Do krakowskiej Strefy Czystego Transportu wjeżdżają codziennie z gmin ościennych ludzie, którzy są nauczycielami w krakowskich szkołach i lekarzami w krakowskich szpitalach. Jej wprowadzenie urąga wszelkiej logice - uważa Angelika Kuczaj, radna Dzielnicy X Swoszowice. To jej odpowiedź na argumenty za wprowadzeniem SCT, które wytoczył były krakowski radny Łukasz Wantuch.
Wczoraj zamieściliśmy tekst Wantucha, w którym były radny napisał "krótką i brutalną prawdę. Bez przytulanie i gry wstępnej". Możecie przeczytać go tutaj: Ostro o SCT: "Jeżeli komuś się nie podoba, nie musi przyjeżdżać do Krakowa".
Do sprawy odniosła się Angelika Kuczaj. Poniżej przedstawiamy stanowisko radnej ze Swoszowic, która punktuje zwolenników wprowadzenia SCT.
- Kraków nie jest pępkiem świata, a mieszkańcy gmin ościennych bynajmniej nie wjeżdżają tu aby podziwiać codziennie Sukiennice. Wjeżdżają, bo są nauczycielami w naszych szkołach, lekarzami w naszych szpitalach, kelnerami w krakowskich barach itd. Czy Kraków jest samowystarczalny? Nie, nie jest!
- Mieszkańcy osiedli peryferyjnych korzystają z infrastruktury gmin ościennych i nikt na nas tam pułapek ani opłat nie nakłada. A Kraków? Słowo daję, czuje się zażenowana jadąc na codzienne zakupy do Skawiny mimo że SCT nie było moim pomysłem i jestem przeciwna wprowadzeniu strefy.
- Powiadasz, że mieszkańców Krakowa SCT nie dotknie, bo są zwolnieni z opłat do technicznej śmierci pojazdu? A to, że ich samochody, które nie spełniają wymogów SCT z dnia na dzień warte są tyle, ile ważą, bo kupca na nie próżno szukać, to co? Faktycznie, może ktoś sprzedałby swoje stare auto, dołożył troszkę grosza i zakupił drogie spełniające wymogi. Tylko komu on go sprzeda? Za grosze gdzieś na Pomorze, bo nawet nie na Śląsk (bo ze Śląska też potrzebują do Krakowa przyjechać, jak nie do pracy, to na zakupy). I tu już straty idą nie na stówki, ale na tysiące. Nagle coś warte samochody krakusów są warte tyle, co złom.
- Czy nie zapominamy w tym wszystkim po co wprowadza się strefy? Aby poprawić jakość powietrza! Czy mieszkańcy gmin ościennych płacąc 100 zł za miesiąc lub 5 zł za dzień poprawiają jakość powietrza? Nie. Tyle, że ściąga się z nich kase.
- Przypominam nieśmiało, że nasi politycy krakowscy wnioskują o związek metropolitalny, wskazując że polepszy to współpracę w regionie i pomoże pozyskać lepsze finansowanie. No to ja dziękuję za taki związek metropolitalny, gdzie narzucamy opłaty dla tych, z którymi chcemy ten związek metropolitalny tworzyć.
- Było zapatrzyć się na Warszawę i objąć strefą centralną część miasta. Ale Kraków bardziej święty niż sam Papież.
- Nie chce mi się pisać o Niemcach, którzy wycofali się ze stref w niektórych miastach, i o Francji, która czeka na rozstrzygnięcie tematu, bo przegłosowali ograniczenie wdrażania stref.
- I tak jestem przeciwna wprowadzaniu SCT w Dzielnicy X i głosowałam PRZECIW! To urąga wszelkiej logice, aby w Opatkowicach, przez którą biegnie A4 (wyłączona z SCT) i Zakopianka (wyłączona z SCT), a małe osiedlowe ulice prowadzą do granicy gmin Mogilany i Skawina (nieobjętych strefą), opowiadać komuś, że powietrze się nam poprawi. SCT nie ma zasadności na tych terenach, bo biegną przez nie najbardziej ruchliwe drogi, które są emitentami spalin.
- Tak, pragnę być zdrowa i chcę oddychać czystym powietrzem. Wnioskuję zatem, aby zwinąć autostradę A4 i przenieść w inne miejsce. Z dala od mojego osiedla.
ZOBACZ TAKŻE: Za kradzież znaków zapłacimy wszyscy. "To jest narażanie obywateli na koszty"
Zdaniem radnej Kuczaj, wprowadzanie SCT w obecnym kształcie ani nie poprawia powietrza ani nie pomaga mieszkańcom, za to świetnie zasysa pieniądze z portfeli tych, którzy codziennie przyjeżdżają tu pracować.





















