Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Luźne fale

TYLKO U NAS. Gibała w gabinecie Miszalskiego! Wiemy, o czym rozmawiali

TYLKO U NAS. Gibała w gabinecie Miszalskiego! Wiemy, o czym rozmawiali

08 grudnia 2025 | 09:47

W gabinecie prezydenta Krakowa toczy się wojna bez precedensu. Łukasz Gibała, który trzykrotnie przegrał wybory, znów podnosi głowę i nie chce tylko przewrócić stolika, ale i dobrać się do fotela, w którym zasiada prezydent. Wszystko po to, by zająć jego miejsce. Kanał Krakowski dotarł do tajnych rozmów Aleksandra Miszalskiego, które ten prowadził za zamkniętymi drzwiami. *** Scena I – Gibała u Miszalskiego Za oknem szarówka, światło ulicznych latarni przebija się przez szyby. Na biurku leży stos nieotwartych teczek, obok tablet z otwartą ankietą: „Czy Kraków potrzebuje więcej ławek czy więcej koszy na śmieci?” Drzwi otwierają się bez pukania. Wchodzi Łukasz Gibała, blady, z podkrążonymi oczami, jakby od trzech lat nie spał. W ręku ściska teczkę jak tarczę. Miszalski (podnosi wzrok, uśmiechając się ciepło):– Dzień dobry! Łukasz, siadaj, siadaj. Kawy? Herbaty? A może najpierw zrobimy szybką ankietę: „Czy gość w gabinecie prezydenta powinien być częstowany kawą, herbatą czy wodą z kranu?” Już wrzucam na fanpage. Gibała (siada sztywno, zaciska zęby):– Nie chcę kawy. Chcę twojego krzesła, Aleksander. I dobrze o tym wiesz. Miszalski (lekko odchyla się w fotelu, wciąż uśmiechając się):– Oj, Łukasz… znowu te emocje. Wiesz, że zawsze stawiam na dialog. Może zrobimy konsultacje społeczne? „Czy Łukasz Gibała powinien dostać krzesło prezydenta w drodze łaski, czy poczekać na wybory?” Dwie opcje, prosty wybór. Gibała (pochyla się do przodu, głos drży z nienawiści):– Trzy razy, Aleksander. Trzy! Dwa razy ten Majchrowski… a teraz ty. Ja do tego miasta przygotowywałem się całe życie! Czytałem plany zagospodarowania w toalecie! Znałem każdy kamień na Plantach, zanim ty wiedziałeś, gdzie jest Rynek! Miszalski (wzdycha, jakby rozmawiał z trudnym dzieckiem):– Rozumiem twoją frustrację. Naprawdę. Dlatego uruchamiam nową ankietę: „Czy mieszkańcy czują empatię wobec kandydatów, którzy przegrali wybory trzykrotnie?” Wyniki będą wiążące. Gibała (uderza pięścią w biurko):– Dość tych ankiet! Kraków to nie demokracja bezpośrednia na sterydach! Ludzie chcą decyzji, a nie wiecznego „a co wy na to?” Miszalski (zastanawia się głośno):– Może masz rację. Może czasem trzeba po prostu zdecydować. Na przykład… (naciska intercom) Panie Wojtku? Proszę przygotować ankietę: „Czy prezydent powinien czasem podejmować decyzje bez konsultacji z mieszkańcami – tak czy nie?” Gibała (zrywa się z krzesła, oczy mu się szklą):– Ty… ty nawet nie potrafisz sam zdecydować, czy masz mnie wyrzucić z tego gabinetu, czy nie! Miszalski (spokojnie otwiera laptopa):– Już wrzuciłem pytanie na grupę „Kraków Decyduje”. 47% za wyrzuceniem, 51% za tym, żebyś został i napił się wody z kranu, 2% proponuje pojedynek na Plantach o świcie. Czekamy na rozwój sytuacji. Gibała stoi bez słowa. Oddycha ciężko. W końcu wyciąga z teczki plakat z napisem „MISZALSKI = PARALIŻ” i kładzie go na biurku. Gibała:– To się dopiero zaczyna. Miszalski (przygląda się plakatowi, potem uśmiecha szeroko):– Świetny projekt graficzny. Zrobimy ankietę: „Czy ten plakat powinien wisieć w gabinecie prezydenta jako przestroga czy jako dekoracja?” Łukasz… usiądź. Porozmawiamy. Jak ludzie zdecydują. Gibała powoli siada. W tle cichy dźwięk powiadomień – ankieta osiąga setny głos. 101. I wciąż rośnie. Miszalski (szeptem, prawie z troską):– Wiesz… czasem myślę, że ty jesteś jedyną osobą w tym mieście, która naprawdę chce tej roboty bardziej niż ja. Gibała wzdycha z nienawiści i wychodzi, trzaskając drzwiami tak, że portret Jana Pawła II lekko się przechyla. Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik Scena II – Rozmowa Gibały z doradcą Gibała wyciąga telefon, dzwoni. Gibała (szeptem-warknięciem):– Wyszedłem. Jak zawsze: uśmiech, woda z kranu i ankiety o powietrzu. Doradca (natychmiast):– Wracaj tam. Już. Gibała (zatrzymuje się, oczy błyszczą):– Co proszę? Doradca:– Wracaj. Powiedz, że zapomniałeś teczki. Albo że jednak chcesz tę kawę. Cokolwiek. Im dłużej będziesz siedział w środku, tym lepiej. Ludzie zobaczą: „O, nawet Gibałę przyjmuje, słucha, dialoguje…”, a my wrzucimy twoje zdjęcie z podpisem: „Rozmawiałem z prezydentem. Nic nie postanowił. Znowu.” Gibała (powoli się odwraca, uśmiecha się złośliwie):– Genialne. Doradca:– I przyspieszamy „Operację: Referendum”. Gibała (złośliwy uśmieszek):– Dobrze. Ale żadnych konkretów. Tylko emocje. Doradca:– I jeszcze coś… Musimy szukać nowej twarzy referendum. Ten, który miał nią zostać, ukradł patelnię z IKEA, a ludzie się śmieją, że nie dość, że złodziej, to jeszcze ruska onuca. Totalna kompromitacja. Gibała (zimny uśmiech):– Perfekcyjnie. Ludzie kochają chaos. Chowa telefon, poprawia krawat, bierze głęboki wdech i puka. Łukasz Gibał / fot. Łukasz Michalik Scena III – Gibała wraca do Miszalskiego Drzwi otwierają się niemal natychmiast. Miszalski (z ciepłym uśmiechem):– Wróciłeś? Świetnie! Ankieta zakończona: 52% za kawą dla ciebie. Siadaj, Łukasz. Rozmowa trwa. Gibała (wskazuje palcem na tablet, gdzie wyświetla się najnowsza uchwała rady miasta):– Podwyżka podatku od nieruchomości o 40%! Bilety MPK po 8 złotych! Opłata za wywóz śmieci 200% w górę! Ty dobijasz mieszkańców, Aleksander! Miasto tonie, a ty robisz ankiety o tym, czy ludzie wolą się utopić w wodzie z kranu czy w wodzie mineralnej. Miszalski (spokojnie popija wodę, zero emocji):– Podwyżki były trudne, ale konieczne. Dziura budżetowa po poprzedniku – pamiętasz, kto rządził ostatnie 20 lat? Ale spokojnie, właśnie uruchomiłem ankietę: „Czy mieszkańcy wolą wyższe podatki i działające tramwaje, czy niższe podatki i dziury w jezdniach większe niż kratery na Księżycu?” Wyniki za godzinę. Gibała (śmieje się gorzko, teatralnie):– Podatki w dół! Natychmiast! Komunikacja darmowa! Parkingi darmowe! Śmieci też za darmo! I seniorom dopłacimy do ogrzewania! Kraków musi być miastem dla ludzi, a nie dla deweloperów i turystów! Miszalski (unosi brew, pierwszy raz naprawdę zainteresowany):– Brzmi pięknie. Skąd weźmiesz pieniądze, Łukasz? Bo mogę ci wrzucić ankietę: „Z czego Gibała obetnie wydatki, żeby spełnić obietnice wyborcze?” Opcje: A) zamkniemy szpitale, B) zwolnimy nauczycieli, C) sprzedamy Wawel Czechom, D) wszystkie powyższe. Co wybierasz? Gibała (machnięcie ręką, jakby odganiał muchę):– Szczegóły techniczne! Najpierw wybory, potem pomyślimy. Ludzie chcą nadziei! Chcą wizji! Prezydenta, który nie pyta o wszystko Facebooka! Chcą populistycznego gadania! I ja w tym jestem mistrzem! Miszalski (otwiera excela na ekranie):– Wizja bez pieniędzy kończy się tak: 2027 rok, Kraków ogłasza upadłość, dług 20 miliardów, MPK przestaje jeździć, śmieci nieodbierane, a na Rynku wielki napis: „Na sprzedaż – tanio, bo pilne”. Gibała (wstaje, zaciśnięte pięści):– Olek! Mam program stu konkretów! (wydłubuje z teczki pogniecioną kartkę) Konkret 17: obniżymy podatki! Konkret 23: więcej pieniędzy na kulturę! Konkret 49: darmowe żłobki! Konkret 88: nowe tramwaje co roku! Miszalski (uśmiecha się smutno):– Łukasz… czytałem. Tam pod spodem drobnym drukiem: „finansowanie – przeproszę ojca, że marnuję jego pieniądze, ugnę się pokornie, przyznam, że jestem nieudacznikiem i… może znowu uda mi się go przekonać”. Chwila ciszy. Gibała patrzy na kartkę, jakby widział ją po raz pierwszy. Gibała (ciszej, z furią):– Przynajmniej ja bym nie podnosił podatków… Miszalski (prawie po ludzku):– Wiesz, co jest najgorsze? Że ty naprawdę wierzysz, że wystarczy chcieć. A ja już wiem, że chcenie to za mało. Wolę, żeby mieszkańcy mnie znienawidzili za prawdę, niż żeby później znienawidzili ciebie za kłamstwo. Gibała (zbiera papiery, głos łamie się lekko):– Zobaczymy za trzy i pół roku, Aleksander. Zobaczymy. Miszalski (cicho, gdy Gibała przy drzwiach):– Ankieta właśnie się skończyła. 68% mieszkańców uważa, że „Gibała powinien wrócić do domu i się wyspać”. Reszta domaga się drugiej tury rozmowy. Drzwi są otwarte, Łukasz. Gibała zatrzymuje się w progu. Nie odwraca się. W końcu wychodzi bez słowa. Na biurku zostaje kartka z „100 konkretami” – na dole ktoś dopisał długopisem: „Konkret 101: przestać obiecywać niemożliwe”. Gabinet prezydenta Krakowa / fot. UMK Scena IV – Majchrowski u Miszalskiego Na drzwiach gabinetu wisi kartka: „Uwaga: trwa ankieta, czy wieszać kartkę”. Majchrowski wchodzi w płaszczu, z laską. Wygląda spokojnie, jak staruszek, który widział wszystko. Miszalski (zrywa się z fotela, naprawdę zaskoczony):– Panie profesorze… Dzień dobry! To znaczy… dobry wieczór! Kawy? Herbaty? Ankieta trwa: „Czy emerytowany prezydent powinien być częstowany kawą z ekspresu czy herbatą z torebki?” Majchrowski (siada bez czekania na wynik głosowania, opiera laskę o biurko):– Daj spokój z tymi ankietami, chłopcze. Przyszedłem prywatnie. Słyszałem, że Gibała u ciebie był. Miszalski (siada z powrotem, nagle trochę speszony):– Był. Prawie wybił dziurę w blacie. Majchrowski (uśmiecha się pod nosem):– Trzeci raz z rzędu przegrywa i trzeci raz przychodzi do gabinetu zwycięzcy. U mnie też był. Dwa razy. Za pierwszym razem płakał. Za drugim przyniósł kwiaty i przepraszał, że mnie „tak ostro krytykował w kampanii”. Myślałem, że za trzecim razem przyniesie trumnę – swoją albo moją. Miszalski (śmieje się nerwowo):– To znaczy… ja myślałem, że tylko ja mam taki zaszczyt. Majchrowski (patrzy na plakat wciąż leżący na biurku):– On nienawidzi nie ciebie. On nienawidzi tego, że to krzesło jest zajęte. Przez kogokolwiek. Ja siedziałem tu dwadzieścia lat i przez dwadzieścia lat Gibała czekał, aż umrę albo popełnię błąd, żeby wreszcie mnie pokonać. Nie umarłem. Ty mnie zastąpiłeś. Teraz będzie czekał na ciebie. Miszalski (cicho):– Podwyżki go wściekły. Mówi, że prowadzę miasto do bankructwa. Majchrowski (wzdycha głęboko):– Podwyżki… Ja też je robiłem. Tylko ciszej. I bez ankiet. W 2018 podnieśliśmy strefę płatnego parkowania – Gibała krzyczał, że „Majchrowski dobija kierowców”. W 2021 podnieśliśmy podatki od nieruchomości – krzyczał, że „Majchrowski wykańcza seniorów”. (machnięcie ręką lekceważące) On nie ma poglądów, Aleksander. On ma tylko kompleksy. Miszalski (patrzy w okno):– A jak pan z nim rozmawiał, kiedy przychodził? Majchrowski (uśmiecha się szeroko, pierwszy raz naprawdę wesoło):– Za pierwszym razem dałem mu herbatę i powiedziałem: „Łukasz, jak wygrasz za cztery lata – gabinet będzie twój, a ja będę najszczęśliwszym emerytem w Krakowie”. Za drugim razem dałem mu kawę i powiedziałem: „Łukasz, jak wygrasz za kolejne cztery lata – gabinet będzie twój, a ja niedługo potem będę na cmentarzu, więc nie będę przeszkadzał”. On wtedy prawie się popłakał. Chwila ciszy. Majchrowski wstaje powoli. Majchrowski:– A ty… (wskazuje palcem na tablet z otwartą ankietą) przestań pytać ludzi o wszystko. Czasem prezydent musi być dorosły za wszystkich. I zamknij te drzwi na klucz. Jak następnym razem Gibała przyjdzie, to może przynieść siekierę. Wychodzi. Miszalski zostaje sam. Patrzy na krzesło, na plakat, na tablet. W końcu zamyka ankietę bez publikacji wyników. Po raz pierwszy od roku. *** Nota redakcyjna: powyższy tekst to satyra polityczna inspirowana realiami życia publicznego w Krakowie. Wszystkie postacie, dialogi i sytuacje są fikcyjne – choć przypominają znane twarze i znane zdania. Każde podobieństwo do prawdziwych osób jest przypadkowe, nieuniknione i całkowicie zamierzone. ZOBACZ TAKŻE: TYLKO U NAS! Ujawniamy stenogram ze sztabu Gibały! "Operacja Baran"

Więcej…

Dług zły, podwyżki gorsze. Opozycja odkrywa nową matematykę

Dług zły, podwyżki gorsze. Opozycja odkrywa nową matematykę

04 grudnia 2025 | 09:05

Przeczytaliście już pewnie dziesiątki nagłówków na temat przyszłorocznego budżetu miasta. Albo przynajmniej przelecieliście wzrokiem tytuły. Co roku takie same. Znacie te argumenty rządzących i opozycji na pamięć. A jeśli nie, to znaczy, że Wam się nie chce zgłębiać miejskich finansów. Dlatego my przedstawiamy Wam wczorajszą sesję budżetową w pigułce. W telegraficznym skrócie. Budżetowa sesja rady miasta zamieniła się w pokaz politycznej akrobatyki: Miszalski liczył, wyjaśniał i tłumaczył (także się), a opozycja krzyczała o długu, jednocześnie blokując wszystko, co mogłoby go zmniejszyć. Matematyka? Zostawili w domu. Operacja Budżet: Miszalski vs Opozycja SCENA 1. SALA OBRAD. GODZINA ZERO Kamery ruszają. Radni szeleszczą papierami. Owca robi sobie słit focie z Maśloną. Ktoś próbuje włączyć mikrofon, ale zamiast głosu słychać przester, jakby miasto próbowało wołać o pomoc. Maślona i Owca / fot. Łukasz Michalik Na mównicę wchodzi prezydent. Miszalski (z uśmiechem):– Szanowni Państwo, przedstawiam budżet: ambitny, odpowiedzialny, inwestycyjny. Z sali pada pierwszy szept:– A dług? Miszalski udaje, że nie słyszy. SCENA 2. OPOZYCJA WCHODZI NA RING Radny opozycji I podchodzi do mównicy jak zawodnik MMA do klatki. Przeciera czoło, poprawia krawat, patrzy w kartkę, na której widnieje tylko jedno zdanie: „Atakować dług.” Radny opozycji I– Ten budżet to… to… nieporozumienie! Kraków został zadłużony bardziej niż… niż… no bardzo! Publiczność nie wie, czy klaskać, czy współczuć. Miszalski kiwa głową z pobłażliwym uśmiechem, jak ktoś, kto słyszy dziecięcą opowieść o smokach i potworach. SCENA 3. OPOZYCJA II WJEŻDŻA NA BIAŁYM KONIU (ALE BEZ PLANU) Radny opozycji II, energiczny, pewny siebie, przynosi stos dokumentów.Na nich wielkimi literami: „Dowody”.Podchodzi do mównicy, rzuca je… i wszystko okazuje się puste. Radny opozycji II:– Panie Prezydencie! Zadłużacie miasto! Przyszłe pokolenia zapłacą! My, jako opozycja, nie pozwolimy na niszczenie budżetu! Na sali słychać „ooo”.Jest moc, jest energia.Tylko… Prowadzący sesję:– A zgłaszacie państwo jakieś poprawki? Radny opozycji II– ...to znaczy… na pewno… kiedyś… Spektakl / fot. Łukasz Michalik SCENA 4. STRZAŁ W KOLANO Miszalski (spokojnie):– Skoro martwicie się państwo o dług, proponuję podwyżki: opłat, podatków… tak, by budżet się zbilansował. Opozycja robi wielkie oczy.Jakby ktoś im zaproponował dietę bez smażonego. Radny opozycji I:– Absolutnie nie! Mieszkańcy cierpią! Nie będziemy sięgać do ich kieszeni! Miszalski:– Tak… czyli chcecie mniej długu… ale bez dodatkowych pieniędzy? Radny opozycji I i Radny opozycji II (jednocześnie):– TAAAK! W tle słychać facepalm sekretarza. SCENA 5. MATH FAIL Na ekranie pojawiają się slajdy i wykresy. Miszalski:– To są fakty.Radny opozycji I:– Ale to nie my zadłużaliśmy!Miszalski:– Próbuję to zatrzymać.Radny opozycji II:– Ale nie kosztem mieszkańców!Miszalski:– Więc… kosztem kogo? Zapada cisza.Słychać tylko echo odbijające się od pustych miejsc, gdzie powinny być pomysły opozycji. Prezydent / fot. Łukasz Michalik SCENA 6. FINAŁ. NIKT NIE WYCHODZI WYGRANY Komentarz zza kadru: „Opozycja walczyła zaciekle, ale tylko o to, by Miszalski nie miał racji.Plan? Nie przedstawiono.Alternatywa? Brak.Dług? Zły.Podwyżki? Jeszcze gorsze.Logika? Urlop. I tak zakończyła się wielka budżetowa bitwa.Prezydent – ze swoimi wyliczeniami, tabelkami i próbami ratowania finansów.Opozycja – z odwagą krytykowania wszystkiego i absolutnym brakiem propozycji czegokolwiek.” W tle widzimy radnych, którzy tłumaczą mieszkańcom, że „miasto nie może się zadłużać”, jednocześnie mówiąc „podwyżek być nie może”. Mieszkańcy patrzą jak na mema, który nie powinien istnieć, a jednak istnieje. Narrator dorzuca: „W tym budżecie najwięcej zabrakło właśnie jednego: matematyki.Bo jak się okazuje, da się jednocześnie być przeciwko długowi i przeciwko jego spłacaniu.Trzeba tylko bardzo chcieć." Widzimy ostatni kadr: Miszalski wychodzi spokojnie z sali, opozycja kłóci się o to, kto miał lepszą krytykę, a kamera unosi się nad Radą Miasta. Narrator kończy: „I to jest piękne w krakowskiej polityce:zawsze można zrobić mniej, niż się obiecywało (Miszalski)i jednocześnie więcej zamieszania, niż ktokolwiek planował (opozycja)”. Czarny ekran.

Więcej…

TYLKO U NAS. Dotarliśmy do tajnego planu Gibały w sprawie referendum

TYLKO U NAS. Dotarliśmy do tajnego planu Gibały w sprawie referendum

02 grudnia 2025 | 07:29

Łukasz Gibała siedzi w gabinecie pośród stert akt i teczek, uśmiechając się jak dyrygent chaosu. – Wygrałem! – ogłasza, a publiczność nawet nie wie, że petycje, które podpisuje, są o niczym, a każdy mail i każdy telefon tańczą w rytm jego genialnego planu na prawdziwe referendum. Polityka? To nie demokracja, to cyrk, w którym nic sprzedaje się jak wszystko, a ludzie biją brawo, zachwyceni własną bezradnością. Dotarliśmy do scenopisu z tajnego spotkania w gabinecie Łukasza Gibały. *** [Gabinet Łukasza Gibały. Na biurku stosy akt, teczki z podpisami, laptop, kubki po kawie. Gibała siedzi za biurkiem, doradca stoi obok z teczką dokumentów.] Doradca (ostrożnie): Łukasz… decyzja prokuratury już jest. Umorzyli sprawę referendum. No wie Szef... te podpisy, co je złożyliśmy, ale był sfałszowane. Gibała: No były, ale tylko trochę. Doradca: No właśnie, prokuratura też tak stwierdziła. Że tylko trochę... Gibała (wstaje, teatralnie rozkładając ręce): Czyli… wygrałem! Doradca: Jak zawsze, Szefie! Gibała: Nie szydź. Doradca: Nie, nie. Wcale nie miałem na myśli tych trzech przegranych wyborów na prezydenta Krakowa. Gibała: Wiesz… głosów ludzi nie można kupić. Ale wszystko inne już tak. Doradca: O czym Ty mówisz? Gibała: O tym, że my zagraliśmy, a prokuratura zatańczyła w rytm naszej muzyki! Doradca (marszcząc brwi): Tak, ale pamiętaj - to śledztwo trwało dziewięć lat… dziewięć! Gibała (przechadza się po pokoju, gestykulując jak dyrygent): Dokładnie! Dziewięć lat! I wiesz kto wtedy rządził? Doradca: PiS. Gibała: A kto był ministrem sprawiedliwości? Kto był wicepremierem? Doradca: No kto? Gibała: Wujek Gowin! Wujek Gowin / fot. wikimedia Doradca: Brawo dla wujka! Gibała: Pięknie dyrygował batutą! Doradca: No ale jak wujka pogonili, to prokuratura się za to wzięła. Gibała: Taaa... I prokurator pytał ludzi, co robili i co podpisywali dziewięć lat temu. Nawet ja nie pamiętam wszystkich swoich genialnych pomysłów sprzed dziewięciu lat! Doradca: No ale żeby tak po prostu umorzyli? Gibała: Gdzie ja nie mogę, tam tatusia poślę. Doradca: Przecież uchybienia były. Gibała: Ale szkoda mała! Niska szkodliwość czynu.(po chwili, wzdycha)No dobra, kuriozalne. Nawet mnie to żenuje. Doradca (powoli, odkładając dokumenty): …No dobrze. A co teraz? Gibała (klaszcze w dłonie, aż kubek podskakuje): Teraz gramy dalej! Zbieramy podpisy ponownie… tym razem pod petycjami. Sam nawet nie wiem dokładnie, o czym te petycje są. Doradca: No o kolesiostwie! Wymyśliliśmy to słowo z kumplami przy wódce. No i się rozeszło. Gibała: Genialne. I teraz chodzi nie o zebranie podpisów tylko o zbieranie danych. Ludzie podają maile, telefony… Doradca: Czyli chodzi o kontakty, a nie podpisy? Gibała (kiwa głową, triumfalnie): Dokładnie! Bo kiedy przyjdzie czas prawdziwego referendum… wtedy ich obdzwonimy, napiszemy maile, wyślemy wolontariuszy i się podpiszą. Tym razem pod prawidłową listą. Strategia, Głupcze. Ludzie nawet nie wiedzą, że są częścią planu. Petycja / źródło: screen ze strony KdM Doradca (siada powoli, jakby bał się, że krzesło też jest częścią planu): A te petycje… to one w ogóle coś znaczą? Gibała: Oczywiście! Znaczą… że istnieją. A reszta to już marketing. Doradca: Ale ludzie pytają, o co dokładnie chodzi. Gibała: I świetnie! Jak pytają, to znaczy, że są zainteresowani. A jak są zainteresowani, to zostawią maila. Doradca: A jak zostawią maila… Gibała: …to już ich mamy!(przerywa teatralnie)Wiesz, polityka to nie koncert życzeń — to koncert danych kontaktowych. Doradca: Ale nie boisz się, że się połapią? Gibała: Ludzie? Ludzie chcą emocji, Doradco. Gniew, oburzenie, poczucie misji! A „kolesiostwo” brzmi jak coś, z czym warto walczyć, nawet jeśli nikt dokładnie nie wie, co to jest. Doradca: No jest nośne. Gibała: No! A wiesz co jest jeszcze bardziej nośne?(przybliża się teatralnie)„Podpisz petycję, żeby uratować Kraków!” Doradca: Uratujemy go? Gibała: Jak już zbierzemy podpisy do prawdziwego referendum — to wtedy zobaczymy. Na razie… zbieramy orkiestrę. Doradca: Orkiestrę? Gibała: Orkiestrę poparcia!(pokazuje teczkę z kontaktami)Mailing, SMS-y, wolontariusze. Wszystko w rytmie. Doradca: W rytmie czego? Gibała: W rytmie naszej muzyki, rzecz jasna! Doradca: A prokuratura? Gibała (machając lekko ręką): Już zagrała swoją część. Teraz czas na publiczność. Doradca: Czyli mieszkańców? Gibała: Dokładnie!(dumnie siada, splata dłonie jak maestro po koncercie)A oni nawet nie wiedzą, że przyszli na spektakl. Doradca: Łukasz… a jeśli ktoś zapyta, czemu petycje są o niczym? Gibała: O niczym?(śmieje się głośno, teatralnie)Dopóki ludzie klaszczą, możemy sprzedawać… nic w taki sposób, żeby wyglądało jak wszystko! *** Nota redakcyjna: powyższy tekst to satyra polityczna inspirowana realiami życia publicznego w Krakowie. Wszystkie postacie, dialogi i sytuacje są fikcyjne – choć przypominają znane twarze i znane zdania. Każde podobieństwo do prawdziwych osób jest przypadkowe, nieuniknione i całkowicie zamierzone. ZOBACZ TAKŻE: Referendalna hucpa Gibały, sfałszowane podpisy i kompromitacja prokuratury

Więcej…

TYLKO U NAS! Ujawniamy stenogram ze sztabu Gibały! "Operacja Baran"

TYLKO U NAS! Ujawniamy stenogram ze sztabu Gibały! "Operacja Baran"

14 listopada 2025 | 09:06

W Krakowie znów rozgrywa się polityczny teatr, w którym główną rolę gra człowiek, który nigdy nie wygrał wyborów, ale nieustannie próbuje zmieniać los miasta. Tym razem w centrum uwagi znalazł się Jan Baran – przypadkowy obywatel, który stał się twarzą referendum, pod którym nikt oficjalnie nie chciał się podpisać. Operacja „oddolna inicjatywa” ma w praktyce tylko jeden cel: dać pozór ruchu społecznego, a w rzeczywistości zrealizować pomysł strategów i wiecznego przegrywa kandydata. To opowieść o tym, jak zespół wiecznego kandydata próbuje po raz kolejny wymyślić Kraków od nowa. Z humorem, konspiracją i budżetem w kopercie. Bo jak mówi klasyk: jeśli nie możesz wygrać wyborów – zrób referendum. A jeśli nie możesz zrobić referendum sam – znajdź barana, który zrobi to za ciebie. Nota redakcyjna: „Operacja Baran” to satyra polityczna inspirowana realiami życia publicznego w Krakowie. Wszystkie postacie, dialogi i sytuacje są fikcyjne — choć przypominają znane twarze i znane zdania. Każde podobieństwo do prawdziwych osób jest przypadkowe, nieuniknione i całkowicie zamierzone. „Operacja Baran" Tajne zebranie sztabu Gibały(satyryczny skrypt w trzech aktach) AKT I Scena 1: „Think Tank dla Krakowa” Miejsce: podziemna sala, w której od lat pachnie kawą, flipchartem i niespełnionymi ambicjami. Czas: późny wieczór – gdy nawet gołębie z Rynku śpią, a sztab Gibały jeszcze nie. Obecni: Łukasz Gibała – lider, wiecznie „na progu zwycięstwa”, lecz nigdy za tym progiem.Spin-doktor 1 – specjalista od PR, ironicznie zwany „Mistrzem Narracji”.Spin-doktor 2 – ekspert od badań opinii publicznej, w sztabie znany jako „Pan Procent”.Asystentka od entuzjazmu – klaszcze zawsze, nawet gdy plan płonie.Anonimowy Baran – jeszcze nie znaleziony, ale już potrzebny. (W tle dźwięk ekspresu do kawy. Ktoś przynosi flipchart z napisem: „Jak obalić prezydenta i nie dać się złapać”. W kącie ktoś przestawia plastikową owieczkę – talizman sztabu.) Gibała (konspiracyjnym tonem):Panowie, pani… Kraków dojrzewa. Ludzie mówią, że Miszalski zawiódł.Czas na ruch! Czas na… referendum za jego odwołaniem! Spin-doktor 1 (z westchnieniem):Świetnie, szefie. Ale to już raz było, pamięta pan?Chcieliśmy odwołać Majchrowskiego. I nam… nie wyszło.Płacił pan ludziom, żeby zbierali podpisy, a oni – no cóż – zbierali, tylko że fikcyjnych obywateli.Potem się okazało, że połowa Krakowa to widmo, a druga połowa nie wiedziała, że podpisała.Prokuratura nadal o to pyta, szefie. Naprawdę nie możemy sobie pozwolić na drugą taką wtopę. Gibała (uderzając w stół):To nie moja wina, że Kraków nie zrozumiał mojej wizji! Spin-doktor 2:No właśnie, szefie… Trzy razy przegrał pan wybory na prezydenta Krakowa,raz wtopił pan referendum, a teraz sondaże mówią, że ludzie widzą w panu… serialowego przegrywa.A jeszcze jak drugie referendum nie wyjdzie… wolę nie myśleć. Gibała (po chwili milczenia):Czyli co? Spin-doktor 1 (z uśmiechem konsultanta, który już coś knuje):No jak co? Znajdźmy barana. Gibała (wybałusza oczy):Proszę?! Spin-doktor 1 (spokojnie):Jana Barana. Albo innego barana. Z krwi i kości.Człowieka, który da twarz temu przedsięwzięciu. Spin-doktor 2 (przytakuje):Doskonałe! Znajdziemy barana, który wystąpi jako inicjator referendum,a my ogłosimy, że to oddolna inicjatywa obywateli!Lud krakowski wstaje, by walczyć o demokrację,a pan, panie Łukaszu, tylko popiera z boku, z gracją i głębią. Gibała (marszczy brwi):No… ruch oddolny, wiadomo. (pauza) Czyli znowu ja, tylko przez kogoś innego. Spin-doktor 2 (mrucząc):Czyli szukamy barana. Gibała (ostro):Nie „barana”! Mówmy: „społecznik z inicjatywą”. Asystentka (entuzjastycznie):Tak! Taki z pasją! Może student socjologii?Albo pan z Rynku, co karmi gołębie i mówi, że „trzeba coś z tym zrobić”? Gibała (melancholijnie):To nie moja wina, że Kraków nie zrozumiał mojej wizji… Spin-doktor 2:Oczywiście, panie Łukaszu. Kraków zawsze spóźnia się z uznaniem geniuszy.Ale nasze badania są bezwzględne: jeśli pan sam ogłosi referendum,zdecydowana większość powie „aha, znowu on” i pójdzie karmić kaczki zamiast głosować.Frekwencja spadnie, referendum będzie nieważne. Gibała (teatralnie):Czyli muszę poprzeć, ale nie zainicjować. Spin-doktor 1:Jak Mickiewicz – „mówić nie mówiąc, działać nie działając”. Spin-doktor 2:Dokładnie. My stworzymy tego Jana Barana.Założy komitet, a pan przypadkiem polubi jego post na Facebooku. Asystentka (notując):I wrzuci story z kawą: „Popieram ludzi, którzy chcą zmian!” Gibała:A potem, kiedy referendum ruszy… Spin-doktor 2:Wtedy pan wchodzi cały na biało.„To oddolny zryw mieszkańców, ja tylko stoję z boku, oklaskując demokrację.” Spin-doktor 1 (pisze na tablicy):Strategia: Zainspirować – Zaprzeczyć – Zgarnąć chwałę. Gibała (z samozadowoleniem):Genialne. A jak się uda, powiem, że Kraków wreszcie mnie zrozumiał.Jak nie – to wiadomo, „obywatele nie byli gotowi”. Spin-doktor 2 (pod nosem):Czyli jak zawsze. (Słychać dźwięk owieczki-zabawki. Asystentka sprawdza telefon.) Asystentka (z ekscytacją):Szefie, znalazłam jednego!Chce „ratować Kraków od układów”, ma konto na Twitterze i czternastu followersów! Gibała:Bierzemy go! Spin-doktor 2:A w mediach już zacznijmy prowadzić narrację, że czekamy na oddolną inicjatywę. (Asystentka coś pisze na telefonie) Asystentka:Szefie, zrobione! (Asystentka pokazuje telefon z odpowiedzią na komentarz jednego z użytkowników): Źródło: FB Łukasza Gibały Spin-doktor 1 (zadowolony):No to ruszyła maszyna. Frajerzy na pewno się nabiorą! (Światło przygasa, na ekranie pojawia się logo „Think Tank dla Krakowa”.Z głośników rozbrzmiewa Mazurek Dąbrowskiego pomieszany z beczeniem barana.) Narrator (z offu):I tak oto rozpoczęła się „Operacja Baran” –referendum, którego nikt nie zainicjował,ale wszyscy wiedzieli, kto miał pomysł.W Krakowie znów zawiał wiatr zmian –delikatny, nieśmiały i dziwnie znajomy. AKT II Scena 2: Konferencja prasowa Jana Barana Miejsce: Plac Wszystkich Świętych, przed wejściem do Urzędu Miasta Krakowa. Na tle rozwianego baneru: „Mieszkańcy dla prawdziwej zmiany – Kraków bez układów!”.Wokół kilku dziennikarzy, troje turystów i jedna pani z psem, która przyszła tylko po cień. Obecni: Jan Baran – samozwańczy lider obywatelskiej inicjatywy.Łukasz Gibała – „tylko przechodził”, ale akurat ma mikrofon w dłoni.Spin-doktorzy – w tłumie, notują, udają dziennikarzy.Asystentka od entuzjazmu – robi zdjęcia, wrzuca relacje z hasztagiem #DemokracjaSięBudzi.(Kamery szumią. Baran poprawia marynarkę. Wygląda, jakby sam nie wiedział, po co tu jest.) Baran (bohatersko):Drodzy mieszkańcy! Zebraliśmy się tu, żeby… no… zrobić coś, czego nikt jeszcze nie zrobił odważnie.Bo Kraków zasługuje na więcej! Na świeżość, uczciwość i… no, na coś nowego! (Asystentka klaszcze. Ktoś z tłumu pyta, co dokładnie chce zrobić.) Baran:Chcemy odwołać prezydenta Miszalskiego!Ale to nie jest polityczne!To inicjatywa oddolna, spontaniczna, zrodzona w sercach mieszkańców! (Spin-doktor 1 kiwa głową. Spin-doktor 2 notuje: „brzmi naiwnie, ale autentycznie”). Reporter:A czy ma pan jakieś wsparcie polityczne? Baran (nerwowo):Absolutnie nie! Nie mam żadnych powiązań, nikogo za sobą nie mam! (Zza baneru wychyla się Gibała, z mikrofonem i sztucznym zdziwieniem.) Gibała:O! A cóż to za piękna, obywatelska inicjatywa?Jak Kraków żyje! Jak ludzie biorą sprawy w swoje ręce! Baran (cicho):Szefie, mieliśmy się nie znać… Gibała (do kamer):Ja tylko popieram mieszkańców!Zawsze mówiłem: to krakowianie powinni decydować o Krakowie!To wspaniałe, że są tacy jak pan… jak pan… Baran (niepewnie):…Baran. Gibała (z błyskiem w oku):Tak! Pan Baran! Symbol odwagi i determinacji!Prosty człowiek, który powiedział: „dość!” (Asystentka wrzuca tweet: „Gibała wspiera oddolną inicjatywę! #KrakówBezUkładów #BaranMówiDość”.) Reporter (z przekąsem):Czyli jednak pan, panie Łukaszu, ma coś wspólnego z referendum? Gibała (uśmiech nr 3 – „nic nie ukrywam”):Ależ skąd! Ja tylko popieram mieszkańców.Kiedy obywatel działa – ja klaskam.Kiedy obywatel marzy – ja kibicuję.Kiedy obywatel zbiera podpisy – ja… trzymam kciuki. Tylko kciuki. (Spin-doktor 2 mruczy: „I budżet”). Baran:Tak, tak… pan Łukasz po prostu inspiruje. Ale to ja wszystko robię!Sam! Całkowicie sam! No, z kolegą, co ma drukarkę. (Śmiech wśród dziennikarzy.) Gibała (na pożegnanie):Trzymam za pana kciuki, panie Baranie. Kraków potrzebuje takich ludzi.A jak już referendum ruszy, to wie pan – dam znać, że popieram.Z boku. Ale z sercem. (Kamery gasną. Spin-doktorzy klaszczą z ulgą. Baran ociera pot.) Narrator (z offu):I tak oto narodziła się legenda „oddolnego zrywu”,który narodził się na górze, a potem udawał, że spadł z nieba.Kraków patrzył, kiwał głową i mówił:„Znamy te sztuczki, panie Łukaszu. Znamy.” (Beczenie barana przechodzi w oklaski.) AKT III Scena 3: Noc po konferencji Miejsce: biuro sztabu, godzina 21:37. Światło z laptopów, kubki po kawie, stosy notatek.Na ścianie telewizor pokazuje paski newsowe: „Baran zainicjował referendum!”„Gibała: wspieram, ale się nie wtrącam.” Obecni: Gibała – zadowolony z siebie jak nigdy.Spin-doktorzy – analizują reakcje mediów.Asystentka – odświeża Twittera co cztery sekundy.Jan Baran – wreszcie zaproszony „na podsumowanie działań”.(Szum laptopów, dźwięk SMS-ów. Na stole koperta z napisem „Fundusz obywatelski”). Spin-doktor 1:Sukces połowiczny. TVP mówi, że to spisek, TVN – że oddolność,a Radio Kraków pyta, czy Baran to prawdziwe nazwisko. Gibała:Czyli balans medialny zachowany.Nikt nie wie, o co chodzi – znaczy, że działa. Spin-doktor 2:Na Facebooku 732 komentarze.500 pyta, czy Baran to ten od memów,200 pisze: „znowu Gibała”. Gibała:Świetnie! Wzbudzamy emocje! A emocje to początek zmiany. Asystentka:Szefie, #OperacjaBaran trenduje!Tylko niektórzy piszą, że to nazwa nowego kabaretu. Gibała:Kabaret też forma edukacji obywatelskiej. (Wchodzi Baran z reklamówką z Żabki.) Baran:Dobry wieczór. Przyniosłem pączki.Nie wiem, czy to już „po wszystkim”, czy jeszcze „w trakcie wszystkiego”. Spin-doktor 1:Panie Janie, pan dziś zrobił kawał historii.Miasto mówi o panu. Pan jest głosem ludu. Baran:No tak, ale ten lud dzwonił, że nie wiedział, że coś podpisał. Gibała (śmiejąc się):Taki urok demokracji! Najpierw lud nie wie, że coś chce,a potem dziwi się, że już to ma. (Spin-doktor 2 przerywa, trzymając tabelkę.) Spin-doktor 2:Panie Baranie, ma pan zasięg.Wczoraj 14 obserwujących, dziś 240. Jest pan influencerem! Baran:To znaczy, że mam teraz odpowiadać na komentarze? Gibała (łagodnie):Nie, nie. Pan ma po prostu być. Być sobą.Być symbolem. Być… no, baranem – w sensie metaforycznym, oczywiście. (Asystentka podaje kopertę z napisem „Zwrot kosztów za druk ulotek”). Spin-doktor 1:Tu ma pan rekompensatę za poświęcony czas i nerwy.Formalnie – faktura za „obsługę obywatelską”. Baran:O, dziękuję. Ale ja myślałem, że to wszystko oddolne… Gibała (klepie go po ramieniu):Jest, panie Janie.Tylko czasem oddolność trzeba delikatnie… podlewać. Baran:A jak się to nie uda? Gibała:Wtedy powiemy, że Kraków nie był gotowy.A pan zostanie symbolem odwagi.Może radnym. Zobaczymy, co pokażą sondaże. (Śmiech. Asystentka pokazuje mem z Baranem w koronie laurowej.) Spin-doktor 2:Nowy mem! „Baran poprowadzi Kraków… na pastwisko demokracji.”Działa, viral rośnie! Gibała (z patosem):Niech rośnie, niech płonie!Historia zapamięta nas jako tych,którzy zaczęli od barana, a skończyli jako… liderzy zmian. Baran (cicho):Albo kozły ofiarne. (Śmiech cichnie. Na ekranie TV pojawia się tytuł:„Kraków: Kto stoi za referendum? Tajemniczy Baran i jego mentorzy.”) Spin-doktor 1:No to chyba czas zniknąć z mediów na tydzień. Gibała:Na tydzień. Potem wrócimy jako głos rozsądku.Bo jak kurz opadnie, ludzie zapomną, kto był baranem,a zapamiętają, kto mówił o demokracji. (Światło gaśnie. Z głośników dobiega beczenie i tykanie zegara – czas do referendum ruszył.) Narrator (z offu):Tak zakończyła się noc, w której obywatele mieli działać sami,ale ktoś im wcześniej napisał scenariusz.A Kraków, jak zwykle, patrzył z dystansem i mówił:„Spokojnie, my już swoje referenda widzieliśmy.” (Kurtyna. Ostatni dźwięk: beczenie barana i szelest banknotu.) Łukasz Gibała. Ten prawdziwy / fot. Łukasz Michalik EPILOG: „Rok później – Kronika z Operacji Baran” (parodia programu „Kraków w Skrócie”, nadawanego z kartonowego studia, gdzie tło udaje Sukiennice) [Czołówka](Motyw muzyczny przypomina „Teleexpress”, ale z beczeniem w tle. Na ekranie logo: „KRAKÓW 24 – Niezależnie, oddolnie, spontanicznie.”) Prezenterka (uśmiech nr 7 – „wiem więcej niż powinnam”):Dobry wieczór państwu. Mija dokładnie rok od pamiętnej inicjatywy „referendalnej”,znanej szerzej jako Operacja Baran.Dla jednych – przejaw obywatelskiej odwagi,dla innych – lekcja z serii „Jak nie robić polityki lokalnej po raz czwarty”. (Plansza: „Rok po referendum: co zostało?”) REPORTAŻ 1: Baran wraca do źródeł (Ujęcie: Jan Baran w sklepie spożywczym, odkłada ulotki do kartonu po bananach.) Reporter:Panie Janie, rok temu mówił pan, że walczy pan o Kraków. Co pan robi dziś? Baran:Dziś walczę o świeżość w warzywach.Ale duch demokracji został.Czasem ktoś mnie jeszcze pyta: „To pan od tego referendum?”,a ja wtedy odpowiadam: „Nie, ja tylko zbierałem podpisy.” Reporter:Czy dostał pan wsparcie ze strony inicjatora projektu, pana Łukasza Gibały? Baran (z uśmiechem):Pan Łukasz zawsze mnie wspiera… moralnie.Mówił, że „historia nas oceni”.No i oceniła – ja wróciłem do pracy, a on do kampanii. (Cięcie. Z offu głos reportera: „Baran planuje założyć fundację edukacyjną ‘Nie Daj Się Wciągnąć’.”)  REPORTAŻ 2: Gibała na nowej ścieżce (Ujęcie: konferencja prasowa, za Gibałą baner „Nowy Ruch Obywatelski 2.0 – Bez Układów, Bez Baranów.”) Reporter:Panie Łukaszu, minął rok od „referendum obywatelskiego”.Jak pan dziś ocenia tamtą inicjatywę? Gibała (z powagą, ręce na sercu):To był ważny moment w historii Krakowa.Dowód, że mieszkańcy potrafią wziąć sprawy w swoje ręce…z moją drobną pomocą.Oczywiście nie wszystko wyszło, jak planowaliśmy –ale każda rewolucja ma swoje ofiary. Reporter:A pan Baran? Gibała:Wspaniały człowiek. Prawdziwy obywatel.Pokazał, że w demokracji nawet prosty człowiek może zostać symbolem.Zresztą, teraz planujemy nową inicjatywę –„Kraków Przebudzony”, tym razem naprawdę oddolnie. (Zza kulis ktoś szepcze: „A może jednak znajdziemy innego barana?”)  REPORTAŻ 3: Krakowianie komentują (Mikrofon wśród przechodniów na Rynku Głównym.) Pani Zofia (lat 74):Aaa, pamiętam! To był ten chłopak, co mówił, że obali prezydenta.A potem zniknął. Ale i tak wolę go niż tych od rowerów. Student (lat 22):To był performance polityczny.My na zajęciach z marketingu politycznego analizowaliśmy to jako „przykład kontrolowanego chaosu”. Pan Marian (lat 61):Baran, Gibała, referendum…To wszystko brzmi jak kabaret, tylko że bilety były za darmo. STUDIO: podsumowanie Prezenterka:I tak po roku od Operacji Baran Kraków znów żyje swoim rytmem.Nie ma nowego referendum,ale wciąż jest nadzieja, że ktoś, kiedyś,zrobi coś oddolnie – naprawdę. A pan Łukasz?Szykuje się do kolejnej kampanii.Niektórzy mówią, że to jego pasja.Inni – że to hobby, które trwa już dekadę. (Na ekranie pojawia się plansza: „W przyszłym tygodniu: Ekskluzywny wywiad z Janem Baranem – Jak przeżyć rok po oddolności.”) Prezenterka (z uśmiechem):A my życzymy państwu spokojnego wieczoru.Niech wasze inicjatywy będą naprawdę wasze.Dobranoc. (Czołówka końcowa, beczenie w rytmie hejnału z Wieży Mariackiej.)

Więcej…

 „To naprawdę jest zły człowiek”. Głośna książka o Jędraszewskim

„To naprawdę jest zły człowiek”. Głośna książka o Jędraszewskim

20 września 2025 | 03:05

„Ten szaleniec z Krakowa” – miał o nim powiedzieć jeden z poważnych polskich biskupów (tak się składa, że nie podpisany pod dokumentami, w których broniono arcybiskupa), a inny w żartach sugerował, że odkąd Marek Jędraszewski został – za czasów PiS – współprzewodniczącym Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu i Episkopatu, coraz mniej jasne było, kogo na spotkaniach reprezentował: rząd czy episkopat - pisze Tomasz P. Terlikowski. „To naprawdę jest zły człowiek” – mówił mi, oczywiście anonimowo, pewien ksiądz, który współpracował blisko z arcybiskupem Jędraszewskim, a inny duchowny uzupełnia, że metropolita tak zajęty jest walką o ideową i doktrynalną czystość, tak pochłonięty walką z ideologiami, że niknie mu z oczu człowiek.  Ostrożniej, bo pod nazwiskiem, a do tego próbując ważyć racje, wypowiada się na temat arcybiskupa ojciec profesor Jacek Prusak SJ. „(…) abp Jędraszewski jest dla innych hierarchów wyrazicielem pewnej wizji. To oczywiście wizja tylko pewnej części Kościoła – zalęknionej, niepotrafiącej zmierzyć się z tym, co przyniesie jutro, więc próbującej się od tego odgrodzić” – wyjaśnia Prusak. A Zbigniew Nosowski uzupełnia ten obraz istotnymi elementami. „Biskupom nie przeszkadza historia z Kpinomirem, która kompromituje arcybiskupa jako intelektualistę i naukowca [abp Marek Jędraszewski w pracy naukowej powołał się na rzekomego kronikarza, wymyślonego dla żartu przez historyka Philipa Steele’a w primaaprilisowym artykule dla »Rzeczpospolitej« – dop. TP], bo oni nie rozumieją jej znaczenia w świecie intelektualnym. Wielu rozumuje tak: może z tą »tęczową zarazą« to trochę przesadził, ale jednak daje nam poczucie pewności w zmieniającym się świecie; diagnozę, której potrzebujemy, bo jesteśmy zagubieni” – zauważa redaktor naczelny „Więzi”. ARCYBISKUP NA WOJNIE KULTUR Analogia do amerykańskiej religijnej prawicy i jej „kapelanów”, którą posłużył się Adam Szostkiewicz, a także rzetelna analiza Nosowskiego znakomicie ilustrują specyfikę rozumienia własnej posługi biskupiej przez arcybiskupa Jędraszewskiego, a to wyznacza perspektywę jej postrzegania. Marek Jędraszewski, i na tym polega jego siła, jest – mimo całej swojej niechęci do mediów – typowym przedstawicielem postawy, którą w Stanach Zjednoczonych prezentują ewangelikalni telekaznodzieje czy też obecnie w większym jeszcze stopniu przedstawiciele ewangelikalnej prawicy. I on, i oni są głęboko przekonani, że wokół toczy się „wojna kulturowa”, w której chrześcijaństwo ma do odegrania istotną rolę jako obrońca wartości. Metropolita krakowski uznał sam siebie (przy istotnym wsparciu tożsamościowej prawicy) za reprezentanta tego właśnie nurtu katolicyzmu, który ma się stać zaporą dla rewolucji neomarksistowskiej, przed jaką z podziwu godną konsekwencją ostrzegają reprezentanci populistycznej prawicy w całym świecie zachodnim. Ten język i tę argumentację arcybiskup stosuje od dawna. --  Fragment pochodzi z książki "Arcybiskup. Kim jest Marek Jędraszewski" Tomasza P. Terlikowskiego, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

Więcej…
  1. Smoczy szlak skrywa mroczną tajemnicę - turyści nie mają o tym pojęcia!
  2. Duda: "Źle podziękowałem partii za wsparcie. Zbyt mało wylewnie."
  3. Ciepły, miękki i z dziurką w środku. Krakowska pyszność
  4. TYLKO U NAS! Tak mogą wyglądać wagony krakowskiego metra

Strona 2 z 4

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Na fali

  • Zwrot akcji w Krakowie! Gibała NIE WYSTARTUJE w wyborach? Znamy powód!

    Opinie

    Zwrot akcji w Krakowie! Gibała NIE...

    Informacja
    11 czerwca 2026
  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

    Wydarzenia

    Kłopoty kandydatki na prezydenta...

    Informacja
    09 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.