W Krakowie trwa festiwal politycznej hipokryzji. Na pomoc gibałowej inicjatywie referendalnej ruszyli już wszyscy: od skrajnej lewaczki Aleksandry Owcy po skrajnego prawaka Konrada Berkowicza. I trzeba to uczciwie powiedzieć: to jest sukces. Sukces Aleksandra Miszalskiego polega na tym, że zjednoczył przeciwko sobie tak skrajne środowiska, że gdyby posadzić ich przy jednym stole, to sztućce służyłyby za broń białą.
Z drugiej zaś strony – to równie piękny dowód na to, że referendum nie jest żadnym oddolnym zrywem ludu krakowskiego, tylko cyniczną, polityczną ustawką, której celem jest obalenie demokratycznie wybranego prezydenta. Tyle w temacie romantycznych bajek o „mieszkańcach”.
Ale dziś nie o tym.
ZOBACZ TAKŻE: UJAWNIAMY! Jak (i za ile) media pomagają Gibale zostać prezydentem
Do tej układanki dołączają kolejni gracze. Jedni z przekonania, inni z wyrachowania, jeszcze inni z czystej potrzeby atencji. A my najbardziej tęsknimy za… Janem Śpiewakiem.
Tak, tym samym, który latami bratał się ze środowiskiem Łukasza Gibały i z pasją godną rewolucjonisty krytykował Jacka Majchrowskiego. Naparzając się z nim po sądach, moralizując, pouczając, ustawiając Kraków do pionu z pozycji warszawskiego trybuna ludowego. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że bardziej ciągnie go pod Wawel niż nad Wisłę w stolicy.
Gdyby Lenin żył, pewnie nazwałby go „pożytecznym idiotą”. Z czułością, rzecz jasna.
A teraz? Cisza.
Janku, gdzie jesteś? Czyżbyś nie wiedział, kogo poprzeć? Czyżby krakowska układanka okazała się zbyt skomplikowana nawet dla specjalisty od wszystkiego?
Bo sytuacja jest wyśmienita. Zwolennicy SCT kontra przeciwnicy z Krowoderskiej, którzy stanowią bezpośrednie zaplecze Gibały. Jeszcze wczoraj graliście w jednej, proekologicznej, antysmogowej drużynie. Artykuły, apele, oburzenie. Smog, trucizna, dramat miasta. Na portalu SmogLab można było regularnie czytać artykuły Tomasza Borejzy, że Kraków się dusi
A dziś? Nagle ten sam Borezja odkrywa, że walka o czyste powietrze jest mniej ważna niż polityczna okazja do przywalenia Miszalskiemu. Borejza przestaje publikować o zanieczyszczeniach, za to zaczyna publikować polityczne filmiki. Smog już tak nie gryzie w gardło, gdy można komuś przyłożyć.
I tu zaczyna się prawdziwy kabaret.
Janku, nie wiesz już, kto jest twoim kolegą, a kto chwilowym sojusznikiem? Zauważyłeś te połamane koalicje specjalistów od wszystkiego, co w mieście się rusza lub stoi? Po latach monotonii pojawili się „aktywiści” i „aktywiszcza”. Jedni bardziej radykalni od drugich. Jedni krzyczą o demokracji, drudzy o zdradzie ideałów. Każdy z megafonem, nikt z odpowiedzialnością.
ZOBACZ TAKŻE: Najdłuższa kampania wyborcza świata. Na pomoc Gibale przychodzi brat
I bądź tu mądry. Jesteś aktywistą czy aktywiszczem? Reformatorem czy politycznym turystą?
Bo dzisiaj w Krakowie nie wystarczy krzyczeć. Trzeba się określić. Czy jesteś z tymi, którzy chcą realnie zmieniać miasto – nawet jeśli to boli – czy z tymi, którzy każdą zmianę wykorzystają jako pretekst do politycznej rozróby?
Janku, naprawdę brakuje twojego głosu w tej debacie. Daj znać, gdzie stoisz. Choćby po to, żebym wiedział, że trzeba zrobić dokładnie odwrotnie niż mówisz.





















