Zdesperowany Łukasz Gibała gotów jest powiesić swoją twarz wszędzie – nawet tam, gdzie kategorycznie zabrania tego prawo. Do naszej redakcji spłynęły dziesiątki zdjęć przedstawiających materiały wyborcze radnego nielegalnie oszpecające ogrodzenia szkół, parków publicznych, klubów sportowych, a nawet płoty cmentarzy!
– Rozumiem, że mało kto chciałby zawiesić na swoim prywatnym balkonie baner Łukasza Gibały, ale agitacja w szkole czy na cmentarzu to przekroczenie wszelkiej granicy – komentuje radna Edyta Sikora.
Determinacja w walce o fotel prezydenta Krakowa to jedno, ale szacunek dla prawa, miejskiej przestrzeni i dobrych obyczajów to zupełnie co innego. Do redakcji Kanału Krakowskiego trafiają dziesiątki zdjęć od zbulwersowanych Krakowian. Wyłania się z nich wyjątkowo niesmaczny obraz trwającej kampanii: materiały reklamowe Gibały pojawiają się w miejscach, w których legalnie nie powinno ich być.
Listę nielegalnych lub skrajnie wątpliwych lokalizacji ujawnia w rozmowie z naszą redakcją miejska radna Edyta Sikora. Zwraca ona uwagę na fakt, że walka o głosy przekroczyła granice przyzwoitości oraz przepisów prawa.
Niech pan radny wyjaśni, dlaczego jego banery rozwieszane są na ogrodzeniach instytucji publicznych, często miejskich, bez zgody właściciela?! Agitacji w szkole podstawowej nie jestem w stanie w ogóle zrozumieć...
Wśród miejsc, w których pojawiły się materiały wyborcze Gibały, są między innymi cmentarne płoty, ogrodzenia szkół (sic!), parki miejskie, obiekty należących do miejskich spółek (m.ni. MPEC) oraz tereny klubów sportowych.
Wieszanie materiałów na barierach drogowych, ogrodzeniach obiektów sportowych czy parków miejskich bez wymaganych zgód to nie tylko złamanie Kodeksu Wyborczego oraz i miejskich regulaminów. To przede wszystkim jawny akt politycznej desperacji.
Gdy z najnowszych sondaży czarno na białym wynika, że poparcie dla kandydata topnieje w oczach, a Krakowianie coraz chłodniej reagują na kolejne puste obietnice, w sztabie Gibały ewidentnie wybuchła panika. Banery lądują więc gdzie bądź, byle tylko utrzymać w przestrzeni publicznej złudzenie potęgi – choćby ceną miało być oszpecanie miejskiego majątku i profanowanie okolic cmentarzy.
To wyjątkowo obrzydliwy i bezczelny pokaz przedmiotowego traktowania miasta: Kraków ma służyć Gibale za darmowy słup ogłoszeniowy, a prawo i dobre obyczaje są dobre dla innych, ale nie dla aspirującego włodarza.
Puentuje się to wszystko samo. Łukasz Gibała tak bardzo i za wszelką cenę chce zostać prezydentem Krakowa, że gotów jest obwiesić swoją twarzą każdy płot w tym mieście. Szkoda tylko, że w tym całym obłędnym pędzie do władzy i wylewającym się z banerów narcyzmie, kompletnie zapomniał o szacunku dla Krakowian.























