Przeczytasz w 1-2 minuty
Królewski idzie na wojnę. Czy prezes Wisły złamie kibolski dyktat?

Jarosław Królewski zrobił właśnie to, na co polskim działaczom od lat brakuje odwagi: wypowiedział wojnę stadionowym bandytom. Działacz po raz kolejny udowadnia, że nie boi się iść pod prąd. Gdy w polskiej piłce temat kiboli najczęściej zamiata się pod dywan, prezes Wisły Kraków ogłasza jasny plan: koniec z kibolskimi emblematami i symboliką na trybunach przy Reymonta.

Każdy kibic „Białej Gwiazdy” z dłuższą pamięcią od razu czuje tu dejavu. Większość z nas doskonale pamięta próbę zrobienia porządku z przestępczą samowolką za czasów Jacka Bednarza. Ówczesny prezes podjął rękawicę, ale ostatecznie tę nierówną walkę przegrał – bez odpowiedniego wsparcia, przy bojkocie i ogromnej presji otoczenia musiał ustąpić. Wtedy wydawało się, że układ jest nie do ruszenia, a kibolski dyktat pozostanie nienaruszalną częścią stadionowego krajobrazu.

Tyle że Królewski to zupełnie inny typ zawodnika.

Jarosław Królewski

Znany ze swojej absolutnej zaciętości, analitycznego uporu i bezkompromisowego podejścia do prowadzenia klubu, Królewski nie sprawia wrażenia kogoś, kto pęknie po pierwszych wulgarnych transparentach pod swoim adresem. Jeśli ktoś w tym mieście ma wystarczająco dużo determinacji, by dociągnąć tę wojnę do końca, to właśnie on.

I spójrzmy na to zupełnie chłodno: czego tak naprawdę należy się w tym starciu bać?

Co w najgorszym scenariuszu mogą zrobić tak zwani „decyzyjni”? Obrażą się? Zbojkotują mecze i przestaną przychodzić na Reymonta?

To przecież najlepsze, co mogłoby spotkać Wisłę Kraków.

Jeśli grupa stadionowych zadymiarzy zniknie z trybun na kilka spotkań, przestrzeń przy Reymonta wreszcie zacznie oddychać. W miejsce pustych krzesełek bardzo szybko pojawią się ci, którzy przez lata omijali stadion szerokim łukiem: normalne rodziny z dziećmi. Ojciec wreszcie bez stresu weźmie syna czy córkę na mecz, kupi szalik, popcorn i nie będzie musiał przez 90 minut z rumieńcem wstydu tłumaczyć siedmiolatkowi, dlaczego cała sekcja ryczy z chęcią mordowania sąsiadki zza miedzy i dlaczego „Cracovia (czy inny, dowolny klub) to...”.

Czas skończyć z mitologizowaniem garstki ludzi, którzy zrobili sobie z klubu prywatne folwark. Wisła Kraków to historia, klasa i tradycja, a nie prymitywne przyśpiewki i kibolskie symbole. Jarosław Królewski podjął rękawicę w walce o normalność. I choć wojna z pewnością nie będzie łatwa, to właśnie od jej wyniku zależy, jakim klubem Wisła będzie przez najbliższe dekady. Trzymamy kciuki za zwycięstwo – dla dobra normalnych kibiców.

ZOBACZ TAKŻE: Próg hipokryzji, czyli jak Gibała żeruje na emocjach

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także