Logo Kanał Krakowski
  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale

Obserwuj nas na:

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Reklama - duża
  1. Strona główna

Głos z kanału

Dlaczego w Krakowie nie ma wieżowców? "Tu nie chodzi tylko o przepisy"

Dlaczego w Krakowie nie ma wieżowców? "Tu nie chodzi tylko o przepisy"

31 sierpnia 2025 | 17:20

Klasyczną pocztówkę z Krakowa zdobią: Kościół Mariacki, zamek na Wawelu i brukowany Rynek - w dużej mierze niezmienne od lat. Dlaczego drugie największe miasto w Polsce nie może rozwijać się tak prężnie jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk - o co chodzi i gdzie leży granica dobrego smaku? Kraków jako jedyne duże polskie miasto zachował centrum całkowicie wolne od wieżowców. Wynika to głównie z tego, że nie został on tak dotkliwie zniszczony w trakcie drugiej wojny światowej, dzięki czemu do dziś możemy podziwiać historyczną zabudowę miasta. UNESCO i polskie przepisy konserwatorskie ustanowiły „strefy wysokościowe”, czyli obszary, na których nie wolno stawiać budowli przekraczających określoną wysokość. Dzięki regulacjom panorama miasta nie zostanie zakłócona przez nowoczesne drapacze chmur.  W latach 60. władze PRL zaczęły tworzyć nowe plany urbanistyczne dla Krakowa - a najciekawszym punktem miał być Biurowiec Naczelnej Organizacji Technicznej, dziś znany mieszkańcom jako „Szkieletor”. Na skutek kryzysu oraz późniejszego uzyskania przez miasto wpisu na listę UNESCO, pojawiły się ograniczenia, które utrudniły dokończenie budowy w pierwotnej formie. Budowa została wstrzymana, a wieżowiec pozostał niedokończony do 2016 roku, kiedy ruszyła przebudowa zakończona cztery lata później. Równolegle, miasto uzyskało prestiżowy wpis na listę UNESCO, a wraz z nim pojawiły się ograniczenia, które utrudniły dokończenie budowy w pierwotnej formie.   Zaprojektowany by pokazać, że Kraków też potrafi być nowoczesny. Wyobraźcie sobie sytuację: jesteście deweloperem, a oczami wyobraźni już widzicie szklane biurowce, a w nich wielki potencjał. Wychodzicie z planami na 150-metrowy gmach, licząc na ogromny zysk - i BUM! Wasz plan lega w gruzach - lokalne przepisy mówią „stop”. Bo miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a za wielkim wyróżnieniem idą też pewne zobowiązania. Dokumenty organizacji i miejska uchwała mówią jasno: centrum Krakowa ma pozostać niskie. Tak narodził się konflikt: wolność inwestycji kontra ochrona dziedzictwa, którego odzwierciedleniem było odrzucenie budowy „Nowego Miasta” w oddalonym kilka kilometrów od zabytkowego centrum rejonie Rybitw i Płaszowa. Kiedy mówimy o wieżowcach w Krakowie, musimy zrozumieć jedno - tu nie chodzi tylko o przepisy. Tu chodzi o coś więcej, o sposób myślenia o mieście.  Co to oznacza w praktyce? Z jednej strony wyjątkowy klimat, spójność architektoniczną, dziedzictwo nietknięte przez betonowy chaos, ale z drugiej ograniczenia w rozwoju przestrzennym, presję na infrastrukturę oraz konieczność myślenia „projektowo i strategicznie” przy każdej inwestycji. Czy więc faktycznie nie można pogodzić tych dwóch światów? A może to lepiej, że chroni się ten „prawdziwy” Kraków? Bo przecież wysokość nie zawsze oznacza wielkość. W Krakowie najwyższe są kościelne wieże, nie biurowce. Tutaj nie dominuje szkło i beton, tylko Wawel i bazylika Mariacka. Nie skyline, tylko linia dachu z XIV wieku. Więcej w tym temacie dowiecie się z filmu: 

Więcej…

Najgorsi lokatorzy Krakowa - jest ich coraz więcej i uprzykrzają życie mieszkańcom!

Najgorsi lokatorzy Krakowa - jest ich coraz więcej i uprzykrzają życie mieszkańcom!

29 sierpnia 2025 | 14:09

Znienawidzona przez krakowian fontanna, ale ulubiona toaleta gołębi - czy "kryształ" niedługo dokona żywota?  Już 8. września odbędą się konsultacje społeczne w sprawie nowej fontanny na Rynku Głównym. W Krakowie żyje około 50 tysięcy gołębi, których największe skupiska można zobaczyć na Starym Mieście, ale są uciążliwe także dla mieszkańców pozostałych dzielnic. Trudno o czystą ławkę na plantach, niezniszczony pomnik czy „bezpieczne” miejsce na osiedlu.  Choć w Budżecie Obywatelskim z roku 2024 zaznaczono problem zbyt dużej liczby ptaków w stolicy Małopolski i zaproponowano zamontowanie 120 siodełek i 10 półek zewnętrznych dla gołębi, problem wciąż doskwiera krakowianom. Mieszkanka bloku w pobliżu Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej komentuje - Za dokarmianie ich powinny być jakieś kary, codziennie mijam przynajmniej kilka babć karmiących je suchymi bułkami, a później wszystko dookoła jest obsrane. Zbierają się przy ulicach i ciężko nie trafić na jakiegoś rozjechanego gołębia, co nie jest moim ulubionym widokiem z rana. One są jak szczury - Problem jest na tyle duży, że niektórzy kończą z gniazdami i jajkami na balkonie, a inni muszą pozbyć się ulubionej koszuli zbombardowanej podczas spaceru.  Jak zadbać o komfort na własnym balkonie? Warto postawić na niezbyt estetyczne, ale skuteczne siatki, przez które szkodniki się nie przedostaną. Dodatkową pomocą mogą okazać się również straszące z okien większości krakowskich kamienic kolce i odstraszacze w kształcie kruków. Gołębie / fot. Pixabay Jednak dla turystów odwiedzających Kraków są wręcz symbolem miasta - dzieci kochają ganiać za uciekającymi gołębiami, rodzice zachęcają do „rzucenia ptaszkowi kawałka chlebka”, a na koniec rodziny fotografują się na tle sukiennic z ich dzikimi lokatorami.  Problem gołębi dostrzegają również władze miasta. Jak zaznacza prezydent Aleksander Miszalski, we wrześniu mają rozpocząć się konsultacje społeczne w sprawie nowej fontanny, mającej zastąpić straszący pod Kościołem Mariackim „Kryształ”. Obecnie bowiem spełnia ona jedynie funkcję toalety dla krakowskich gołębi. Mieszkańcy pod opublikowanym przez prezydenta postem są zgodni - Jak dobrze! Na ten kryształ nie da się patrzeć. - pisze jeden z komentujących.    Warto pamiętać, że mimo trudności sprawianych przez gołębie nie wolno wyładowywać na nich swoich frustracji, gdyż są one objęte ochroną gatunkową. Za zachowanie uznane za znęcanie się nad zwierzętami może grozić nawet kara pozbawienia wolności do lat 3. 

Więcej…

Była radna: "To przerost formy nad treścią. Dlaczego to się organizuje?"

Była radna: "To przerost formy nad treścią. Dlaczego to się organizuje?"

29 sierpnia 2025 | 13:39

Pamiętacie Małgorzatę Jantos? Nie?! No to przypominamy. To kobieta, która niegdyś była krakowską radną i miała ambicje, by zostać zastępcą prezydenta Krakowa. Przywdziewała różne barwy klubowe (ostatnio chyba reprezentowała Nowoczesną), ale wyborcy powiedzieli dość, gdy wystartowała z ugrupowania Łukasza Gibały. Od czasu wyborów słuch więc o niej zaginął, ale co jakiś czas próbuje przypominać o sobie na Facebooku lub za sprawą swojego obecnego politycznego guru, który usilnie walczy, by znalazła się dla niej jakaś "funkcja".  To tyle tytułem wstępu. Tym razem pani radna, była już radna, postanowiła powalczyć o atencję przy okazji tragicznej śmierci pilota F-16, majora Macieja Krakowiana, który zginął podczas ćwiczeń do Air Show Radom 2025. Zawsze uważałam takie pokazy za przerost formy nad treścią. Nie rozumiem w jakim celu są organizowane takie akrobatyczne pokazy i to dla publiczności - napisała Jantos na FB. - Może ktoś mi odpowie, z uzasadnieniem: dlaczego to się organizuje: narażając mnóstwo publiczności - zapytała i wywołała dyskusję. - Pokazy lotnicze są wpisane w naturę pilota, to nie fanaberia – to święto pilotów i całego lotniczego środowiska. Na cywilnych airshow na świecie tragedie zdarzają się niezwykle rzadko, bo tam organizacja stoi na pierwszym miejscu. Problemem nie są pokazy, tylko sposób, w jaki wojsko w Polsce je organizuje. Patologia polega na tym, że zamiast realnych procedur bezpieczeństwa mamy presję na efekt ‘wow’ - odpowiedział jej pan Maciej. - A była Pani, Pani Małgorzato, w Muzeum Lotnictwa, Czyżyny? A widziała Pani pokazy w Krakowie, jak latały stare samoloty nad Krakowem? Był taki pokaz, cały Kraków oglądał - komentuje pan Jacek. Całą dyskusję możecie sobie poczytać tutaj: Pani Jantos znana jest w Krakowie z tego, że zna się na wszystkim – od kultury, przez politykę, aż po wojsko i lotnictwo. Jej byli koledzy z ław rady miasta często mieli do niej żal, że przypisuje sobie zasługi za rzeczy, nad którymi pracował ktoś inny. - To dzięki mnie... - mawiała. Kiedyś od jednego z radnych usłyszałem nawet taki nieśmieszny żart, że to dzięki  Małgorzacie Jantos wbudowano kamień węgielny inaugurujący budowę Wawelu. Dziś, po tym, jak wyborcy stwierdzili, że powinna przejść na polityczną emeryturę, nadal nie przepuści żadnej medialnej okazji, by się wypowiedzieć. Szkoda tylko, że ekspertka od wszystkiego zwykle brzmi jak specjalistka od niczego. Śmieszy mnie, jak ktoś – zgodnie z zasadą ‘nie znam się, to się wypowiem’ – zabiera głos w tematach, o których nie ma pojęcia. Pani Jantos nie zna przyczyn katastrofy (a na pewno nie znała ich w momencie publikowania swojego wpisu), nie wie, dlaczego do niej doszło, ale już wie, że winne są… pokazy lotnicze. To mniej więcej tak, jakby po pożarze teatru zakazać wystawiania spektakli, po kolizji tramwaju z autobusem zlikwidować komunikację miejską, a po wypadku na pasach zamalować wszystkie przejścia dla pieszych. Logika z gatunku ‘wylejmy dziecko z kąpielą’. I tu zaczyna się problem. Bo tragedia wydarzyła się nie w trakcie pokazu, lecz podczas treningu, w warunkach całkowicie kontrolowanych, bez udziału widzów. Żadne życie cywila nie było zagrożone. A więc zakazanie pokazów lotniczych w reakcji na ten wypadek brzmi jak pomysł rodem z groteski. To tak, jakby po pożarze teatru zakazać wystawiania sztuk, po wypadku tramwaju zlikwidować komunikację miejską, a po potrąceniu pieszego zamalować wszystkie przejścia dla pieszych. Żeby było jeszcze prościej – oto 15 powodów, dla których postulaty pani Jantos to absurd: Jedno zdarzenie nie definiuje całości. Miliony widzów na całym świecie oglądają pokazy bezpiecznie – incydenty są ekstremalną rzadkością. Pokazy nie były przyczyną wypadku. Katastrofa zdarzyła się podczas ćwiczeń, nie pokazu. Treningi są niezbędne. Każdy zawód wysokiego ryzyka – od strażaka po chirurga – wymaga prób i ćwiczeń. Bezpieczeństwo publiczności nie było zagrożone. Ćwiczenia odbywały się bez udziału widzów. Pokazy są świętem pilotów i lotnictwa. To nie fanaberia, lecz tradycja i forma uhonorowania ich pracy. Pełnią rolę edukacyjną. Młodzi ludzie odkrywają pasję do lotnictwa, nauki i techniki. Wspierają gospodarkę. Air Show to tysiące turystów i ogromny zastrzyk pieniędzy dla gminy. Podnoszą morale sił powietrznych. To element budowania prestiżu wojska i zachęta do wstępowania w szeregi armii. Pokazują profesjonalizm pilotów. Każde ćwiczenie i każdy pokaz zwiększają umiejętności i standardy bezpieczeństwa. Ryzyko jest wpisane w zawód. Pilot wojskowy ryzykuje zawsze – także podczas misji bojowych. To nie powód, by zakazywać całej dziedziny. Na świecie pokazy są standardem. Nigdzie nie zakazuje się ich po pojedynczym wypadku – przeciwnie, poprawia się procedury. Zdarzenia losowe są wszędzie. Gdyby stosować logikę pani Jantos, trzeba by zamknąć drogi, zlikwidować transport i teatry. Pokazy rozwijają technologię. Publiczne demonstracje mobilizują do doskonalenia maszyn i systemów bezpieczeństwa. Każda tragedia uczy. Z każdego wypadku wyciąga się wnioski, dzięki czemu kolejne pokazy są jeszcze bezpieczniejsze. Decyzje powinny być racjonalne, nie emocjonalne. Zakaz pokazów to reakcja pod publiczkę, nie realna troska o bezpieczeństwo. Zamiast zrozumieć więc tragedię i uszanować pamięć pilota, politycy często wybierają łatwy poklask, mądrząc się w sprawach, o których nie mają pojęcia. Tymczasem od polityków, także tych byłych, oczekuje się jednak czegoś więcej niż facebookowych ‘ekspertyz na każdy temat’.

Więcej…

Cracovia Platka. Amerykański sen czy krakowski kabaret?

Cracovia Platka. Amerykański sen czy krakowski kabaret?

25 sierpnia 2025 | 16:20

Nowy właściciel Cracovii, Robert Platek, to facet, który w Krakowie ma być zbawcą. Amerykanin z portfelem, wizją i, jak twierdzą niektórzy, planem. No właśnie – „planem”. W Polsce każdy nowy właściciel zaczyna od planu. Zwykle kończy się na tym, że plan ma jedną stronę, a na dole wielkimi literami dopisane jest „sprzedać, zanim się znudzę”. Na razie jednak Platek wygląda na gościa, który wie, że piłka to biznes, a biznes to kasa. Więc będzie kasa? Pewnie tak. Ale nie łudźmy się – Cracovia nie stanie się nagle Manchesterem United, choć przy odrobinie szczęścia może dorównać… Rakowowi. Właściciel właścicielem, ale to trener robi robotę. Luka Elsner – w świecie Ekstraklasy wygląda jak ktoś, kto przypadkiem zabłądził w drodze na casting do serialu Netflixa. A tu proszę: chłop nie tylko ma styl, ale i piłkarze biegają za niego tak, jakby naprawdę dostawali premię za każdy sprint. I co najgorsze dla rywali – to działa. „Pasy” grają ładnie i skutecznie. Szok. Transfery? Nagle okazuje się, że można sprowadzać ludzi, którzy nie mają jeszcze piłkarskich emerytur w kieszeni. Na boisku nie ma więc kolejnego „doświadczonego ligowca”, który przez 90 minut truchta i pokazuje młodszym, jak poprawnie zakładać getry, tylko faktycznie widać futbol. Kibice? W szoku. Przez lata przychodzili, żeby ponarzekać, a teraz zaczynają klaskać. Niepokojący trend. Więcej o tym, jak szpetna ropucha zmienia się w księcia możecie posłuchać w tym materiale: A teraz crème de la crème: Kamil Kosowski stwierdził, że Cracovia to główny kandydat do mistrzostwa. I powiem tak: jeśli były piłkarz Wisły mówi, że Cracovia jest mocna, to albo naprawdę jest mocna… albo po prostu Kosa miał gorszy dzień. Jego argumenty są logiczne – „Pasy” nie grają w pucharach, więc będą świeższe. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w Krakowie świeże to są co najwyżej obwarzanki. I to tylko wtedy, jak dobrze traficie. Tutaj macie całe nagranie z Kanału Sportowego z wypowiedzią Kosy: Czy Cracovia wejdzie do Europy? W teorii – za dwa sezony. W praktyce – wtedy, gdy wreszcie przestaną remisować u siebie z zespołami pokroju Radomiaka czy Stali. A mistrzostwo? Brzmi pięknie, ale czy naprawdę ktoś wyobraża sobie, że Cracovia uniesie trofeum? Owszem, wyobraża sobie. Ale zwykle jest to kibic po trzecim piwie. Na razie więc cieszmy się, że „Pasy” wreszcie grają jak drużyna z ambicjami, a nie jak skansen piłkarski. Ale spokojnie – Ekstraklasa już niejednego takiego optymistę sprowadzała na ziemię szybciej niż listopadowa mżawka w Krakowie.”

Więcej…

Strona 4 z 4

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Social Media

Reklama - sidebar

Na fali

  • Majchrowski:

    W nurcie rozmowy

    Majchrowski: "Gibała od 17 lat...

    Informacja
    28 stycznia 2026 | 16:26
  • Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

    Fala faktów

    Ujawniamy plan Koalicji na wypadek...

    Informacja
    30 stycznia 2026 | 07:11
  • Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

    Fala faktów

    Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz...

    Informacja
    13 stycznia 2026 | 06:00

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.