Reklama
CYRK w krakowskiej Lewicy! Partia mówi „idź stąd”, a on siedzi i się śmieje
Reklama

Nie uwierzycie. Naprawdę, usiądźcie, odłóżcie kawę, bo to, co dzieje się w krakowskich strukturach Nowej Lewicy, zawstydziłoby scenarzystów The Office, Monty Pythona i najgorsze telenowele razem wzięte. Jeśli myśleliście, że polityczne absurdy w naszym grajdole osiągnęły już sufit, krakowska Lewica właśnie wzięła rozbieg, przewierciła strop i przebiła się do nowego wymiaru czystej, niezafałszowanej abstrakcji.

Oto jak mają się sprawy.

Partia Nowa Lewica wyrzuciła ze swoich szeregów radnego Tomasza Leśniaka. Z punktu widzenia struktur centralnych, lokalnych i jakiegokolwiek zdrowego rozsądku – Leśniak jest poza partią. Nie ma go. Zniknął.

Tylko że... nadal siedzi w klubie radnych Nowej Lewicy w Radzie Miasta Krakowa.

Jak to możliwe?! No to już tłumaczymy. Skupcie się, bo za pierwszym razem możecie nie ogarnąć. 

Żeby wyrzucić Leśniaka z klubu radnych (bo partia to jedno, a klub to drugie), potrzebne jest... głosowanie. Klub Nowej Lewicy liczy w Radzie Miasta cztery osoby: Małgorzatę Potocką, Joannę Hańderek, Grzegorza Garbolińskiego i... właśnie Tomasza Leśniaka.

No i zwołują wielką naradę, z powagą godną marszu na Rzym, żeby usunąć krnąbrnego kolegę. Głosują!

  • Małgorzata Potocka: za wykopaniem Leśniaka.
  • Joanna Hańderek: również za wykopaniem.
  • Grzegorz Garboliński: przeciw.
  • Tomasz Leśniak: niespodzianka – głosuje przeciwko własnemu wyrzuceniu z klubu!

Wynik? Remis. Klasyczny, piękny, polityczny pat. Dwa do dwóch. Leśniak jest więc wyrzucony z partii, ale nadal zasiada w klubie radnych.

Głupie? No jasne, że głupie. Ale za to jak bawi!

ZOBACZ TAKŻE: Pracuje „za darmo” w urzędzie, a pensję bierze od Gibały! Prawda o krakowskim „wolontariacie”

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także