Przeczytasz w 2-4 minuty
Więcej diesla! / fot. pixabay

Kraków oszalał na punkcie spalin. W trwającej kampanii prezydenckiej kandydaci znaleźli genialny sposób na kupienie głosów: zamiast walczyć o czyste powietrze, prześcigają się w tym, kto skuteczniej zdemontuje Strefę Czystego Transportu. Doszło do takiego absurdu, że lada chwila głównym postulatem stanie się powołanie Strefy Brudnego Transportu. Im bardziej twój diesel kopci, tym głębiej wjedziesz w Rynek. Oto jak w imię słupków poparcia krakowscy politycy postanowili oficjalnie zalegalizować duszenie własnych mieszkańców.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że to Łukasz Franek wprowadzenie SCT wykopało Aleksandra Miszalskiego z urzędu. Bo choć powodów było kilka, to właśnie SCT stała się punktem zapalnym.

Z najnowszych badań opinii publicznej nadal czarno na białym wychodzi, że SCT trzeba natychmiast wyrzucić do kosza, bo wyborcy nie chcą tego wynalazku. Mimo że – z tych samym badań wynika – zdecydowana większość ankietowanych nawet NIE ZNA założeń i zasad Strefy.

Protest przeciwko SCT w Krakowie

Ale skoro suweren woli kaszleć, niż wymieniać auto, to idący po władzę politycy błyskawicznie zwęszyli krew. W obliczu widma utraty poparcia lokalni liderzy doznali zbiorowej amnezji. Nowoczesny, europejski Kraków nagle postanowił ogłosić niepodległość od praw fizyki i biologii, a licytacja wsteczna osiągnęła poziom czystego absurdu.

Festiwal populizmu, czyli powtórka z metra

Sytuacja jest o tyle komiczna, że krakowska polityka od lat kręci się wokół jednej zasady: „obiecaj im dokładnie to, co akurat wyszło w sondażach”. Doskonale pamiętamy kampanię sprzed dwóch lat. Wtedy tematem przewodnim było metro.

Z badań opinii wyszło wówczas, że krakowianie marzą o podziemnej kolejce. Efekt? W programie wyborczym każdego, absolutnie każdego poważnego kandydata pojawiła się obietnica natychmiastowego wbicia pierwszej łopaty pod stacje metra. Nieważne, że dany polityk prywatnie uważał ten projekt za ekonomiczne samobójstwo dla budżetu miasta – badanie pokazało, że lud chce metra, więc kandydat metro budował (w teorii).

[O to, jak budować, by nie wybudować zapytajcie byłego wiceprezydenta Stanisława Mazura]

Strefa Brudnego Transportu (SBT)

Dziś mechanizm jest ten sam, tylko wektor się odwrócił. Wtedy obiecywano nam technologiczny skok w przyszłość, dziś obiecuje się nam powrót do głębokiego PRL-u. Skoro krakowianie SCT nie chcą, to trzeba dać im coś, co pokochają. Prawdziwym hitem nadchodzącej, przedterminowej kadencji ma być projekt autorski: Strefa Brudnego Transportu (SBT), która obejmie całe Stare Miasto.

fot. Pixabay

Zasady mają być proste, przejrzyste i radykalnie antyekologiczne:

  • Bilet wstępu? Minimum 25 lat i brak katalizatora. Wjazd do centrum będzie dozwolony wyłącznie dla pojazdów, które przy odpalaniu generują chmurę czarnego dymu o objętości małego cumulonimbusa. Masz nowoczesną hybrydę? Płacisz frycowe albo zostawiasz auto pod Wieliczką.
  • Punkty Premium za brak DPF. Właściciele Passatów z legendarnym silnikiem 1.9 TDI i uroczyście wyciętym filtrem cząstek stałych otrzymają darmowy abonament parkingowy pod samymi Sukiennicami oraz tytuł „Zasłużonego dla Tradycji Krakowa”.
  • Aparaty tlenowe jako opcja. Dla zagranicznych turystów, którzy nie są przyzwyczajeni do powietrza o gęstości rzadkiego budyniu, miasto postawi specjalne budki. Za drobną opłatą będzie można w nich powąchać czysty tlen – choć kandydaci już teraz ostrzegają, że to burżuazyjny wymysł, który psuje lokalny mikroklimat.

Świeże powietrze? A komu to potrzebne?

Przepis na sukces wyborczy w Krakowie? Udawać, że płuca mieszkańców są zrobione z azbestu. Skoro badania pokazały, że nikomu ten ekologiczny luksus nie jest do szczęścia potrzebny, to po co przepłacać?

Kandydaci niemal rzewnymi łzami płaczą w wywiadach nad losem „biednego studenta”, który nie dojedzie na uczelnię swoim pełnoletnim dieslem. To, że ten sam student po trzech latach oddychania tym koktajlem będzie potrzebował nowej transplantacji płuc, jakoś dziwnie umyka uwadze sztabów.

Tlen / fot. Pixabay

W ramach nowej polityki historyczno-smogowej planuje się również całkowitą likwidację rowerów w Krakowie. W końcu bezczelnie nie emitują spalin, poruszają się cicho i psują statystyki pyłów zawieszonych PM10, z których Kraków od lat słynie na całym świecie. Rowerzyści będą mogli legalnie poruszać się po mieście tylko pod warunkiem, że zamontują do ramy mały, spalinowy agregat prądotwórczy zasilany mazutem.

Witamy w nowej rzeczywistości

Pozostaje nam tylko z zapartym tchem (dosłownie i w przenośni) czekać na finał tego festiwalu. Niezależnie od tego, który z kandydatów wygra ten wyścig na dno, jedno jest pewne: krakowskie powietrze znowu odzyska swój dawny, przedziwny autorytet. Będzie miało swój niepowtarzalny smak, zapach i strukturę, którą zimą da się kroić nożem.

A zwycięzca, tuż po zaprzysiężeniu, zdumiony sukcesem pojedzie do pracy klimatyzowaną, luksusową limuzyną, spełniającą najnowsze normy Euro 7. Na koszt podatnika, rzecz jasna, bo przecież ktoś musi wdychać to, co nowa władza nam ugotuje na wyraźne życzenie „suwerena”.

ZOBACZ TAKŻE: Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także