• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 3-6 minuty
Adam Młot i atak białych ludzików / fot. archiwum prywatne i kadr z filmu Rynku Krowoderskiego

– Problem rozpoczął się w momencie, gdy ci panowie zaczęli rozrabiać. I właśnie wtedy powinni zostać opanowani, a nawet spacyfikowani, bo posunęli się już za daleko – mówi nam Adam Młot*, który ponad dwie dekady zajmował się bezpieczeństwem w Krakowie. – Te biedne dziewczyny na dzienniku podawczym mają pełne prawo czuć się poszkodowane w tej sprawie.

Rozmówca Łukasza Mordarskiego odnosi się do sytuacji, w której dwóch zamaskowanych mężczyzn w białych kombinezonach wtargnęło do krakowskiego magistratu i pryskało nieznaną substancją. Pracownice dziennika podawczego przeżyły chwile prawdziwego przerażenia.

***

Kanał Krakowski: Nie milkną echa ataku „białych ludzików” na urząd miasta, a sprawa nawet nabiera rozpędu. Obecnie jesteśmy na etapie, w którym autorzy ataku wypłakują się w internecie, że ich wybrykiem zajmują się organy ścigania. Powinny się zajmować, skoro – według autorów ataku – to taka błaha sprawa?

Adam Młot: Przede wszystkim muszę zastrzec, że w żadnym momencie nie będę się odnosił do tego wydarzenia przez pryzmat polityczny, a wyłącznie przez pryzmat bezpieczeństwa.

I z jednej strony ta sprawa wydaje się nieco śmieszna i nawiązuje swobodnie do Pomarańczowej Alternatywy. Z drugiej – może budzić przerażenie, szczególnie pań, które były wówczas na dzienniku podawczym. To właśnie ich zeznania i ich postawa powinny zdeterminować to, co dalej się stanie z tą sprawą. Moim zdaniem to one są poszkodowanymi. A jeszcze z trzeciej strony – ja jestem z pokolenia, że jak się narozrabiało, to brało się to „na klatę” i ponosiło konsekwencje. Gdybym w jakimś przepływie szaleństwa wymyślił taki numer, który w gruncie rzeczy wcale nie jest fajny, to następnego dnia zameldowałbym się w magistracie z wielkim koszem kwiatów i przeprosił te panie za całe zamieszanie. Żart jest dobry jeżeli śmieszy wszystkich.

WIĘCEJ O ATAKU PRZECZYTACIE TUTAJ: Sterroryzowali urzędniczki. Dziś "płaczą", bo sprawa trafiła do sądu

Bo proszę zwrócić uwagę, jak wyglądała sytuacja: dwóch przebranych w białe kombinezony, nadpobudliwych i zamaskowanych panów wchodzi do urzędu i zaczyna pryskać jakąś nieznaną substancją… Można się przestraszyć? No chyba można.

Być może tacy ludzi nie powinni w ogóle być wpuszczani do urzędu?

Tacy, to znaczy jacy? Odkąd pamiętam, czyli od 25 lat, magistrat starał się być otwarty dla mieszkańców.

Nawet tych nadpobudliwych, w białych kombinezonach i w maseczkach?

Do maseczek się trochę przyzwyczailiśmy. Do białych kombinezonów mniej, ale… dlaczego nie? Dlaczego ktoś miałby weryfikować petentów po stroju? Ludzi, którzy chodzą dziwacznie ubrani, jest mnóstwo. I czy to jest powód, by ich zaczepiać?

Adam Młot tuż po skoku spadochronowym na Rynku Głównym w Krakowie / fot. archiwum prywatne

Czyli nie ma Pan nic do zarzucenia strażnikom miejskim, którzy stali i się śmiali?

Straż miejska nie odpowiada za bezpieczeństwo magistratu. Magistrat ma swoją służbę ochrony, swoje służby bezpieczeństwa. To oni są od tego, żeby chronić urząd. Straż miejska jest od tego, żeby pilnować porządku publicznego po drugiej stronie drzwi, czyli na zewnątrz. Gdyby został zakłócony porządek przed magistratem, powinni interweniować. Proszę też pamiętać, że tę akcję przeprowadzili ludzie, którzy są raczej znani w urzędzie, dziennikarze…

…muszę zaprotestować. To zwykli patoaktywiści lub – w najlepszym wypadku – zbrojne ramię Łukasza Gibały…

…oni wcześniej także przychodzili do urzędu i żadne maseczki nie przeszkodziły w tym, by ich rozpoznać.

Czyli straż miejska zachowała się wzorcowo?

Tego nie wiem do końca, dlatego że cały przebieg zdarzenia znamy z relacji prasy. A to, przepraszam panie redaktorze, nie jest do końca wiarygodne. Nie chcę też oceniać zachowania panów z ochrony urzędu, bo do pewnego momentu to zdarzenie wyglądało normalnie. Weszli jacyś ludzie – choć dziwnie ubrani, to fakt – do magistratu i chcieli złożyć jakieś papiery na dziennik podawczy. A tam każdy ma prawo wejść. Problem rozpoczął się w momencie, gdy ci panowie zaczęli rozrabiać. I właśnie wtedy powinni zostać opanowani, a nawet spacyfikowani, bo posunęli się już za daleko.

Tłumaczyli, że użyli tylko odświeżacza powietrza.

No ale skąd te biedne dziewczyny na dzienniku podawczym miały o tym wiedzieć? Według mnie to jest właśnie sedno problemu. Przecież te pracownice mogły się przerazić, bo nie miały pojęcia, co jest rozpylane. Mają pełne prawo czuć się poszkodowane w tej sprawie.

ZOBACZ TAKŻE: Urząd wprowadza nowe procedury po ataku. "Wyciągnęliśmy wnioski" [WYWIAD]

Lokalni politycy mówili nawet o akcie terroryzmu.

No i tutaj dochodzimy do kolejnego problemu. W całej Polsce obowiązuje drugi stopień zagrożenia terrorystycznego BRAVO. Wiemy, w jakiej sytuacji geopolitycznej jesteśmy, a za naszą granicą jest wojna. I musimy na tę akcję spojrzeć także z tej perspektywy. Jeśli się przyzwyczaimy, że do magistratu mogą wchodzić zamaskowani ludzie i czymś pryskać, to za chwilę to może już nie być happening, a atak terrorystyczny. Nie można stracić wrażliwości na tego typu zdarzenia.

Adam Młot / fot. archiwum prywatne

Teraz sprawcy pożalili się w internecie, że mogą zostać ukarani za umieszczanie materiałów w miejscach publicznych bez zgody zarządcy oraz za zakłócanie porządku publicznego. Czy te zarzuty nie umniejszają rangi zdarzenia?

Sąd powinien ustalić realny przebieg zdarzeń, skutki tych zdarzeń i dopiero wtedy wymierzyć karę. Raz jeszcze podkreślę, że kluczową rolę powinno odegrać to, jak ten atak odebrali ludzie – te dziewczyny z dziennika podawczego.

ZOBACZ TAKŻE: Żart, który pachnie prokuraturą. A Borejza w sandałach szczuje i poucza

Czy radykalizacja i brutalizacja języka politycznego wpływa na bezpieczeństwo, czy akurat tym zupełnie nie powinniśmy się przejmować?

Fakt, że opinia publiczna staje się coraz bardziej czarno-biała i że jeśli ktoś ma inne zdanie, to od razu staje się naszym wrogiem, na pewno wpływa na poczucie bezpieczeństwa. W tej chwili mamy już do czynienia z sytuacjami, że nawet rodziny się rozpadają, dlatego że ich członkowie mają różne zdania polityczne. Że dochodzi do awantur i rękoczynów wśród znajomych… Taki podział społeczeństwa na pewno wpływa na osobowość ludzi, co przekłada się na poziom agresji. Politycy na pewno się do tego przyczyniają.

Trudno się nie obruszyć, skoro skazany prawomocnym wyrokiem (między innymi za próbę przekupstwa i groźby pozbawiania życia) człowiek, Mateusz Jaśko, zasiada w Radzie Dzielnicy V Krowodrza.

To jest niezwykle ciekawa rzecz, że taki człowiek może być radnym.

Formalnie radnym nie jest, tylko członkiem rady dzielnicy. I na tym polega cały ten cyrk.

Ale jest wybierany w powszechnych wyborach. Nomenklatura nie ma tu znaczenia, nie czepiajmy się kruczków prawnych, bo chodzi o szerszy kontekst. A ten jest taki, że prawo w tym zakresie powinno być jak najszybciej zmienione. Osoba, która jest skazana za przestępstwo kryminalne, za przestępstwo umyślne, nie powinna pełnić żadnych funkcji publicznych!

***

ZOBACZ TAKŻE: Policyjna pętla zaciska się na "białych ludzikach". Już dwa postępowania

* Adam Młot – przez ponad 20 lat zajmował się szeroko pojętym bezpieczeństwem w Krakowie. Pełnił różne funkcje: był komendantem Straży Miejskiej Miasta Krakowa, dyrektorem Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego UMK oraz pełnomocnikiem prezydenta Jacka Majchrowskiego ds. bezpieczeństwa.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także