Przeczytasz w 3-5 minuty

Zaledwie 8 tysięcy podpisów mieli do tej pory zebrać inicjatorzy referendum – wynika z nieoficjalnych informacji do których dotarła redakcja Kanału Krakowskiego. Akcja wyraźnie zwolniła, a trwające mrozy i reakcje ludzi nie wróżą przełomu. „Mamy problem, ale nie składamy broni” – mówią nieoficjalnie osoby związane z inicjatorami akcji.

Po początkowym impecie i entuzjazmie nie ma już śladu, a formalny lider komitetu referendalnego dążącego do odwołania prezydenta Miszalskiego i miejskich radnych od kilku dni studzi emocje. W piątek Jan Hoffman przekonywał, że zbiórka potrwa do ustawowego terminu, czyli 30 marca, zastrzegając, że w przypadku zebrania 100 lub 120 tysięcy podpisów złożenie ich do komisarza wyborczego nastąpi wcześniej. Podkreślał, że tempo zbiórki będzie spadać.

- Janek, choć oficjalnie tryska entuzjazmem, to waży słowa, bo wie, że idzie średnio, a nie chce wyjść na tego, który przelicytowuje. To jednak mecenas, wiarygodność jest dla niego bardzo ważna. Informacje o 20 czy nawet 25 tysiącach zebranych podpisów wrzucają nieoficjalnie różne osoby na X, sprzedają to dziennikarzom. Przecież oni nie są w stanie tego zweryfikować - wyjaśnia jedna z osób blisko związana z akcją referendalną. I śmieje się, że gdy ktoś z Warszawy napisał na X (dawniej Twitter - dop red.), że pierwszego dnia zebrano 5 tysięcy podpisów, wszyscy potraktowali tę informację jako pewnik.

- Śmialiśmy się nawet, że podejrzeń co do wiarygodności mogliby nabrać pewnie przy napisaniu, że podpisów jest już 10 milionów. Ale „podbijanie” stawki w przekazach od początku było naszą strategią - zdradza rozmówca, który od blisko pół roku brał udział w przygotowaniach do akcji referendalnej. Czuje się oszukany zaangażowaniem partii i rozgoryczony polityczną „ustawką” w jaką przerodziło się referendum. Przewiduje, że próba organizacji zakończy się po przeliczeniu podpisów w kwietniu.

W internecie szał 

Inicjatorzy referendum wyraźnie dominują w internecie. Według naszego rozmówcy, od kilku miesięcy blisko 5 tysięcy specjalnych kont na Facebooku i  X-ie tworzyło odpowiednią narrację, a dziś komentarzami i nieprzychylnymi reakcjami bombardują kilkadziesiąt kont osób związanych z krakowską i małopolską Koalicją Obywatelską, PSL-e oraz prezydentem Miszalskim.

- W internet poszło mnóstwo pieniędzy, boty, grupy, kilka fanpage’y, Hoffman miał swój portal, ale główną robotę „kibolską” robią oczywiście „Krowoderscy”, którym wyobraźni i bezczelności nie brakuje. Nie mają nic do stracenia, wiedzą, że bez „nowego rozdania” na zawsze będą już uzależnieni od kaprysów rodziny alkoholowego oligarchy - tłumaczy nasz rozmówca, nie wymieniając jednak oficjalnie nazwiska nieformalnego sponsora działań referendalnych

- Borejza  (Tomasz, jeden z współtwórców kontrowersyjnego i słynącego z hejterskich publikacji kanału Rynek Krowoderski – dop. red.) był dziennikarzem naukowym, stale pisał do takich portali jak SmogLab. Przecież po tych filmikach w których podważał sens istnienia SCT żaden poważny portal nie będzie chciał z nim już współpracować - zauważa nasze źródło, tłumacząc zaangażowanie i determinację niektórych paramedialnych tworów w referendum.

Działania bez wątpienia przynoszą rezultat – to kanały komunikacyjne „referendarzy” nadają codziennie ton debacie w krakowskim internecie. Urząd Miasta i działacze Koalicji są w głębokiej defensywie.

Ulica weryfikuje, ludzie boją się… ukraińskiego?

Tym większe zdziwienie wywołuje mizerny efekt zbiórki na ulicach. Pomimo zaangażowania dziesiątek dobrze opłacanych wolontariuszy, podpisów zdobywanych na ulicach jest znacznie mniej niż zakładano.

- Naprawdę spora część ludzi w ogóle nie wie o zbiórce i unikają podawania PESEL-ów, a z tych którzy wiedzą o zbiórce, jest część mocno „antypisowska”. Gdy zobaczyli Wasserman i Bochenka w telewizji, zdanie już sobie wyrobili. PiS przyniesie swoje 10-15 tysięcy zebranych w kościołach i po prawicowych klubach, ale na ulicy nam to nie pomogło - wyjaśnia nasz rozmówca podkreślając, że od początku przestrzegał przed zaangażowaniem znanych politycznych twarzy w działania referendalne.

Jednak największym problemem dla opłacanych wolontariuszy ma być fakt, że mówią… z akcentem.

- Tego nie przewidzieliśmy. Zgłosiło się mnóstwo fajnych, młodych i kontaktowych ludzi. Część z nich to Ukraińcy, dla których stawki wydają się naprawdę atrakcyjne. Nie przewidzieliśmy jednak co zostało „zasiane” w głowach ludzi, nawet w dużych miastach. Ludzie wprost mówią, że osobom ze wschodu swoich danych nie przekażą. Wyciągnąć od kogoś PESEL przy takim podejściu jest naprawdę ciężko - zdradza osoba związana ze zbiórką, dodając, że stąd szybka reakcja organizatorów i zdjęcia „z kolejkami do wolontariuszy” oraz pokazywanie, że podpisy zbierają członkowie komitetu referendalnego. Aby nieco przyspieszyć i „odczarować” wolontariuszy do zbierania podpisów zaangażowano nawet struktury Konfederacji z całej Małopolski i Śląska.

- Niektórzy żartowali, że oni są bardziej strawni, bo co prawda myślą po rosyjsku, ale mówią bez akcentu. A do zdobycia PESEL-u to wystarczy - śmieje się nasz rozmówca.

Powstanie krakowskie skończy się rabacją?

- Na początku suflowaliśmy hasło, że to prawdziwe „powstanie krakowskie”, ale w końcu dotarło do nas, jak „powstanie krakowskie” się skończyło. Lud wzgardził powstańcami, a równocześnie wybuchła rabacja galicyjska, która obróciła się przeciwko inicjatorom zrywu. - przypomina nasz rozmówca, ujawniając że używanie tego hasła skończyło się sporą awanturą ze strony osób odpowiadających za PR przedsięwzięcia.

- Znajomy podesłał mi nawet mema: Kocurek (Bartłomiej, radny KO, który stał się jednym z celów ataków środowisk związanych z referendum) w stroju Jakuba Szeli goni z pałką za „możnowładcami”, którym z worków wypadają złote monety, patelnia i gaśnica - z uśmiechem opowiada jeden z organizatorów. Wierzy jednak, że ten obrazek pozostanie tylko ironicznym komentarzem chwilowego zwątpienia w gronie „referendarzy”.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także