„Kraków dla mieszkańców, nie dla deweloperów” brzmi jak szlachetna obietnica, dopóki nie spojrzyjcie, kto stoi za plecami Łukasza Gibały. Prawda jest brutalna: wykoszenie z rynku deweloperów nie rozwiąże problemu braku mieszkań, za to idealnie może przygotować grunt pod monopol firm związanych z biznesem… Gibałów.
Radny znowu pręży muskuły i serwuje Krakowianom swoje ulubione, wyślizgane jak parkiet w remizie hasło: „Kraków dla mieszkańców, nie dla deweloperów!”. Brzmi pięknie, no po prostu serce rośnie! Aż człowiek ma ochotę wyjść na balkon, odetchnąć krakowskim smogiem i zawołać: „Tylko tak, Łukaszu! Przegońmy tych wstrętnych, krwiożerczych prywaciarzy!”.
Tylko jak właściwie pan Łukasz chce to zrobić? Bo wiecie... sytuacja jest dosyć niezręczna.
Rozglądnijcie się po swoim mieszkaniu. Popatrzcie na ten tynk, na podłogę, na okno z widokiem na sąsiada. Wiecie, kto to zbudował? Ojeju, nie uwierzycie: deweloper. Tak jest! Ten sam, który w narracji Gibały jest wcieleniem wszelkiego zła, szatanem w kasku ochronnym i wyzyskiwaczem z betoniarką.
I żeby była jasność – nie zamierzamy tu pisać wierszy pochwalnych na cześć patodeweloperki. Nikt nie kocha ścian z papieru i osiedli, gdzie z okna można podać sąsiadowi cukier bez wychodzenia z pokoju. Ale, idąc logiką Gibały, walka z deweloperami ma nas chyba doprowadzić do mieszkaniowej utopii. Jak to ma wyglądać w praktyce?
- Wstrzymujemy wszelkie budowy, a od jutra młode małżeństwa zamiast brać kredyt na dwupokojowe mieszkanie na Ruczaju, dostaną od miasta łopatę, worek słomy i zaproszenie na szybki kurs budownictwa naturalnego?
No ktoś te mieszkania musi wybudować!
I tu dochodzimy do najciekawszego punktu programu.
Gdy Gibała wygoni już z Krakowa wszystkich „złych” deweloperów, na placu boju zostanie puste miejsce. A natura – jak i miejski rynek nieruchomości – nie znosi próżni. Czy przypadkiem nie chodzi o to, że jak już pozbędziemy się całej konkurencji, to nowe osiedla w Krakowie będą mogły budować tylko firmy... powiązane z rodziną pana Łukasza?
Bo przecież wiecie, czym para się rodzina naszego wielkiego trybuna ludowego? Handlem alkoholem i... dokładnie tak, deweloperką! Żeby była pełna jasność: piszemy tu o całym klanie, a nie o majątku samego pan Łukasza, bo ten od lat jest uzależniony od portfela między innymi swojego ojca – milionera, od którego regularnie pożyczał astronomiczne kwoty, w tym na finansowanie swojej politycznej kariery.
To jest wręcz majstersztyk Hipokryzji Przez Duże „H”. Walka z deweloperami w wykonaniu kogoś, kogo rodzina pozycję i majątek budowała na betonowaniu rzeczywistości, to jak propaganda prohibicji pisana przez właściciela sieci gorzelni.
Prywaciarze – be! Ale nasi – to co innego, nasi budują z sercem i troską o mieszkańca!
Więc następnym razem, gdy usłyszycie, że Gibała chce uwolnić Kraków od deweloperów, zapytajcie go po prostu: gdzie mają mieszkać wasze dzieci? I czy przypadkiem klucze do ich nowych mieszkań nie będą do odbioru w biurze handlowym jego rodziny?





![Czy Lewica będzie współpracować z Gibałą? „Nie jesteśmy maszynką do głosowania” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_706.jpg?78bf50236d44acaf6404f52dc4cf4f51)










![Szef sztabu Piątkowskiej: „Gibała będzie gorszy niż Miszalski!” [ROZMOWA]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_689.jpg?78bf50236d44acaf6404f52dc4cf4f51)
![Gibała chciał to ukryć! Zobacz, kto naprawdę wpłacał na jego komitet [UJAWNIAMY LISTĘ]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_688.jpg?78bf50236d44acaf6404f52dc4cf4f51)




