowerem.  Kobieta na początku przypadkowo trafiła na protest antyimigracyjny i skomentowała go podczas transmisji na żywo, na platformie Twitch. Stwierdziła, że uczestnicy protestu byli „opłaconymi aktorami" i określiła ich mianem „faszystów i rasistów", co wywołało niemałe kontrowersje. Dalej stwierdziła, że powiedziano jej, iż protest ten miał być skierowany przeciwko „nielegalnym imigrantom”, ale jej zdaniem chodziło o każdego, kto „nie jest stąd”, czyli generalnie o imigrację, co skwitowała stwierdzeniem: „Tak robią wszyscy faszyści i rasiści”. Całe zajście możecie obejrzeć w zapisanym fragmencie jej transmisji: Grey pojechała swoim elektrycznym rowerem do Kościoła Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, gdzie słuchając koncertu organowego, wykonała tradycyjny znak krzyża i dziwiła się, że nie spłonęła po wejściu do świątyni. Gwiazda wspominała też za co ceni katolicyzm, choć jej podejście zdecydowanie odbiega od tego, które znamy z polskiego podwórka.  Po powrocie do miasta, podczas spaceru Sasha zauważyła, że grupka mężczyzn czai się na pamiątkową fotografię, więc postanowiła zrobić ich w konia i.. naszczekała na nich. Po wszystkim żartowali, wykonali upragnione przez fanów selfie, a streamerka wyruszyła w dalszą podróż, zachwycając się uroczymi uliczkami Krakowa. 

Więcej…

Za ten film Miszalski dostał... 9,3! Idźcie na spacer śladami Vinci 2

Za ten film Miszalski dostał... 9,3! Idźcie na spacer śladami Vinci 2

27 sierpnia 2025 | 21:20

Czy znacie Kraków z perspektywy bohaterów kultowych filmów Vinci i Vinci 2? Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to najwyższy czas to zmienić! Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych ma dla Was świetny pomysł – spacer po Krakowie śladami bohaterów filmu Vinci 2.  To nie tylko okazja, by zobaczyć na własne oczy miejsca, które znalazły się na ekranie, lecz także by odkryć je na nowo – w atmosferze kina, tajemnicy i przygody. Podczas spaceru możecie przejść trasą, którą poruszali się bohaterowie filmu i poczuć klimat krakowskich ulic i zakamarków. To doskonała propozycja zarówno dla fanów Janusza Machulskiego, jak i dla wszystkich, którzy kochają Kraków w jego filmowym wydaniu. Na profilu WFDiF znajdziecie zdjęcia ze spaceru – w tym znakomite zdjęcia inspirowane najnowszą częścią serii. Kadry te oddają niepowtarzalny klimat filmu i stanowią świetną zachętę, by samemu wyruszyć na filmowy szlak. Jeśli jeszcze nie oglądaliście filmu, którego akcja dzieje się w Krakowie, z Robertem Więckiewiczem i Borysem Szycem w rolach głównych, tutaj macie zwiastun: A teraz jeszcze jedna ciekawostka. W filmie Vinci 2 wystąpił prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Musicie bardzo uważnie oglądać produkcję, bo można przeoczyć tę znakomitą grę aktorską. I to określnie nie jest to żadnym nadużyciem, bo Miszalski - jako aktor - na czas pisania tego tekstu uzyskał na portalu Filmweb średnią ocenę.... 9.3, co plasuje go w absolutnym topie najlepszych aktorów na świecie! Profil aktorski Aleksandra Miszalskiego na portalu Filmweb Czyżby to był początek wielkiej aktorskiej kariery obecnego prezydenta Krakowa? Na razie nie znamy jego planów w tym zakresie, ale skoro w polityce trzeba umieć grać różne role, to kto wie – może z magistratu do Hollywood droga jest krótsza, niż się wydaje.

Więcej…

Strona 4 z 4

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Na fali

  • Zwrot akcji w Krakowie! Gibała NIE WYSTARTUJE w wyborach? Znamy powód!

    Opinie

    Zwrot akcji w Krakowie! Gibała NIE...

    Informacja
    11 czerwca 2026
  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

    Wydarzenia

    Kłopoty kandydatki na prezydenta...

    Informacja
    09 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.