Przeczytasz w 2-4 minuty
Wielka ściema Gibały? Ujawniamy, dlaczego wciąż udaje, że nie wie, czy wystartuje

Cyrk, jaki Łukasz Gibała urządza wokół swojego startu w wyborach, to szczyt bezczelności albo marketingowy majstersztyk. Lider Krakowa dla Mieszkańców bawi się z mediami w kotka i myszkę, zachowując się jak księżniczka, która czeka na specjalne zaproszenie. Ale pod tą warstwą darmowego PR-u kryje się regularna wojna domowa. Wokół Gibały kręci się bowiem stado politycznych gołodupców, którzy błagają go o start, bo wiedzą, że jeśli Łukasz odpuści, oni zostaną natychmiast odcięci od finansowej kroplówki.

Podczas gdy całe miasto z zapartym tchem śledzi ten polityczny melodramat, mało kto zauważa, jak bezwzględnie i cynicznie jesteśmy wszyscy rozgrywani. Zanim jednak prześwietlimy portfele jego doradców, warto zobaczyć, jak radny bezczelnie kosi konkurencję, nie robiąc kompletnie nic.

Geniusz darmowej reklamy

W polityce najgorsza jest cisza, a Gibała idealnie rozgrywa tę partię, oszczędzając przy tym mnóstwo sił i środków.

Łukasz Gibała podczas konferencji prasowej / fot. Kanał Krakowski

Gdyby dzisiaj oficjalnie ogłosił, że nie wystartuje, po dwóch dniach pies z kulawą nogą by o nim nie pamiętał, a uwaga mediów i wyborców natychmiast przeniosłaby się na innych kandydatów. 

Gdyby z kolei ogłosił, że startuje, musiałby od razu wskoczyć w tryb morderczego, codziennego maratonu. Oznaczałoby to konieczność nieustannego produkowania nowych obietnic, organizowania konferencji prasowych i walki o zasięgi w social mediach, żeby tylko nie dać się przykryć konkurencji.

A tak? Nie ogłosił niczego, więc wszyscy rozmawiają o tym, czy w ogóle wystartuje. Promocja kręci się sama, nazwisko nie schodzi z nagłówków, a kampania robi się za darmo.

Wojna domowa na dworze lidera

Za tą fasadą genialnej strategii medialnej kryje się jednak brutalna walka i potężne tarcie wewnątrz samego otoczenia Gibały. Na jego politycznym dworze zderzyły się ze sobą dwa obozy, które toczą bezwzględną wojnę o ucho i portfel szefa.

Obóz Sceptyków: To ludzie, którzy uważają, że kolejny start nie ma głębszego sensu. Analizują wszysko na chłodno, widzą potężne koszty polityczne, o których zresztą szerzej pisaliśmy już na naszych łamach. Ich motywacją jest polityczny pragmatyzm.

ZOBACZ TAKŻE: Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

Obóz „Łukasz, musisz!”: To grupa, która naciska na start bez względu na koszty i logiczne argumenty. Przekonują Gibałę, że jest jedyną nadzieją miasta i bez niego całe miasto zginie.

Kto naprawdę żyje z tej kampanii?

Nazwijmy rzeczy po imieniu i bez owijania w bawełnę: w tym drugim, głośniejszym obozie rej wodzą zwykli polityczni gołodupcy, spece od wizerunku i brudnej roboty. To ludzie, których całe zawodowe i finansowe życie kręci się wyłącznie wokół robienia Gibale kampanii.

Strona Gibały

Dla nich jego start to nie kwestia idei, programu czy jakiejś wyższej wizji rozwoju Krakowa – to po prostu okres żniw i jedyna szansa na zarobek. Obsługa social mediów, PR, doradztwo polityczne i organizacja eventów kosztują, a Gibała ma z czego płacić.

Jeśli szef powie „pas” i zostanie w domu, cały ten ród politycznych akolitów, byłych aktywistów i patodziennikarzy zostanie z dnia na dzień brutalnie odcięty od finansowej kroplówki. Dla nich brak startu Gibały oznacza natychmiastowe bezrobocie i finansowe bankructwo.

Jaki będzie finał? Znamy ten scenariusz

I tak to się właśnie kręci. Gibała waży swoje szanse, media karmią się niepewnością, a za kulisami trwa brutalne przeciąganie liny między rozsądkiem a interesem finansowym doradców.

Nasz scenariusz zakłada jednak, że Gibała ostatecznie wystartuje!

Dlaczego? Bo gdyby odpuścił, oznaczałoby to, że nagle zmądrzał i potrafi myśleć logicznie, a o to go przecież nie podejrzewamy.

Jak to rozegra? Swój wielki start ogłosi dokładnie w tym samym momencie, w którym premier Donald Tusk oficjalnie poda datę wyborów. Wtedy Gibała wyjdzie do kamer i ze śmiertelną powagą ogłosi światu, że żaden z obecnych kandydatów nie spełnia jego wysokich oczekiwań, dlatego z bólem serca nie może poprzeć nikogo i musi wystartować sam. Dorzuci do tego łzawą opowieść o tym, jak to setki (a może i tysiące) krakowian błagały go na ulicach o ratunek.

Gdyby wierzyć sondażom, Gibała właśnie jest w trakcie drugiej kadencji na stanowisku prezydenta Krakowa

Na koniec ogłosi, że zebrał już potężny sztab ekspertów, który zaangażuje się w bezkompromisową naprawę Krakowa. A on, rzecz jasna, osobiście stanie na jego czele jako jedyny, sprawiedliwy zbawca.

Kurtyna w górę, czekamy na premierę.

ZOBACZ TAKŻE: Proszą, błagają, zagadują: „Łukasz, musisz!”. A on milczy

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także