Przeczytasz w 3-5 minuty
Adam Łaczek padł ofiarą zmasowanego i zorganizowanego hejtu

Czy w Krakowie można dostać „kosę w plecy” za cytowanie uniwersyteckiego raportu? Adam Łaczek ujawnił twarde dane o imigrantach, które zburzyły propagandę Ruchu Narodowego. W efekcie przestał sypiać w nocy, a sprawą gróźb zajmuje się już prokuratura.

W rozmowie z Kanałem Krakowskim krakowski aktywista odnosi się do pomysły tak zwanych patroli obywatelskich, które proponuje lider Ruchu Narodowego.  – Jakim cudem grupa osiłków ma weryfikować legalność pobytu kogokolwiek? – pyta retorycznie.

***

Kanał Krakowski: Ogląda się pan za siebie?

Adam Łaczek: Szczerze mówiąc, to tak. I to naprawdę. Uważam, że to zagrożenie, że dostanę „kosę w plecy” – o czym pisano w komentarzach na Facebooku – jest realne. Naprawdę czuję się zagrożony. Zgłosiłem tę sprawę do prokuratury i czekam na decyzję organów ścigania.

Adam Łaczek

Skąd te groźby w pana kierunku?

Zaczęło się od tego, że polityk Ruchu Narodowego [Piotr Bartosz – dop. autor] obiecał jakieś patrole obywatelskie i straszył inwazją muzułmanów. Byłem ciekawy, jak to wygląda w Krakowie w rzeczywistości, więc zacząłem szukać danych. Znalazłem raport Uniwersytetu Ekonomicznego, z którego czarno na białym wynikało, że tak naprawdę większość imigrantów w Krakowie to są ludzie z Europy – z Ukrainy, z Białorusi, z Rosji. A pozostali. Nawet jeśli z dalszych kierunków, pochodzą głównie z Indii i krajów z ustrojem demokratycznym. Z raportu wynikało też, że znikomy promil imigrantów pobiera zasiłki dla bezrobotnych. 

Opublikowałem te dane ze skądinąd nudnego raportu zawierającego dane statystyczne z kilku urzędów, dodając, że prawicy robi politykę w oparciu o fałsz. I zupełnie nie spodziewałem się tego, co później zrobi ten polityk. On po prostu buduje swoje zasięgi na propagandzie i na straszeniu uchodźcami. A jego publikacja na mój temat wywołała wściekłość! 

Obecnie wpis zniknął z sieci. Został albo usunięty albo zablokowany / źródło: FB

A prawda jest po prostu taka, jak ją opisałem. Ludzie do nas przyjeżdżają, pracują. Nawet jeżeli pochodzą z krajów muzułmańskich, to są to kraje postsowieckie, jak Uzbekistan, gdzie ten islam jest bardzo kulturowy, laicki. Sam pracowałem z Uzbekiem i to są normalni ludzie. Mówią po rosyjsku, są kulturowo bliżej naszej strony. Przyjeżdżają do Polski głównie dlatego, że kiedyś migrowali do Rosji, a teraz już tego nie robią. Moskwa nie jest dla nich bezpieczna, więc zaczęli migrować do Polski. To jest ogromny sukces Polski! Zaczęliśmy przyciągać ludzi, których kiedyś przyciągała Rosja. Fajnie, że ściągamy talenty i że co ludzie budują przyszłość Krakowa.

To tak jak dawniej Antoni Mateczny – przecież on był z pochodzenia Czechem. I tak jak Mateczny przyniósł nam uzdrowisko, bo poznał ten fach w swoich rejonach i założył je tutaj, w dzielnicy, której część teraz de facto nazywa się od jego nazwiska – tak samo ci nowi ludzie w jakiś sposób rozwijają Kraków. Płacą podatki, zakładają rodziny. Zobaczmy też, ilu jest na przykład Wietnamczyków, którzy w drugim pokoleniu świetnie się asymilują, mówią czysto po polsku i nie ma z nimi żadnego problemu. I to jest prawdziwy obraz migracji w Krakowie.

To, że nawet jeżeli w jakimś kraju na Zachodzie to nie wyszło... Zamiast ciągle mówić o tym, komu i gdzie nie wyszło, cieszmy się z tego, że nam wychodzi! Bo to podejście krytyków to jest taki klasyczny whataboutism – nam wychodzi, ale oni krzyczą: „nie, bo gdzieś tam, kiedyś tam coś się stało”. Ale kurczę, mówimy o Krakowie i możemy się cieszyć, że u nas to działa. My naszym systemem przyciągamy ludzi, którym chce się pracować, nie dajemy im nic za darmo. Oni też chłoną tę polskość i to jest super. Nie ma nic milszego niż widok Hindusów zajadających się polskimi pierogami.

Czyli nie popiera pan patroli obywatelskich, które proponuje Piotr Bartosz?

Uważam, że są niebezpieczne. Jakim cudem człowiek taki jak Piotr Bartosz – który z tego co wiem, nie ma chyba nawet wyższego wykształcenia – jakim cudem on zweryfikuje w Krakowie na przykład Hindusa mówiącego po angielsku? A to może być przecież ktoś, kto zarabia 15 tysięcy złotych i pracuje w międzynarodowej korporacji. To samo zresztą z Ukraińcem czy każdą inną nacją.

Jakim cudem taki patrol ma to ocenić? Oni nie mają uprawnień do legitymowania, nie mają dostępu do żadnych danych, żeby stwierdzić, czy ktoś przebywa w kraju legalnie, czy nielegalnie. I tu pojawiają się realne problemy, bo takie patrole obywatelskie przyciągają ludzi z marginesu. Przecież ja sam, jako obywatel, bałbym się grupy osiłków patrolujących okolicę. Bo nuż im się coś we mnie nie spodoba, bo będę miał zbyt jaskrawą koszulkę czy coś innego, i co wtedy? Ci ludzie nie rozbudzają we mnie poczucia bezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie – budzą strach, zwłaszcza teraz, kiedy dostałem tyle gróźb.

W obliczu niedawnego, głośnego zabójstwa krytyka politycznego (ps. Siemion Skrepetski) w Białej Podlaskiej przez rosyjski wywiad, sytuacja ta wywołuje u mnie uzasadniony lęk. Środowiska skrajnej prawicy są zinfiltrowane przez Rosjan.

źródło: Onet

Liczę na to, że sprawcy gróźb pod moim adresem, przez które czuję się zagrożony i przez które nie mogę spać, nie pozostaną bezkarni. Liczę też na ucywilizowanie debaty. Bo sytuacja, w której polityk kłamie, ktoś to weryfikuje na podstawie faktów, a ten polityk, zamiast odnieść się do danych statystycznych i liczb, zaczyna personalnie atakować autora fact-checkingu... No to wchodzimy w jakąś nową inkwizycję. Znowu płoną stosy. Wychodzi na to, że za naukę i fakty można zostać spalonym na stosie. Czy tego chcemy? Takiego Krakowa chcemy?

ZOBACZ TAKŻE: Kandydat Konfederacji w II turze?! „Wyborcy nie nabiorą się już na hipokryzję Gibały” [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także