Przeczytasz w 3-5 minuty
fot. Kraków Airport

Algorytm bywa okrutny. Zwykle podrzuca kotki, przepisy na makaron albo kolejny wywiad z kimś, kto „od zawsze interesuje się psychologią”. Tym razem jednak postanowił zaszaleć i wrzucił mi wideo podcast portalu Głos24 z radnym gminy Zabierzów. I powiem szczerze – to była jedna z tych decyzji algorytmu, które sprawiają, że zaczynasz wierzyć, że jednak sztuczna inteligencja ma poczucie humoru.

Bo oto pojawia się Piotr Bistroń„przedstawiciel społeczeństwa” – i z powagą człowieka, który właśnie odkrył Amerykę, oznajmia, że najlepszym rozwiązaniem dla Krakowa jest… przeniesienie lotniska do Katowic. A dokładniej do Pyrzowic. Tak po prostu. Spakować Balice w karton i wysłać kurierem na Śląsk.

Zacznijmy od fundamentu tej wizji. Pan radny „broni się przed rozwojem lotniska”. To brzmi jak deklaracja ideowa. Nie rozwój, nie przyszłość, nie inwestycje – tylko obrona. Najlepiej przed wszystkim. Przed hałasem, przed samolotami, przed rzeczywistością.

Na uwagę dziennikarza, że lotnisko jednak powinno się rozwijać, słyszymy złotą myśl:

Uważamy, że Małopolsce należy się duże lotnisko, ale zlokalizowane w miejscu, które będzie do niego adekwatne.

Czyli – tłumacząc z języka dyplomacji na język polski – duże lotnisko tak, ale nie u mnie. Klasyka gatunku. A jako „miejsce adekwatne” pojawiają się… Pyrzowice. Bo przecież nic tak nie służy rozwojowi Małopolski jak oddanie ruchu lotniczego województwu śląskiemu. Logiczne. Spójne. Wizjonerskie.

Kraków Airport / fot. wikimedia

Co więcej, oba lotniska rzekomo się „kanibalizują”. To ciekawe, bo miliony pasażerów jakoś nie zauważyły tej krwawej walki. Raczej wygląda to tak, że oba porty rosną, bo – uwaga, szok – ludzie latają coraz więcej. Ale może radny wie lepiej. W końcu zaraz potem sam przyznaje:

Nie mam wszystkich danych, nie jestem ekspertem.

No i w tym jednym zdaniu zawiera się cała esencja tej rozmowy. Nie mam danych. Nie jestem ekspertem. Ale mam pomysł, żeby przenieść lotnisko do innego województwa. To trochę jakby ktoś bez prawa jazdy projektował autostrady. Z zapałem, ale bez zbędnych kompetencji.

Idąc tym tropem, można by pójść dalej. Może faktycznie przenieśmy ruch lotniczy do Radomia? Lotnisko stoi, świeci pustkami, aż się prosi o drugie życie. Po co budować, rozbudowywać, planować – skoro można zrobić wielką przeprowadzkę narodową. A przy okazji osiągnąć cel pana radnego, który sam definiuje jako „utrzymanie statusu quo”. Nic nie robić, nic nie zmieniać, tylko przesunąć problem gdzie indziej. Strategia godna mistrzów.

fot. Pixabay

Potem robi się jeszcze ciekawiej, bo wjeżdża porównanie:

Nikt nie buduje oczyszczalni ścieków w środku miasta.

Tu naprawdę trudno nie docenić rozmachu. Lotnisko jako oczyszczalnia ścieków – metafora odważna, świeża i, powiedzmy delikatnie, niezbyt trafiona. Bo o ile oczyszczalnia faktycznie nie jest atrakcją turystyczną, o tyle lotnisko jest jednym z głównych motorów rozwoju nie tylko miasta, ale i regionu. Chyba że ktoś uważa, że Kraków powinien żyć wyłącznie z gołębi i wspomnień.

A kiedy argumenty infrastrukturalne nie wystarczają, pojawia się klasyk:

Całkiem niedawno mieliśmy taki wypadek, w grudniu 2024 roku, na lotnisku w Wilnie. Daleko stąd? Przypadek? Ale jednak się zdarzył. I kto mi zagwarantuje, że nad moim domem nie będzie jakiegoś podobnego przypadku?

No tak. Skoro gdzieś na świecie zdarzają się wypadki, to najlepiej zlikwidować wszystko. Samochody też, bo wypadki drogowe są jednak częstsze. Pociągi? Bywają wykolejenia. Rower? Można spaść. Logika strachu zawsze działa, szczególnie gdy brakuje innych argumentów.

A teraz perełka: dane o ruchu lotniczym, który przedstawił pan radny, powołując się na dane Kraków Airport:

  • 2019 rok – 120 operacji lotniczych w dzień i 5 w nocy.
  • 2026 roku – 300 operacji lotniczych w dzień i 57 w nocy.
  • Lotnisko zakłada, że w 2045 roku będzie – 400 operacji lotniczych w dzień i 70 w nocy.

I to ma być argument przeciwko rozwojowi? Przecież to jest najlepsza reklama tego, że lotnisko działa świetnie, rośnie i odpowiada na realne potrzeby. To dowód na sukces, a nie problem. To pokazuje, że kolejne władze – niezależnie od szyldu politycznego – robią coś dobrze.

fot. Kraków Airport

I nie, nie chodzi tu tylko o pijanych Angoli, bo to nie oni zajmują miejsca w każdym samolocie. Chodzi o przedsiębiorców, którzy przylatują tu na spotkania i zostawiają pieniądze w lokalnej gospodarce. O inwestorów, dla których dostępność komunikacyjna jest jednym z kluczowych kryteriów wyboru miejsca. O pracowników korporacji, którzy kursują między oddziałami w różnych krajach. O studentów i naukowców, dla których szybkie połączenia lotnicze to codzienność, a nie luksus. O turystów z wyższej półki, którzy nie przylatują na weekendowy melanż, tylko na konferencje, wydarzenia kulturalne czy kilkudniowe pobyty w hotelach, restauracjach i instytucjach kultury.

To także cały łańcuch powiązań: hotele, gastronomia, transport, usługi, eventy, targi, kongresy. To miejsca pracy – tysiące miejsc pracy – bezpośrednio i pośrednio związanych z funkcjonowaniem portu lotniczego. To wreszcie wizerunek miasta, które nie jest skansenem, tylko żywym, rozwijającym się organizmem, podłączonym do świata.

Na koniec wjeżdża „koronny argument”:

Ktoś, kto wypowiada się, że przecież lotnisko tu było zawsze i wiemy, gdzie mieszkamy, nie zauważa takiego aspektu, że nie mówimy o lotnisku lokalnym, regionalnym, ale lotnisku, gdzie jest 20 milionów pasażerów, czyli na poziomie największego lotniska w Warszawie.

No właśnie. I w tym cały problem. Świat nie stoi w miejscu. Lotniska rosną, miasta się rozwijają, ludzie podróżują. A kto tego nie rozumie, ten próbuje zatrzymać rzeczywistość na poziomie „kiedyś było ciszej, inaczej, lepiej”.

Tyle że jest jedna brutalna prawda: kto się nie rozwija, ten się cofa. I żadne przenoszenie lotniska do Pyrzowic, Radomia czy na Księżyc tego nie zmieni.

A gdybyście i Wy chcieli posłuchać tego kabaretowego wystąpienia, przerywanego - i słusznie - uwagami i pytaniami dziennikarza, znajdziecie go tutaj:

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także