Reklama
Czy Kraków można sobie kupić? Tygodnik Polityka obnaża mroczne kulisy majątku Gibały
Reklama

Kim naprawdę jest Łukasz Gibała, człowiek, który chce rządzić Krakowem? Oficjalnie: bezpartyjny społecznik walczący o dobro mieszkańców. W cieniu jednak kryje się kunsztownie utkana pajęczyna rodzinnych układów finansowych, którą właśnie prześwietlił tygodnik Polityka. Dziennikarze ujawniają skomplikowane operacje na setki milionów złotych, rodzące pytania o to, czy krakowska polityka nie stała się zakładnikiem tajemniczego wehikułu kapitałowego.

Rzeczywistość skrywana za barwnymi plakatami wyborczymi okazuje się daleka od transparentności. Polityka ujawnia kulisy skomplikowanej machiny finansowej opierającej się na przepływach ogromnych kwot między podmiotami należącymi do rodziny Gibałów.

W centrum tego finansowego labiryntu znajduje się spółka Ductor, której właścicielem był sam Łukasz Gibała. Z analiz wynika, że firma przez lata generowała gigantyczne straty, zaciągając jednocześnie setki milionów złotych zobowiązań od firm powiązanych z jego ojcem – Leszkiem Gibałą.

Media wielokrotnie donosiły o gigantycznym długu

Pytania o charakter tych transakcji mnożą się z każdym miesiącem. Dodatkowo, ekspertyzy finansowe wskazują na anomalie, których trudno szukać w normalnym obrocie gospodarczym:

Najbardziej kontrowersyjnym elementem bilansu spółki Ductor jest jej gigantyczne zadłużenie, które na koniec 2022 r. wynosiło aż 234 mln zł. (...) W ocenie analityków to wehikuł inwestycyjno-holdingowy, którego istnienie jest sztucznie podtrzymywane i zabezpieczane przez prywatny kapitał właścicielski.

Nieprzejrzyste fundacje i miliony na polityczną machinę

Problem nie dotyczy wyłącznie samych spółek kapitałowych. Tajemniczy cień kładzie się również na fundacjach powiązanych z rodziną kandydata. Jak wynika z ustaleń dziennikarzy, fundacja Zróbmy Sobie Kraków (w której zarządzie zasiada brat Łukasza Gibały) generowała wielomilionowe koszty przy... zerowych przychodach z darowizn czy grantów!

Analitycy cytowani w tekście red. Katarzyna Kaczorowskiej nie pozostawiają złudzeń:

Osoby zaangażowane w badanie majątku Gibały i powiązanych z jego rodziną podmiotów mówią, że wydanie 3 mln zł na działalność statutową w jednym roku, bez zebrania choćby złotówki od darczyńców, dowodzi, że fundacja jest sztucznie zasilana z powiązanych podmiotów finansowych i służy jako kanał wydatkowania środków na cele pozabilansowe, czyli np. kampanie miejskie czy inicjatywy polityczne.

– W 2025 r. fundacja, tak wynika ze sprawozdań finansowych, miała ponad 3,5 mln zł straty. Czyli jest niewypłacalna, a jednak działa, zaciąga kolejne zobowiązanie i nie ogłasza upadłości – mówi jedna z osób zaangażowanych w analizę finansów fundacji Zróbmy Sobie Kraków.

Czy Kraków można „kupić”?

Liczba niewiadomych i transakcji przekazywania udziałów w przededniu wyborów, zaciąganych długów i braku klasycznej transparentności biznesowej musi budzić niepokój mieszkańców Krakowa.

Jeden ze znajomych Łukasza Gibały: – Właśnie obchodził 49. urodziny. Jeśli teraz nie wygra, to jego czas minie. Stąd pewnie i to parcie, i te ogromne pieniądze zainwestowane w referendum.

Dlaczego kandydat na najważniejszy urząd w mieście operuje w realiach tak wielopiętrowych, rodzinnych zależności finansowych? Czy wyborcy mają prawo wiedzieć, kto tak naprawdę stoi za finansowaniem jego zaplecza?

O tym przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika Polityka, który można kupić od dziś (środa). 

Link do artykułu znajdziecie także tutaj: Wybory w Krakowie i faworyt Gibała. Jego niezależność budzi wiele pytań. Zwłaszcza o majątek

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także