• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 2-3 minuty
Kraków szuka prezydenta. Poważni ludzie nie chcą się babrać w tym bagnie

Im dłużej trwa poszukiwanie kandydatów na prezydenta Krakowa, tym wyraźniej widać jedną rzecz: normalni, kompetentni ludzie nie chcą już wchodzić do tego bagna. Wiedzą, że zamiast rozmowy o mieście dostaną festiwal pomówień, internetowego ścieku i politycznej patologii.

Koalicja Obywatelska szuka kandydata na prezydenta Krakowa. Prawo i Sprawiedliwość również. Listy nazwisk są długie, przecieki regularne, giełda ambicji pracuje pełną parą. Raz słyszymy o „cenionym profesorze”, innym razem o „szanowanym przedsiębiorcy”. Problem polega jednak na tym, że ci wszyscy „cenieni” i „szanowani” wcale nie rwą się do startu.

I trudno się dziwić.

Machina pogardy gotowa do ataku

Najlepiej oddają to prywatne rozmowy polityków. Małgorzata Wassermann mówi wprost: po co jej ten cały hejt, jałowe dyskusje, nieustanna nagonka? Po co człowiek, który ma nazwisko, pozycję zawodową i spokojne życie, miałby dobrowolnie wejść do politycznego szamba?

Bo dziś kandydowanie na prezydenta Krakowa nie oznacza już wyłącznie debaty o transporcie, mieszkaniach czy zieleni. Oznacza wejście pod ostrzał zorganizowanej machiny pogardy. I nie chodzi wyłącznie o oficjalne sztaby. Nawet jeśli sam Łukasz Gibała nikogo osobiście atakować nie będzie, to wokół niego funkcjonuje dziś cały przemysł hejtu. Jego przybudówki, anonimowe profile, medialne ramię zbrojne, lokalni harcownicy od brudnej roboty. Ludzie, którzy żyją z sączenia jadu.

Każdy poważny kandydat musi się liczyć z tym, że jego życie prywatne zostanie rozebrane na części. Że będą insynuacje, manipulacje, wyciąganie dawnych zdjęć, znajomości, wypowiedzi sprzed dekady. Że pojawią się internetowi bandyci od „haków”, lokalni zadymiarze i polityczne kundelki szczekające na zawołanie.

Reality show zamiast debaty

A potem wszyscy będą udawać zdziwionych, że „autorytety nie chcą iść do polityki”. No nie chcą. Bo normalny człowiek patrzy na to i widzi cyrk. I ten cyrk już się zaczyna.

W przestrzeni medialnej pojawiają się kolejne kandydatury celebrycko-polityczne, których jedynym paliwem jest skandal, konflikt i generowanie zasięgów. Debata publiczna zamienia się w reality show. Liczy się nie program, kompetencje czy doświadczenie, ale to, kto kogo mocniej obrazi, kto wrzuci bardziej absurdalny filmik i kto zrobi większą awanturę w internecie.

Jak w takich warunkach ma wyglądać poważna debata o Krakowie? O komunikacji? O mieszkaniach? O smogu? O chaosie urbanistycznym?

Gdzie powiększyć biust?

Z tego, co widać, z taką Marianną Schreiber można co najwyżej rozmawiać o celebryckich skandalach, liczbie partnerów seksualnych, medialnych prowokacjach czy polecanych miejscach na operację powiększenia biustu, a nie o poważnym rozwiązywaniu problemów Krakowa

Przecież dziś bardziej prawdopodobne jest, że dyskusję o budżecie miasta przykryje kolejna internetowa pyskówka albo polityczny freak fight.

I właśnie dlatego Kraków ma problem. Bo poważni ludzie coraz częściej dochodzą do wniosku, że nie warto. Że nie ma sensu wystawiać siebie, rodziny i dorobku życia na codzienne taplanie się w politycznym błocie.

ZOBACZ TAKŻE: Po dwóch kadencjach w Pałacu Prezydenckim miałby walczyć z Gibałą. Co za upadek

A potem zostają już tylko zawodowi awanturnicy, medialni prowokatorzy i ludzie, którzy w polityce szukają wyłącznie atencji. Dlaczego Odpowiedź jest prosta: bo normalni ludzie patrzą na to wszystko i wolą zachować godność.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także